W okresie 2017

'W okresie styczeń–lipiec 2017 r. eksport w cenach bieżących wyniósł 492 195,9 mln zł, a import 489 413,8 mln zł. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 2 782,1 mln zł ... W OKRESIE 1994—2017. Małgorzata Jaworek, Włodzimierz Karaszewski, Magdalena Kuczmarsk a. Wprowadzenie. O d 1990 roku następował wyraźny wzr ost wartości . w okresie wrzesień 2016 – wrzesień 2017 1. Wstęp W dniach 6-9 września 2016 odbył się VI Kongres Polskiego Towarzystwa Próżniowego (PTP) w czasie którego wybrano nowe władze Towarzystwa. Przewodniczącym wybrany został prof. Marek Godlewski (piszący to sprawozdanie), a przewodniczącym elektem prof. Ryszard Czajka. naukowej w okresie 2017-2020 Grzegorz Nałęcz-Jawecki Rada Dyscypliny Nauk Farmaceutycznych Warszawski Uniwersytet Medyczny Warszawa, 15-01-2020 . Willa Elysium, Lądek-Zdrój: wspaniały pobyt w okresie zimowym 2017 - zobacz w serwisie Tripadvisor recenzje podróżników (77), autentyczne zdjęcia (47) i doskonałe oferty dotyczące hoteli w tym miejscu. Sprawdź czy nie udało Ci się wygrać w Eurojackpot, na naszej stronie analizy statystyczne w okresie 02.2017. Archiwum losowań, łatwość, W OKRESIE 11 VI 2017 – 2 IX 2017 STAN NA DZIEŃ: 02.06.2017 W związku z kolejnymi etapami prac remontowo-modernizacyjnych, zarządca infrastruktury – PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. – wprowadza trzecią korektę rozkładu jazdy obowiązującą w okresie od 11 czerwca 2017 roku do 2 września 2017 roku. L.p. Termin obowiązywania 1. Komunikacja miejska w okresie Wszystkich Świętych 2017: 27 specjalnych linii autobusowych i dwie linie tramwajowe zostaną uruchomione dla odwiedzających warszawskie cmentarze w dniach 28-29 października oraz 1 listopada 2017 roku. W OKRESIE MAJ - LIPIEC 2017 ROKU TERMIN TEMAT PROWADZĄCY SZKOLENIE 9 maja 2017r. SŁABE MIEJSCA W BUDYNKU „Izolacje przeciwwodne, przeciwwilgociowe fundamentów” „Izolacje przeciwwodne, przeciwwilgociowe i termiczne dachów i stropodachów” „Izolacje przeciwwodne, przeciwwilgociowe tarasów balkonów” Centers for Medicare & Medicaid Services (Centra Usług Medicare i Medicaid) w okresie od 1 października 2016 r. do 30 września 2017 r. Raport został przedstawiony w języku angielskim. Jeśli Twoim ojczystym językiem nie jest język angielski, możesz

Przegląd Partii - Liga Polskich Rodzin

2020.09.14 09:26 BalQn Przegląd Partii - Liga Polskich Rodzin

W trakcie przygotowywania tego przeglądu jego obszerność powiększyła się ponad przewidywania, a zarazem nie chciałem ciąć materiału w moim przekonaniu potrzebnego do zrozumienia całościowego obrazu LPR – zdecydowałem się zatem na pewien podział: główny post dotyczy kwestii programowych i ideowych Ligi z różnych lat, natomiast w komentarzach pod postem znajdzie się wykonany przeze mnie opis działań politycznych LPR w ujęciu chronologicznym.
PROGRAM PARTII. Na sam początek przytoczę ciekawsze punkty z dostępnych na stronie internetowej LPR – której prezesem od października 2009 r. jest Witold Błażak – założeń programowych ruchu. Wydaje mi się, że dla czytelników Przeglądu Partii program partii to zazwyczaj najważniejszy element opisu. Owe ,,Założenia Programowe’’ zostały uchwalone 21 października 2017 r.:
,,1. Jako Naród powstały na fundamencie chrześcijaństwa opowiadamy się za zorganizowaniem życia zbiorowego naszego Państwa w zgodzie z etyką katolicką, gdzie prawo stanowione odzwierciedla moralne wzorce z nią zgodne, stąd musi być chronione najbardziej podstawowe prawo człowieka, jakim jest obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, zaś małżeństwo – rozumiane, jako związek mężczyzny i kobiety – i rodzina, jako podstawowa komórka społeczna, znajdują się pod ochroną i opieką Państwa. Uznając autonomię władzy świeckiej i duchowej jesteśmy przeciw klerykalizacji państwa – co dotyczy także stanowienia prawa, którego nie determinuje religia – a z drugiej strony odrzucamy próby podporządkowania sobie religii przez Państwo. Prawem i obowiązkiem Kościoła jest recenzowanie władz świeckich z punktu widzenia etycznych zasad stanowionego i przestrzeganego prawa.
  1. Wychowanie dzieci jest obowiązkiem i prawem rodziców, natomiast Państwo, poprzez szkoły i inne instytucje, pomaga rodzicom, zaś w kwestiach spornych, choćby nauczania prywatnego czy indywidualnego, ostateczna decyzja należy do rodziców. Zapewnienie bezpieczeństwa obywateli jest podstawowym obowiązkiem Państwa. W sposób szczególny dotyczy to dzieci i młodzieży, stąd z wielką bezwzględnością i stanowczością muszą być tępione wszelkie próby demoralizacji i antychrześcijańskiej indoktrynacji (typu genderyzm, feminizm, socjalizm).
  2. Fundamentalną i główną rolą Państwa jest zabieganie o kompleksowe bezpieczeństwo polskich rodzin ze szczególnym uwzględnieniem demograficznej przyszłości Narodu, co musi prowadzić do wdrażania i upowszechniania systemów polityki prorodzinnej w dziedzinie własności, spadków, podatków, finansów, polityki społecznej, budownictwa, bankowości, kredytów, służby zdrowia itd. Najlepsza inwestycja w przyszłość, to promocja normalności, jaką jest zdrowa rodzina, czyli priorytetem Państwa musi być wspieranie postaw moralnych kosztem patologicznych. Koniecznie trzeba docenić ogromną rolę kobiet (żon, matek, babć) w rodzinie i społeczeństwie, stąd warto spowodować, aby ich praca zarobkowa była dobrowolnym wyborem, a nie ekonomicznym przymusem.
  3. Własność, to podstawa nie tylko niezależności i samodzielności gospodarczej, ale także zdrowia społecznego i obywatelskiej odpowiedzialności. Bardzo ważną rzeczą jest wzmacnianie, propagowanie i wspieranie, poprzez politykę podatkową, finansową i gospodarczą, postaw aktywności gospodarczej, praktyki samozatrudnienia się we własnej firmie, czy budowania się i zamieszkania na własnej działce, we własnym domu. Uwłaszczenie Polaków, to droga do niezależności, samodzielności i wzrostu odpowiedzialności za własną rodzinę oraz za wspólne dobro, jakim jest Państwo. Poprzez obserwację i naśladownictwo tych zdolniejszych, pracowitszych, bogatszych wzrasta motywacja pozostałych, następuje mobilizacja generująca proces dołączania do nich, czyli równania wzwyż, czym zapewniany jest postęp ogółu. Generalną rolą państwa jest tworzenie zewnętrznych i wewnętrznych ram dla realizacji wolności obywatelskiej. Chcemy państwa europejskiego w zakresie wyłącznie pomocniczej, a nie totalnej roli państwa.
  4. Gospodarka wolnorynkowa powinna być celem, ponieważ im mniej ingerencji Państwa, tym mniej ono kosztuje, a więc potrzeba mniej podatków. Generalnie Państwo powinno dążyć do zmniejszania swej roli w gospodarce, czyli do maksymalnej prywatyzacji, co nie wyklucza konieczności zachowania pod kontrolą strategicznych dziedzin takich jak: energetyka, przemysł zbrojeniowy, kolej, drogi itp. Maksymalne uproszczenie i obniżenie obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców i obywateli – aby umożliwić maksymalne zatrudnienie eliminujące bezrobocie, ograniczenie kosztów funkcjonowania Państwa, by osiągnąć zrównoważenie jego budżetu – to droga i cel, zarówno do ograniczenia szarej strefy, jak i do wzrostu dochodów Polaków oraz Państwa. Kluczową rolę w rozwoju i umacnianiu pozycji naszej gospodarki powinna odgrywać polska myśl techniczna, promująca i zachęcająca do innowacyjności i nowatorskich rozwiązań oraz patentów inspirowanych i motywowanych badaniami naukowymi, jak również tworzeniem dobrego klimatu dla polskiej zaradności i pomysłowości, co powinno skutkować tworzeniem „polskich marek”. Takie wolnościowe i prorozwojowe podejście do gospodarki pozwoli na ekspansję polskich produktów na rynki światowe, wzrost eksportu i polskich wpływów w dziedzinie handlu międzynarodowego. Stąd istnieje konieczność zwiększenia nakładów na naukę i wynalazczość, aby poprawić niechlubną pozycję Polski w Europie, jeżeli chodzi o procentowy udział w PKB na powyższy cel.
  5. Priorytetowym i wyłącznym zadaniem Państwa jest prowadzenie odpowiedzialnej polityki zagranicznej, co w sytuacji geopolitycznego usytuowania Polski ma szczególnie ważne znaczenie. Położenie między Niemcami a Rosją, na skraju euroatlantyckiego sojuszu militarnego (NATO) – ze szczególną i niezbędną rolą USA – i zachodnioeuropejskich struktur gospodarczych (UE) – jako aktywny ich członek – w sposób szczególny obliguje do trwałości i skuteczności dyplomatycznych działań wzmacniających oraz ugruntowujących naszą pozycję, jako ważnego czynnika w polityce europejskiej, a przez to również światowej. Dążyć musimy do trafnych i sprawiedliwych rozwiązań w sytuacjach kryzysowych. Musimy być odporni na sugestie i działania szkodzące naszym interesom. Ponieważ dziedzina polityki zagranicznej jest szczególnie mocno osadzona w realiach współczesności, stąd tak groźne i niebezpieczne – szczególnie w polskim położeniu – jest opieranie jej na oderwanych od rzeczywistości wyobrażeniach, ahistorycznych formułach, czy pobożnych życzeniach.
  6. Bezwzględną i konieczną prerogatywą Państwa musi pozostać zdolność tworzenia pieniądza, co jest jedną z najważniejszych cech państwa suwerennego, stąd zdecydowanie opowiadamy się przeciw wejściu Polski do strefy euro, co byłoby jednoznaczne z likwidacją złotówki i oddaniem nie tylko dużej części suwerenności obcym, ale także naszych rezerw dewizowych „pod opiekę” Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie. Generalnie opowiadamy się za jak najniższą państwową stopą kredytową, tak, aby wspierać rozwój nowych polskich przedsiębiorców, na dogodnych warunkach pożyczać małym podmiotom, co powinno budować i stabilizować polską gospodarkę.
  7. Koniecznym warunkiem zasady sprawiedliwości w Państwie musi być niezależność władzy sądowniczej od wykonawczej, czyli przestrzeganie trójpodziału władzy, oraz równość wszystkich obywateli wobec prawa. Ważną sprawą jest zmiana optyki patrzenia w relacji: ofiara – przestępca. Zadaniem Państwa i zasady sprawiedliwości jest w takim wypadku rozpatrywanie spraw z perspektywy ofiary, a nie przestępcy. Trzeba koniecznie uwzględnić sprawdzony fakt, że skuteczne ściganie oraz nieuchronność kar za nawet małe przestępstwa, czy chuligańskie wybryki, hamuje wzrost tych poważniejszych. Ogólną zasadą i przesłaniem, wynikającym z działań organów bezpieczeństwa i sprawiedliwości Państwa musi być lęk ewentualnych przestępców przed konsekwencjami, a nie lęk społeczny przed przestępcami, co można zagwarantować przez nieuchronność i proporcjonalność kar w stosunku do przestępstw oraz warunki ich odbywania.
  8. Kluczową rolę w naszych priorytetach politycznych odgrywa wielka odpowiedzialność za polskie rolnictwo, co wiąże się z zasadniczą potrzebą Narodu, jaką jest maksymalna samowystarczalność żywnościowa. Znakomita jakość i uznana w świecie marka polskich produktów spożywczych daje ogromne możliwości do szerokiej wymiany handlowej w tej dziedzinie. Doskonale wiemy, jak ważną rolę odgrywają w dziedzinie rolnictwa warunki, na które rolnik zupełnie nie ma wpływu, a o których decyduje Państwo, takie jak: podatki, wolny rynek, również dla handlu ziemią, cła, kursy walut, itd., co musi być uwzględniane i brane pod uwagę w całokształcie polityki Państwa w kontekście specyfiki rolnictwa.
  9. Polityka społeczna i jej organiczny związek z polityką gospodarczą, to konieczny warunek programu narodowego. Im bardziej przejrzyste są zasady gospodarowania, proste procedury i niższe podatki, tym więcej ludzi gospodarujących na swoim, otwierających firmy, samodzielnych, posiadających nieruchomość, dorabiających się własną pracą, tym sprawniej funkcjonuje całe Państwo. Im więcej będzie promocji oraz wspierania normalności i zdrowych rodzin, tym mniej będzie potrzebnych domów dziecka, domów poprawczych, więzień i domów starców. Mniej będzie narkomanii, alkoholizmu, bezdomności, przestępstw. Inwestycja w zdrową rodzinę, to najlepsza recepta na przyszłość narodu. W dziedzinie pomocy społecznej opowiadamy się za stosowaniem zasady pomocniczości (subsydiarności), czyli pomocy umiejscowionej jak najniżej (gmina, parafia), więc jak najbliżej znanej i widocznej potrzeby, stąd najskuteczniejszej, która pozwala trafnie docierać do rzeczywiście potrzebujących’’.
IDEE PARTII. Przytoczę teraz kilka konkretnych pojęć, którymi LPR posługiwała się począwszy od utworzenia w 2001 r. i przy których chyba nadal trwa. Ustalenie już na samym początku, co konkretnie dla tej partii oznaczał na przykład ,,naród polski’’, jest kluczowe dla późniejszego wywodu – wszelkie kwestie gospodarcze i społeczne Liga będzie poruszała z odniesieniem się do tego, jakie znaczenie mają one dla narodu (czy gospodarka sprzyja prawdziwym Polakom? jaką rolę powinna pełnić kobieta w narodzie polskim? czy mniejszości narodowe, etniczne, religijne i seksualne są wrogami polskiej racji stanu?), bo też jej elektorat zazwyczaj nie interesował się zbytnio konkretnymi rozwiązaniami dla polskiej gospodarki, ufając zamiast tego niemalże populistycznym sloganom.
Dwoma kluczowymi dla LPR pojęcia są ,,naród’’ (rozumiany jako organiczna wspólnota Polaków o etniczno–kulturowym charakterze – uwzględnia przy tym również Polaków żyjących poza granicami państwa, którzy w podzięce za ich uwzględnienie powinni promować interesy Polski w aktualnych krajach zamieszkania) i ,,państwo’’ (rozumiane jako polityczna reprezentacja narodu). Na ,,naród’’ składają się trzy podstawowe elementy: ,,ludzie, ich tożsamość narodowa i zajmowane przez nich terytorium’’. ,
,,Rodzina’’ – złożona z kobiety i mężczyzny spełniających role zgodne z psychiczno-fizycznymi cechami swoich płci – to według LPR podstawowa komórka społeczna narodu i integralna część, która umożliwia jego egzystencję i rozwój poprzez prokreację utrzymującą ciągłość biologiczną, wychowywanie Polaków zgodnie z dobrymi wzorami, przekazanie im przed dorosłością niezbędnej wiedzy i umiejętności oraz kreowanie popytu i uczenie oszczędności.
Kobieta odgrywa wyjątkową rolę w światopoglądzie LPR – ze względu na inną od mężczyzny konstrukcję psychiczno-emocjonalną uznaje się ją za istotę o lepiej rozwiniętych zmysłach oraz bardziej wrażliwą, troskliwą i opiekuńczą, lecz ze względu na te cechy niezdolną do oddzielenia rozumu od emocji. Ze względu na wspomniane powyżej cechy przeznaczona jest jej rola wiernej żony i matki troszczącej się o innych członków rodziny – Liga popierała przede wszystkim te kobiety, które dla domowych obowiązków zrezygnowały z zawodowych aspiracji (miało to mieć ,,pozytywne’’ skutki: zwolnienie miejsc pracy dla bezrobotnych mężczyzn, ograniczenie wydatków publicznych na żłobki i przedszkola), z czym wiązało się kilka jej propozycji.
Najważniejszym był pomysł zasiłku wychowawczego wypłacanego z budżetu państwa, początkowo dla wszystkich kobiet, później tylko dla wychowujących czwórkę lub więcej dzieci mających poniżej 16 lat (zasiłek miał pierwotnie wynosić 10% średniej krajowej dla matki z jednym dzieckiem, 25% dla matki z dwójką dzieci, 50% – z trójką, 100% – z czwórką i więcej; średnia krajowa wynosiła w momencie zgłoszenia projektu w 2005 r. 2400 zł brutto). Postulowano także odprowadzanie przez państwo do ZUS składek emerytalnych i wprowadzenie dodatków emerytalnych dla niepracujących kobiet. Dla pracujących matek proponowano wydłużenie urlopu macierzyńskiego o 10 tygodni w stosunku do obowiązujących wówczas przepisów oraz prawne zagwarantowanie ochrony dla kobiet powracających do pracy po urlopie macierzyńskim i wychowawczym z możliwością przekazania ojcu dziecka części urlopu macierzyńskiego w przypadku konieczności nagłego powrotu matki do pracy.
,,Państwo’’ powinno mieć w przekonaniu tej partii charakter narodowy zamiast obywatelskiego – według LPR oznacza to, że podczas korzystania z praw politycznych należy kierować się przede wszystkim interesem dominującego narodu, wobec którego państwo zachowuje służebną postawę. ,,Suwerenność’’ państwa to natomiast ,,możliwość samodzielnego stanowienia prawa i decydowania o własnej polityce przez państwo polskie, bez obowiązku uwzględniania interesów i wpływów innych podmiotów politycznych’’. Dokumenty programowe Ligi z początku lat dwutysięcznych precyzowały, że ,,podstawowym celem każdego polskiego programu jest obrona suwerenności Polski jako państwa niepodległego’’.
Polska to według LPR ,,kraj bardzo jednolity ludnościowo’’ i pozbawiony zatem ,,większych konfliktów etnicznych i wyznaniowych’’ – Liga nie uznaje mniejszości etnicznych, stawiając zamiast tego w ich miejsce mniejszości religijne (dlatego też wyznanie stanowi dla LPR jedną z kluczowych kwestii – działacz LPR, Maciej Giertych, napisał nawet pewnego razu, że katolicyzm stanowi istotę polskości, a w 2008 r. LPR sprzeciwiała się uznaniu przez Polskę Kosowa, tłumacząc, że to atak na chrześcijaństwo i tworzenie miejsca dla cywilizacji islamu [dla przykładu artykuł ,,Jeśli albańskie Kosovo, to Wileńszczyzna dla Polaków’’ na stronie internetowej LPR]). ,,Europa’’ to natomiast ,,kontynent Państw, które są własnością swoich Narodów’’, zaś wymarzoną formą integracji europejskiej jest ,,Europa Ojczyzn/Suwerennych Państw Narodowych’’ (zamiast federalizacji współpraca polityczna, gospodarcza i kulturowa niepodległych państw narodowych, szanujących wzajemnie swoje prawa, tożsamość i różnorodność).
Według LPR głównymi przeciwnikami Polski na arenie międzynarodowej są w większym stopniu Niemcy (których rosnące ambicje mają stanowią zagrożenie dla pozostałych krajów Unii Europejskiej, a których wysiedleńcy z czasów wojny grożą Polsce żądaniami zwrotu mienia) i w nieco mniejszym Rosja (europoseł LPR Wojciech Wierzejski mówił, że ,,obcy, wróg jest niczym innym jak wrogiem – Niemiec, Moskal’’, a Maciej Giertych pisał: ,,Bazując na doświadczeniach z historii, w największym skrócie można powiedzieć, że Rosja zawsze starała się podporządkować sobie Polskę, a Niemcy starały się nas wykorzenić [ausrotten] albo przez germanizację, albo przez eksterminację. Ta bolesna prawda utrudnia normowanie sąsiedzkich stosunków. Przy każdej okazji we wzajemnych relacjach powraca niepokój, że te odwieczne sentymenty dojdą do głosu w przyszłości’’).
Inne zagrożenie dla polskości stanowią imigranci, lecz nie wszyscy – w celu wyjaśnienia tej zawiłej kwestii niezbędne jest spojrzenie LPR na kwestię cywilizacji. Wydaje mi się, że ta myśl z artykułu ,,Cywilizacja łacińska’’ Macieja Giertycha w numerze ,,Opoki w kraju’’ z lutego 2017 r. dobrze wyjaśnia, co ludzie powiązania z tym ruchem rozumieją pod tym pojęciem: ,,Multi–kulti to ewidentnie nieudany projekt. Teza, iż różne cywilizacje mogą żyć w zgodzie, przenikać się i wzajemnie się wzbogacać nie sprawdziła się. Zgodnie z nauką [Feliksa] Konecznego dziś na świecie jest 9 cywilizacji (w kolejności starożytności): chińska, bramińska, żydowska, tybetańska, numidyjska (Berberzy), turańska (Rosja, Turcja), bizantyńska (Prusy, Serbia), łacińska (zachodnio–europejska) i arabska. Nie ma możliwości by się one zjednoczyły’’. Giertych w taki oto sposób opisał cywilizację łacińską, do której wedle LPR należy Polska (jest to przy okazji całkiem dobry ogólny wykład poglądów środowiska powiązanego z LPR przynajmniej do roku 2017):
,,Przede wszystkim postuluję jawną współpracę państw i narodów cywilizacji łacińskiej. Trzeba wejść w porozumienia na bazie zasad cywilizacji łacińskiej. Nie chodzi tu o stworzenie jednego wspólnego państwa. Wręcz przeciwnie, chodzi o podtrzymanie zasady, że państwa są narodowe i mają swoją odrębną tożsamość, nie kwestionowaną przez sąsiadów. Pierwszą i podstawową zasadą łączącą te państwa i narody winna być treuga Dei, zasada, że nie prowadzi się wojen między tymi państwami, a spory załatwia się przez negocjacje. […] Cywilizacja łacińska szanuje świadomość narodową. […]
Następną zasadą, która musi łączyć państwa i narody cywilizacji łacińskiej jest uznawanie jednej i tej samej etyki w życiu prywatnym, zbiorowym, państwowym i międzynarodowym. Etyka musi być jedna i musi obowiązywać we wszystkim, co się robi. […] My musimy mieć jedną etykę do wszystkich spraw. Mało tego. Musimy postulować etykę totalną, która ma obowiązywać we wszystkich działaniach, we wszystkich dziedzinach.
O jaką etykę chodzi? Oczywiście o etykę opartą na prawie naturalnym. Najbardziej wyraża ją Kościół katolicki. Wiele krajów protestanckich nie zdaje sobie z tego sprawy, że w zasadzie hołdują etyce opartej na prawie naturalnym. Dziś nieraz obserwujemy, że do prawa wpisywane są treści niezgodne z prawem naturalnym. Dotyczy to też krajów katolickich. Ale proszę zwrócić uwagę, że prawa gejów, eutanazję, czy aborcję uzasadnia się tolerancją, sprawiedliwością, równością, wolnością itd., a więc kryteriami etycznymi, a nie interesem państwa, wolą władcy, czy odmiennością etyki wobec obcych. Myślenie prawodawców jest łacińskie, ale świadomość etyczna ułomna. Z prawa stanowionego żadna etyka się nie wyłoni. Z błędnego prawa może się tylko wyłonić stan amoralny, czy wręcz acywilizacyjny. […]
Oczywiście w cywilizacji łacińskiej dążymy do tego, by prawo, zakazy i nakazy, uwzględniały prawo naturalne, by były zgodne z etyką. Stale zmieniamy prawo, by jak najlepiej uzgodnić je z etyką. Nie wolno nam czynić zła, nawet jeżeli prawo pisane na to pozwala. Jeżeli prawo jest defektowe, to obowiązuje etyka przed prawem. […]
Istotą państwa cywilizacji łacińskiej jest posiadanie dualizmu prawnego, prawa państwowego i prawa prywatnego. Prawo prywatne polega na tym, że różne instytucje powstają dobrowolnie i piszą swoje prawa, a państwu nic do tego. Dotyczy to partii politycznych, stowarzyszeń zawodowych, uniwersytetów, prywatnych szkół, zrzeszeń etnicznych czy stanowych, różnych organizacji, których mnogość jest jedną z cech cywilizacji łacińskiej. To właśnie rozumie się pod pojęciem wolności i nic innego. Prawo państwowe reguluje sprawy ogólne, dotyczące wszystkich obywateli. Prawo jednostki, rodziny, czy danej grupy kończy się tam, gdzie zaczyna prawo innej. To, jakie struktury ma szkolny związek filatelistyczny, czy sportowy, względnie Centrala Związków Zawodowych, bądź Sorbona, nie powinno państwa obchodzić. Podobnie państwo nie powinno się wtrącać w to, jak funkcjonują zrzeszenia religijne, kościoły, zakony, parafie i diecezje. […] W państwach cywilizacji łacińskiej obowiązuje wolność religijna. Każdy jednak, również imigrant innowierca, musi szanować obowiązujące prawo państwowe np. zabraniające zabijania kogokolwiek, niewolnictwa, stosunków płciowych z nieletnimi, czy kobiecego obrzezania. […]
W cywilizacji łacińskiej uznajemy dwie władze, świecką i duchową. Kościoły nie powinny dążyć do klerykalizacji państwa. To by prowadziło do gromadności, a tymczasem cywilizacja łacińska opiera się na personalizmie, bez sakralizacji cywilizacji […] Tymczasem w cywilizacji łacińskiej chodzi o to, by ani państwo nie ingerowało w pracę Kościołów, ani Kościoły w pracę państwa. […] To oczywiście nie zwalnia Kościołów z obowiązku precyzowania co jest, a co nie jest etyczne. Władza ustawodawcza potrzebuje takich wskazówek do swej codziennej pracy. Dążymy do poprawiania wszystkiego i chcemy to robić zgodnie z etyką. W tym i tylko w tym leży supremacja władzy duchowej nad świecką.
Przy okazji warto podkreślić, że konkubinat, czy kohabitacja to sprawa prywatna, natomiast małżeństwo, to sprawa publiczna, a więc państwowa. Państwo musi chronić instytucję małżeństwa, a do cudzołóstwa się nie wtrącać. Dożywotnia monogamia to fundament cywilizacji łacińskiej. Na żadną stałą, czy seryjną poligamię, zgody być nie może.
[…] W cywilizacji łacińskiej jest dualizm prawny, równolegle funkcjonuje prawo państwowe i prawo prywatne. To promuje życie organiczne społeczeństwa, podczas gdy dyktat państwa daje mechanizację i ubezwłasnowolnia społeczeństwo.
By społeczeństwo dobrze funkcjonowało, sądownictwo musi być niezależne od władzy wykonawczej. Nie może podlegać woli rządzących. Tylko cywilizacja łacińska to zapewnia. Wszelkie próby ingerencji władz w sądownictwo, czy prokuraturę to przejawy wpływów cywilizacji obcych.
[…] W naszej cywilizacji obowiązuje zasada pomocniczości. Jak najwięcej spraw ma być załatwianych na jak najniższym szczeblu. Co może zrobić gmina, niech się nie wtrąca powiat, co może zrobić powiat, niech się nie wtrąca województwo, co może zrobić województwo czy miasto, niech się nie wtrąca rząd. To samo dotyczy związków państw takich jak Unia Europejska. Niech się Bruksela nie wtrąca w sprawy, które ze spokojem mogą załatwić same państwa członkowskie. Oficjalnie obowiązuje zasada subsydiarności, ale mamy też sporo niepotrzebnego wtrącania się centrali UE do tego, co dzieje się wewnątrz państw członkowskich. […]
Oczywiście, taka postawa generuje nierówność. Nie boimy się nierówności. Wręcz przeciwnie, widzimy w niej mechanizm postępu. Obserwując tych lepszych, bogatszych, mądrzejszych staramy się ich naśladować, a nawet wyprzedzić i tą drogą zapewniany jest postęp. Dotyczy to zarówno postawy indywidualnej, jak i różnych zbiorowości, do szczebla państwowego włącznie. Równaj wzwyż! To winno być głównym hasłem cywilizacji łacińskiej.
Oznacza to stawianie na personalizm, na promocję indywidualnego rozwoju każdego i wszystkiego. Inne cywilizacje hołdują komunalizmowi.
Główną rolą państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego. Państwo powinno troszczyć się o to, by było jak najwięcej podmiotów ekonomicznie niezależnych oraz by silniejsze nie połykały słabszych.
W cywilizacji łacińskiej państwo i każda władza ma służyć społeczeństwu, ma mieć postawę służebną. W innych cywilizacjach, społeczeństwo jest na usługach państwa.
W państwie cywilizacji łacińskiej wszystkie funkcje państwowe i sądownicze winne być w rękach ludzi akceptujących cywilizację łacińską, a więc w niej wychowanych, bądź ją adoptujących. [...]’’.
Z tego też powodu robotnicy sezonowi z Białorusi i Ukrainy nie są uznawani za wrogów ,,polskości’’ (pochodzą bowiem z tego samego ,,kręgu cywilizacyjnego’’), lecz imigranci z Bliskiego Wschodu to już odwieczni wrogowie – ,,Islam i Turańszczyzna’’ – których ,,ekspansji’’ Unia Europejska ulega ze względu na ,,fałsz tolerancyjności, relatywizmu i kosmopolityzmu zatruwającego kulturotwórcze elity’’ (tezy z wydanej w 2004 r. pracy ,,My wybieramy Polskę’’ Wierzejskiego).
POGLĄDY NA KONTROWERSYJNE KWESTIE. Wielce negatywną opinię działacze LPR mają w kwestii mniejszości LGBT (bardziej obmierzłą sprawą wydaje się jej działaczom może tylko aborcja – bo czym innym wyjaśnić, że w grudniu 2016 r., lata po zerwaniu partii z PiS-em, Maciej Giertych sympatyzował z anty-aborcyjnym projektem Ordo Iuris, odrzuconym przez Sejm już po pierwszym czytaniu?) – tezy stawiane przez nich podczas swojej pierwotnej działalności w Sejmie IV kadencji nie różnią się zbytnio od stanowiska okazywanego już lata po tym, jak Liga poróżniła się już z Kaczyńskim. Wydaje mi się, że jest to właśnie ta kwestia, o której powinno przypominać się ludziom, którzy nagle polubili Giertycha za jego potępiające PiS wpisy w mediach społecznościowych – nie można zapominać, że źródeł niektórych obecnych zachowań PiS i Konfederacji należy szukać w Lidze Polskich Rodzin.
W listopadzie 2004 r. LPR urządziła kontrmarsz przeciwko ,,Marszowi Tolerancji’’ w Poznaniu, wznosząc okrzyki o treści: ,,Grobelny decydent, zboczeńców prezydent’’, ,,Gejowska rodzina to wytwór Lenina’’ czy ,,Gejowskie śmieci, ręce precz od dzieci’’ (Marcin Rostowski z tamtejszej Młodzieży Wszechpolskiej stwierdził później: ,,To pikieta w obronie tradycyjnego modelu rodziny. Nie godzimy się na propagowanie postaw homoseksualnych, na wykorzystywanie problemów osób niepełnosprawnych przez środowiska dewiantów, którzy nagle niespodziewanie stają w obronie ich ,praw’’’).
W styczniu 2005 r. europoseł LPR Wojciech Wierzejski zamieścił na swojej stronie dane osobowe (imiona, nazwiska i adresy mailowe – opisane jako ,,lista gejów i lesbijek atakujących Marszałka’’) osób, które wysyłały do niego wiadomości po tym, jak stwierdził o organizatorach Parady Równości w Warszawie: ,,Ręki nie podaję ze względów higienicznych. Uścisk dłoni może być formą przenoszenia chorób’’.
W marcu 2007 r. pochodzący z LPR wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapowiadał, że przygotowany zostanie specjalny projekt ustawy zakazującej ,,propagandy homoseksualnej’’ w szkołach pod karą grzywny lub ograniczenia wolności, a Roman Giertych podczas spotkania ministrów edukacji UE wygłosił przemówienie, w którym padły słowa: ,,Dowiedziałem się ostatnio, że dzieci (jedenastoletni) chłopcy będą uczestniczyć na jednej z parad homoseksualnych i że władze jednego z europejskich miast wydały zgodę na taką propagandę. Wiem, że w niektórych krajach temat poruszany przeze mnie jest tematem tabu. Na szczęście w mojej Ojczyźnie potrafimy mówić o tym szczerze. Propaganda homoseksualizmu dociera do coraz młodszych dzieci. W niektórych krajach zabrania się dzieciom nawet w szpitalach mówić, czy czytać o mamie i tacie, albowiem może to rzekomo naruszać prawa mniejszości. Otrząśnijmy się z tej nieroztropnej poprawności politycznej. Jeżeli nie będziemy ze wszystkich sił wzmacniać rodziny, to jako kontynent nie ma dla nas przyszłości. Będziemy kontynentem zasiedlonym przez dbających o rodzinę przedstawicieli świata islamu. Nie możemy również w nauczaniu młodzieży propagować za normalne związki pomiędzy osobami tej samej płci, gdy obiektywnie są one odchyleniami od prawa naturalnego. Nie chodzi tutaj o dyskryminowanie kogokolwiek. Wręcz przeciwnie! Prawda nikogo nie dyskryminuje, a każdy człowiek bez względu na swoje słabości jest godny szacunku, ochrony i zrozumienia’’.
W maju tego samego roku Krzysztof Bosak i Anna Jabłońska-Siarkowska skierowali do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz list protestujący przeciwko – wyrażenie z listu – ,,paradzie homoseksualistów’’, w którym to padły następujące słowa: ,,Dyskryminacja, nietolerancja, zamachy na wolność i demokrację są stale obecne w ,dyskursie gejowskim’. Ponadto niepokoją powiązania tego środowiska ze światem pedofilskim. Dotychczasowe doświadczenia z organizacji tego typu imprez, zarówno w Polsce jak i na całym świecie, ukazują wyraźnie, iż ich celem jest publiczne propagowanie homoseksualnego stylu życia. Prezentowane przez uczestników parad poglądy i postulaty polityczne niewątpliwie godzą w konstytucyjne wartości małżeństwa, rodziny i rodzicielstwa, znajdujące się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej, jak i właśnie w moralność publiczną, także podlegającą prawnej ochronie’’.
W styczniu 2013 r. – po wywiadzie udzielonym ,,Gazecie Wyborczej’’ – Roman Giertych będzie odpierał zarzuty Tadeusza Rydzyka w skierowanym do niego liście. Wśród odpowiedzi Giertycha znajdzie się takowa: ,,Nigdy nie zmieniłem swoich negatywnych poglądów odnośnie do ideologii ruchów homoseksualnych. W przywoływanym wywiadzie do Gazety Wyborczej nie byłem pytany o swój stosunek do tejże ideologii, ale o ocenę pewnych retorycznych sformułowań pod adresem osób, które uczestniczą w paradach homoseksualnych’’.
W październiku 2016 r. Rada Polityczna LPR wydała odezwę ,,PiS zagrożeniem dla Polski i Kościoła’’, w której jedno z zachowań świadczących na niekorzyść rządzącej partii zostało ukazane w taki sposób: ,,Z drugiej jednak strony, ostatnia zgoda rządu PiS na realizację wytycznych dotyczących szczególnego traktowania lesbijek, gejów, biseksualistów, transseksualistów i interseksualistów (lista działań na rzecz osób LGBTI), oraz wypowiedzi i działania czołowych przedstawicieli partii rządzącej, a przede wszystkim głosowania PiS, zarówno wcześniejsze, jak te ostatnie, w sprawie ochrony życia ludzkiego, w jaskrawy sposób obnażają ich rzeczywiste poglądy i nijak mają się do składanych, przedwyborczych deklaracji oraz pokładanych w nich nadziei przez zbyt naiwną i łatwowierną część elektoratu patriotyczno-katolickiego, duchowieństwa i obrońców życia’’.
W artykule ,,Arogancja PiS’’ Macieja Giertycha (numer ,,Opoki w kraju’’ z kwietnia 2017 r.) wśród utyskiwań na działalność tej partii padł zarzut, że ,,Do szkół średnich wprowadza się edukację seksualną (http://stop-seksualizacji.pl/index.php/co-zrobilismy/item/315-pis-przeznaczyl-9-mln-zl-na-seksedukatorow-w-szkolach) zgodnie z wymogami płynącymi z Rady Europy i od środowisk LGBTI. 19 grudnia 2016 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ ostatecznie zatwierdziło minimalną większością głosów (84 do 77) decyzję o utworzeniu mandatu Niezależnego Eksperta ONZ ds. przeciwdziałania przemocy ze względu na „orientację seksualną i tożsamość genderową”. Polska była za tą decyzją. W ten sposób dokonano po raz pierwszy w historii ONZ instytucjonalizacji agendy LGBT. Oto jak katolicki rząd PiS reprezentuje Polskę na forum ONZ. Gdy w marcu 2017 w ONZ przygotowywano sesję Komisji ds. Statusu Kobiet, która ma się zakończyć przyjęciem dokumentu końcowego, Polska poparła poprawkę forsowaną przez UE mającą ograniczyć prawa rodzicielskie, a promującą seksualizację dzieci i aborcje. (http://www.m.pch24.pl/polska-popiera-gender-i-aborcje-wsrod-nieletnich—cicha-akceptacja-rzadu-dla-chorej-ideologii,50100,i.html)’’.
Wreszcie Zarząd Główny LPR zwrócił się z apelem do opozycji przed jesiennymi wyborami samorządowymi w 2018 r., aby ,,nie podnosiła haseł antykościelnych, antykatolickich, związanych z tematyką LGBT, czy aborcją, ponieważ w oczywisty sposób ją to osłabia, czy wręcz skazuje na niepowodzenie, przez fałszowanie istoty toczonego z PiS sporu, przekierowując go na sprawy światopoglądowe, co służy wyłącznie Kaczyńskiemu, wzmacniając i uwiarygadniając PiS, wpychając niejako dużą część elektoratu w objęcia rządzącego ugrupowania, nie dając mu żadnego wyboru, czyli akceptowalnej alternatywy z punktu widzenia wyznawanych wartości’’.
Zaskakująco, Liga zdaje się w żadnym momencie nie być zdecydowanie przeciwna energii odnawialnej czy szczepieniom, a w każdym razie nie znalazłem takich informacji. Rzecz jasna, nigdy nie miała ona okazji zostać partią dyktującą kierunek krajowej polityki, dlatego też przy opisie jej stosunku do tych dwóch problemów opieram się na strzępach informacji z jej strony internetowej.
W sierpniu 2007 r. LPR zorganizowała w Sejmie konferencję dotyczącą przyszłości polskiej energii, w której udział wzięli z ramienia Ligi była wiceminister gospodarki Elżbieta Wilczyńska i wiceminister rozwoju regionalnego Janusz Mikuła: wygłaszali oni tezy, że szukanie nowych źródeł pozyskiwania energii to realne wyzwanie (co prawda rozpatrywano głównie biomasę i energię geotermalną). Niemniej już rok później – w grudniu 2008 r. – działacz LPR Mirosław Orzechowski będzie się oburzał podczas spotkania z sympatykami partii w Lublinie między innymi na to, że wskutek ograniczenia emisji dwutlenku węgla upadnie przemysł na Śląsku.
W kwestii szczepionek – Mirosław Marcinów, wiceprezes Zarządu Miejskiego LPR w Szczecinie, pisał w październiku 2005 r. do prezydenta tego miasta, aby sfinansowało ono zakup szczepionek przeciwko grypie dla najuboższych mieszkańców, a w czerwcu tego samego roku posłanka LPR Elżbieta Ratajczak pomogła zebrać pieniądze na szczepienia dla chorej dziewczynki.
W kwestii stosunku partii do panującej epidemii koronawirusa wiadomo tylko tyle, ile pojawiło się w jedynym dotyczącym go oficjalnym stanowisku ZG LPR z 3 kwietnia 2020 r.: Liga pochwaliła szeregowych ludzi przeciwstawiających się wirusowi [,,Jakże budujące, wspaniałe, a nawet bohaterskie są postawy i zachowania osób i służb będących na pierwszej linii frontu walki z epidemią (szeroko pojęta służba zdrowia) oraz tych szczególnie narażonych na działanie wirusa z racji wykonywanego zawodu (produkcja i sprzedaż artykułów spożywczych, komunikacja, służby oczyszczania itp.), zapewniających podstawowe potrzeby Polaków w tym jakże wyjątkowym, oby jak najkrótszym, okresie. Wielkie ukłony i podziękowania należy kierować pod adresem władz samorządowych różnych szczebli, organizacji społecznych, korporacji zawodowych, przedsiębiorców oraz obywateli zaangażowanych w różnych akcjach wspomagających i wspierających walkę z zagrożeniem epidemiologicznym w Polsce’’], lecz większość stanowiska stanowiły oskarżenia stawiane rządowi, który LPR obarczyła winą za zastaną sytuację [,,W sposób jaskrawy widać, że nie zdrowie i bezpieczeństwo Polaków, ale polityczne, partyjne i partykularne interesy są dla Kaczyńskiego i PiS najważniejsze. Świadczy o tym nie tylko brak wyposażenia szpitali, lekarzy, niedobór masek, respiratorów, czy testów, co niewątpliwie zaniża faktyczną liczbę chorych (tzw. zasada stłuczonego termometru), ale również fakt braku formalnego wprowadzenia stanu wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej (pomimo bezprawnego, w tej sytuacji, stosowania ich obostrzeń), jak najbardziej uzasadnionego, ponieważ wówczas przesunięciu uległyby wybory prezydenckie, a tego Kaczyński nie chce’’].
Link do poprzednich Przeglądów Partii dla tych, którzy będą czytać ten post mobilnie na Polska.
submitted by BalQn to PolskaPolityka [link] [comments]


2020.06.13 19:25 Bob7531 Mafia i symbolika religijna

W 2017 roku burmistrz małego włoskiego miasteczka Pacentro wysłał list do szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej Mike’a Pompeo. Prosił go w nim o pomoc w odnalezieniu skradzionej statuetki Matki Boskiej. Włoch pisał: ,,mam nadzieję, że prośba nie wyda się niestosowna…”. Trudno stwierdzić, czy list dotarł do adresata. Ten jednak – już jako sekretarz stanu USA – dwa lata później pojawił się w Pacentro – mieście, z którego na początku XX wieku do Ameryki wyemigrowali jego pradziadkowie. Jak twierdzili mieszkańcy, wcześniej agenci CIA sprawdzili czy szef amerykańskiej dyplomacji może czuć się bezpiecznie. Chociaż faktycznie byli to funkcjonariusze Secret Service, nie zmienia to jednak pogłosek wśród lokalnej ludności, że statuetka Matki Bożej została skradziona przez mafię. Kiedy w ubiegłym roku spędziłem sporo czasu na południu Włoch w Apulii – znanej z działalności Sacra Corona Unita – usłyszałem kilka opowieści o silnych związkach symboliki religijnej ze strukturami mafijnymi.
Często ludzie kojarzą mafię z brutalną przestępczością, gwałtem, morderstwami, co regularnie przedstawiają liczne filmy. Mafia posiada jeszcze inne – równie ważne – oblicze: język i obyczaje. Część z nich jest silnie powiązana z chrześcijaństwem. Pamiętamy pierwszą scenę z ,,Ojca chrzestnego”: Bonasera – jako znaj szacunku – całuje dłoń Vito Corleone i jednocześnie prosi go o przysługę. Symbol całowania dłoni szefa mafii jako osoby decydującej ,,o życiu i śmierci” ma również szerszy wymiar. Mafiozo (w starym dialekcie z okolic Palermo przymiotnik mafioso oznaczał ,,piękny, odważny, pewny siebie”) w pewnych momentach życia przychodzi obywatelom z pomocą. Wypełnia rolę państwa, tam gdzie jego struktury są niewydolne. Widzimy to w ostatnich dniach podczas epidemii koronawirusa na południu Włoch, gdzie struktury mafijne dostarczają rodakom artykuły pierwszej potrzeby. Oczywiście nie za darmo. W przyszłości z pewnością poproszą o ,,przysługę”…
San Luca to czterotysięczne miasteczko w Kalabrii. Jest ono również miejscem corocznego festiwalu Madonny di Polsi znanej wśród lokalnych mieszkańców jako ,,Nasza Pani z Gór”. Przedstawiciele kalabryjskiej mafii Ndranghetta nazywają miejscowość ,,la Mamma”. Tam bowiem odbywa się zebranie struktur szefów tej organizacji, którzy corocznie przyjeżdżają złożyć hołd statuetce Madonny di Polsi. Kilka metrów przed wejściem do kościoła znajduje się symbol Ndranghetta – stare drzewo orzecha nazywane Drzewem Mądrości. Poszczególne jego części – pień, korzenie, gałęzie, liście – symbolizują hierarchiczność mafii (np. zdrajca to gnijący, opadły liść…). Kilka lat temu włoskie służby nagrały nietypowy rytuał: szefowie poszczególnych odłamów Ndranghetta obchodzili – niczym pielgrzymi – statuetkę Madonny di Polsi. Kiedy policja przeszukiwała w różnych częściach kraju posiadłości należące do mafii często znajdowała obrazki z Madonną do Polsi.
Roberto Savianno – twórca bestselerowej książki o neapolitańskiej Camorze, na którego mafia wydała wyrok śmierci – twierdzi, że szefowie rodzin mafijnych (nazywanych cosca) postrzegają religię jako ,,siłę duchową” stojąca za ich działaniami. Widzą siebie w roli ,,kalwarii” , gdzie biorą na swoje ramiona siłę grzechu społeczności, która im podlega. Rodziny mafijne ufają, że w swojej nielegalnej działalności kierują się etyką chrześcijańską. Ojcowie chrzestni przekonują, że można nawet ,,zawiesić” obowiązywanie V przykazania, kiedy zabija się dla ,,dobra rodziny”.
Znany rytuał przyjmowania do organizacji mafijnych wykorzystuje symbole religijne. Istotną rolę odgrywa w nim ,,karta Archanioła Michała”. Kropla krwi z kciuka spada na kartę, która zostaje następnie spalona. Oznacza to, że tak jak ogień spopiela postać Archanioła Michała, taki sam los czeka członka mafii, który zdradzi. W wykonywaniu wyroków na zdrajcach również stosuje się elementy religijne. Nie jest przypadkiem, że część zabójstw ma miejsce w święta (Boże Narodzenie, Wielkanoc). Strata bliskiego będzie szczególnie bolesna dla rodziny w czasie, kiedy wszyscy się jednoczą. Każdego roku, w okresie świąt bliscy zamordowanego ponownie przypomną sobie o śmierci najbliższego. Cierpienie będzie przychodzić zatem sukcesywnie i regularnie…
W powyższym kontekście trudno stwierdzić, że ,,religijność” mafijna ma cokolwiek wspólnego z instytucją kościoła katolickiego. Istnieją w tym przypadku bardziej analogie do ,,kodeksu honorowego” mafii. Wytwarza on w jej członkach poczucie wyjątkowej wspólnoty (cosa nostra czyli ,,wspólna sprawa”), której poszczególni przedstawiciele odnoszą się do siebie jako ,,ludzie honoru”. Słowo mafia w tym środowisku nigdy nie pada. Często nawiązuje się jednak do tradycji, gdzie poszczególne struktury mafijne są głęboko zakorzenione w legendach. Jedna z nich głosi, że ich założycielami byli trzej hiszpańscy rycerze i bracia: Osso, Mastrosso i Carcagnosso – członkowie tajnego stowarzyszenia Garduna z Toledo. W 1412 roku musieli oni uciekać z Hiszpanii po dokonaniu ,,zabójstwa honorowego” za śmierć swojej siostry. Mieli następnie przybyć na małą wyspę Favignana u wybrzeży Sycylii. Przez kolejne 30 lat ukrywali się w tamtejszych jaskiniach ustanawiając ,,tabelę zasad” wzorem tajnego stowarzyszenia, do którego należeli wcześniej w Hiszpanii. Następnie rozdzielili się tworząc własne struktury. Osso zatrzymał się na Sycylii, gdzie powstała Cosa Nostra. Mastrosso dotarł do Kalabrii tworząc Ndranghettę, a Carcagnosso w Neapolu założył Camorrę. Stąd liczne zbrodnie usprawiedliwiane są w tym środowisku jako popełniane dla ,,dobra wspólnego” oraz w ,,imię Boga”. W rzeczywistości ,,religia” wyznawana przez mafiosów i ich rodziny jest tak głęboko zakorzeniona w mafijnym kodeksie honorowym, że trudno rozróżnić, gdzie kończy się prawdziwa wiara, a zaczyna cynizm…
submitted by Bob7531 to Polska [link] [comments]


2020.05.13 21:27 czechu_cytaty Moja paranormalna historia rodzinna

Opowiem wam moją straszną historię.
Urodziłem się 04.09.2003 roku. 3 lata później wprowadził się do nas ojczym tyran. Przez 3 lata nie znęcał się nad rodziną ale potem zaczął się koszmar. W 6/tym r.ż. zostałem przez niego prawie dwukrotnie zgwałcony a w 7 ostatni raz prawie zostałem zgwałcony. W okresie szkolnym, gimnazjalnym i średnim kształceniu non-stop spotykałem się z wyzwiskami, obelgami, pobiciami, płatkami i zawiścią wśród rówieśników. Wtedy Mama, Brat Siostra pomagali mi przejść te trudności. Mama o tym nawet nie wiedziała brat tez i siostra też. To było 11 lat koszmaru. Co piąty a częściej co drugi dzień bił mnie czym się popadnie. Co chwycił w dłoń to tym mnie bił. Mój brat raz go przyłapał jak mnie bił. Jak się zdenerwował to walną go i stół i się uspokoił. Mama jak ostatni raz w życiu mnie pobił to wydała się w niebo głosu i sobie poszedł z domu... Próbował też 4/ro krotnie mnie zabić ale nie udało mu się coś bo zawsze kiedy miał mnie zabić to akurat ktoś przychodził ktoś do domu nieproszony. Zawsze ktoś z kumpli z podwórka przychodził do mnie i to mu zakłócało misterny plan. Moją mamę walną z pięści pięciokrotnie w żuchwę a dwa razy w lewy płat skroniowy i raz w oko. Mama oczywiście poszła do dentysty bo groził mi, mamie, bratu i siostrze że jak my go wydamy w ręce policji. To wtedy nas pozabija. Okazało się że miał dwa zabójstwa stwierdzone na papierze i schizofrenie paranoidalną-maniakalną. W okresie manii mówił że rząd i iluminaci nami sterują przez nanocząsteczki. Co mi się wydało ustnym absurdem. Na dodatek miał manie prześladowczą.W paranoi miał wizje i na dodatek podejrzewał każdą osobę o innej orientacji, wiary, poglądach politycznych, rasie i taktu słowa tak jak ja za wytwór szatana i ze tak człowiek jest opętany i należy go odizolować...31 Lipca 2017 roku pobił sąsiada i trafił do aresztu. Po pół roku trafił do Szpitala Psychiatrycznego W Starogardzie Gdańskim. Aż mama wniosła i zakaz zbliżania się i rozwód (oczywiście wygrała"jak to zawsze ona wygrywa z świniami"). W tym momencie całą nasza rodzina odetchnęła z ulgą... Dnia 13.09.2017 roku w ciemną noc o godzinie 01:00 nie mogłem spać. Po 30 minutach od momentu oglądania filmu na kanale pewnego youtubera nagle coś albo ktoś przewróciło kubek ze stołu że aż się potłukł. Wszystkich domowników którzy byli w moim domu to obudziło. Psy spały mama spała brat u kumpla ja w domu (bo nie miałem znajomych) siostra u chłopaka. Nie wiem pomyślałem że to przeciąg bo wtedy na fizyce się ogółem nie znałem. Potem po godzinie znowu się coś zwaliło to było pudełko z moimi prywatnymi rzeczami. Pomyślałem że to pies. Nagle coś mi zaśmierdziało w powietrzu zgnilizną. Nawet mama to poczuła aż ze strachu podskoczyła z łóżka! Nagle coś w nocy zadrapało moją mamę w plecy. O dziwo spała jak zabita. Skąd ja to wiedziałem bo mama rana następnego dnia z bólem na plecach się obudziła co dziwne wtedy nie bawiłem się w OUIJA BOARD. Tak kilka razy w mi się zdarzyło ale to robiłem gdy to zdarzenie dawno co wystąpiło. Więc to nie mogło być winą tej planszy. Po dwóch latach zasięgnąłem po TABLICE OUIJA.Na tej planszy się odezwała moja babcia z ostrzeżeniem że demon śmierci nad mną czyha .Najpierw mój brat wylądował w szpitalu przez zatrucie alkoholem. Został on przymuszony do tego... Miał słabe ciśnienie prawie brak cukru we krwi. Ponadto cierpiał na odwodnienie... 5 dni później został wypisany ze szpitala. Potem ja zacząłem chorować... To jest przerażające bo powoli zacząłem słabnąć od roku i byłem przez to w szpitalu. Dnia 01.01.2020 roku ale tam mi nic nie stwierdzili. Dopiero w szpitalu psychiatrycznym stwierdzono coś dnia 05.03.2020 roku. Akurat to była początkowa martwica pod paznokciem u dużego palca mocno śmierdział. Połączyłem te fakty z tym smrodem w moim domu co si pojawił tamtej feralnej nocy i to bardziej mnie przeraziło. Schudłem przez to z 95 kilogramów do 55 kilogramów a wyglądałem jakbym uciekł z obozu koncentracyjnego. Ale dobra do meritum. 11 godzin i 15 minut od momentu przyjechania ze szpitala i rozpakowaniu i ogarnianie spraw szkolnych w nocy walnęło coś ostro w drzwi wejściowe. Tak mi mama powiedziała przez telefon gdyż teraz jestem w ośrodku. Po godzinie 03:59 w nocy wszystko ustało. Dla przypomnienia wszystko zaczęło się o równej północnej godzinie a wróciłem o 13:45 w popołudnie . Do dziś mam ciarki gdy mam zasnąć w tym domu. Teraz mój stan zdrowia mi się polepszył ale wcześniej to była tragedia. Moja mama ma zamiar wyremontować i sprzedać nasz dom i wyprowadzić się do innej dzielnicy. Do dziś mam ciarki gdy o tym wspominam a na dodatek do dziś jest ten dom nawiedzony!!! Tyle że pogorszył się stan zdrowia mojej mamy. Myślę że demon śmierci teraz zaatakował moją mamę!!! Bałem się o jej zdrowie...Po kilku tygodniach okazało się że cierpiała na zapalenie wątroby związane z uszkodzeniem jej. Jeszcze kilka tygodni a by miała niedoczynność wątroby i by zmarła. Teraz jest wyleczona. Można ująć że wygrała nasza rodzina z demonem śmierci... Następnego dnia okazało się że ojczym stał za uaktywnieniem tego demona poprzez właśnie Ouija Board.
submitted by czechu_cytaty to u/czechu_cytaty [link] [comments]


2020.02.17 15:49 BlackDevil13 Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki. Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?

Szantaże, sutenerstwo, łapówki i haracze
W roli głównej: GROM COMBAT mjr. Jacek Kowalik, sutener, przestępca Dariusz Wójcik oraz mordercy z Nangar Khel Borysiewicz i Ligocki.

Zdjęcie: Były dowódca JW GROM płk Piotr Gąstał z oficerami – przestępcami.
To odpowiedź na haniebny i kłamliwy paszkwil portalu Onet.pl który, pojawił się na pierwszej stronie tego prestiżowego serwisu pod hasłem #wybieramyprawdę. Pod tekstem podpisali się Kamil Dziubka, Marcin Wyrwał i Edyta Żemła.
Bardziej kłamliwego i oszczerczego materiału od dawna nie można było zobaczyć. To ewenement, za którym kryje się fascynująca historia z osobami z pierwszych stron gazet w roli głównej.
Mowa o tekście, który znajdował się na pierwszej stronie Onetu – „Bogdan Węgrzynek, Giermek Księżnej Angeliki”. Już sam wstęp niczym z harlequina miał zbudować atmosferę.
Dlaczego taki tekst był przez Onet promowany jako numer jeden?
Dlaczego trójka dziennikarzy napisała obszerny tekst o rzekomym drobnym oszuście? – bo tak rysuje tę postać tekst.
Dlaczego człowiek, który nie jest osobą publiczną, tylko drobnym prywatnym przedsiębiorcą staje się tematem nr. 1 na całą Polskę?
I dlaczego w artykule dotyczącym niby Węgrzynka, na samym środku widzimy zdjęcie Angeliki Jarosławskiej Sapiehy?
Sprawa jest fascynująca, a w tym tekście znajdziecie odpowiedz na znacznie więcej pytań.
Bogdan Węgrzynek, którego przedstawiono w artykule Onetu, którego próbowano w ten sposób zdyskredytować, ośmieszyć, pozbyć wiarygodności, to człowiek, który w cieniu przez kilkanaście lat służył na rzecz Polski. Dzięki niemu zatrzymani zostali groźni przestępcy.
Na czyje zlecenie powstał paszkwil Onetu?
To bardzo niepokoi. Czy Ci niby rzetelni dziennikarze są opłacani przez przestępców?
Poniżej opisane są historie zatrzymania przestępców i osoby z pierwszych stron gazet oraz piastujące najważniejsze stanowiska w kraju, które są z nimi związane
Zanim do tego przejdziemy, zadajmy pytanie dotyczące paszkwilu Onetu.
Dziennikarze w tekście przytaczają szereg rzekomych wydarzeń, mających zdyskredytować Bogdana Węgrzynka.
Tekst może i robiłby wrażenie, ale ma pewną słabość – Ani jeden przytoczony świadek kluczowych wydarzeń, ani jeden bohater tej opowieści nie jest wymieniany z imienia i nazwiska (w odróżnieniu od Bogdana Węgrzynka i Angeliki Jarosławskiej Sapiehy), nie ma żadnych dokumentów, ani nagrań, mających poświadczyć rzetelność tych informacji, nie ma podanych miejsc i adresów, żadnych zdjęć.
Tekst pod kątem merytorycznym jest zupełnie bezwartościowy.
Tak napisać można o każdym, kogo się nie lubi lub na kogo dostało się zlecenie.
Znajdują się za to fragmenty mające zohydzić głównego bohatera, sprawdzić, by stracono do niego zaufanie. To czyni tekst zwykłym paszkwilem.
Zapytajmy więc dziennikarzy tego tekstu – Dlaczego nie podajecie nazwisk bohaterów, którzy wyprowadzali Węgrzynka, z jakiego miejsca? Z jakiego biura? Może zdradzicie publiczności, gdzie pracował w 2017 roku Węgrzynek? I gdzie tamtej wiosny miał biuro i rzekome barwnie opisane naszywki GROMu?
Nie odpowiecie. Bo to wszystko są kłamstwa, które opisujemy bardzo skrupulatnie w naszym prawdziwym artykule
#Bronimyprawdy.
Warto jeszcze nadmienić, iż niejaki Kamil Dziubka, autor tekstu, od jakiegoś czasu nękał i stalkował Angelikę Jarosławską Sapiehę. Codziennie wchodził na jej profile społecznościowe i próbował za wszelką cenę zdobyć serce jasnowłosej bussineswoman. Kiedy odrzucony absztyfikant poczuł gorzki smak porażki, zaczął atakować w sposób niebywały młodą kobietę, wykorzystując do tego narzędzia medialne.
Zacznijmy więc odkrywać fakty, podając – w odróżnieniu od dziennikarzy Onetu – nazwiska, daty i miejsca:
Za pieniądze, kupują stanowiska, funkcjonariuszy, ba – nawet ministrów.
Potrafią finansować bankiety, na których bawią się prokuratorzy, sędziowie czy komornicy.
Opłacają dziennikarzy, czy nawet sponsorują media by pokazać rzekomą uczciwość tych, których natychmiast powinno się odizolować od społeczeństwa.
W Polsce można nawet kupić akt łaski u Prezydenta RP.
Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość nieświadomych Polaków.
Dzisiaj w Polsce można zniszczyć każdego. Powstają fundacje i organizacje, które na zlecenie uruchamiają farmę trolli, by te niszczyły niewygodnych działaczy, konkurentów czy polityków. Ba nawet w samym Sejmie RP takie fabryki trolli skopiowano i pieniądze publiczne, pochodzące z pieniędzy ciężko wypracowanych przez Polaków przekazywane są na niszczenie… niewygodnych Polaków.
Dzisiaj publikujemy kolejną część informacji na temat osób, przestępców, których dosięgła ręka sprawiedliwości. Osób, które postanowiły za wszelką cenę zniszczyć człowieka, który przez lata pracował na rzecz Rzeczypospolitej.
Dariusz Wójcik często chwali się, że do chrztu podawał go sam Kiszczak.
Jak to się stało, że taki młokos otwiera w sercu Stolicy ekskluzywne burdele z byłymi oficerami Urzędu Ochrony Państwa, a w spółkach ma osoby z różnych służb?
Do burdeli, gdzie zatrudniane są Polki, Ukrainki i Tajki dołączony jest serwis wyjazdowy, którego ochroną zajmują się byli policjanci i GROM-owcy.
Burdele wyposażone są w ukryte kamery – takie same jak w burdelach afery podkarpackiej, aby zachowywać w pamięci (często potem wykorzystywane) upojne chwile; polityków, księży, funkcjonariuszy a także biznesmenów z pierwszych stron gazet.
Dariusz Wójcik do swego burdelu sprowadza często niepełnoletnie Ukrainki i Tajki; jako wyborny czy ekskluzywny towar. Również trunki są nie byle jakie.
Dziewczyny wiedzą co zamówić, a barman w zasobach ma unikalne medykamenty, które doprowadzają mężczyzn do szaleństwa.
Kiedyś okradzeni prezesi oskarżali te miejsca, gdy pod wpływem narkotyków czy tabletek zostawiali w tych lokalach za noc po kilkaset tysięcy złotych.
Parę lat temu było głośno o tym procederze z członkami rady nadzorczej jednej ze spółek skarbu państwa.
Do agencji towarzyskich – burdeli „Hustler” i „VegasClub” często zaglądają nietuzinkowi goście.
Wójcik dba o nich jak o perełki – pielęgnuje, częstuje szampanami za kilkaset złotych. Dariusz Wójcik- suteren opowiada swoim gościom różne nieprawdopodobne historie, ale też dzięki swojej wyobraźni i fantazji rozwija kolejne firmy.

Zdj – zródło: PAP
Szczyci się Centrum Nurkowym Dive4Fan, firmę eventową Loft44, zakłada salon urody i kosmetyczny, pizzerie, firmę IT, a także działalność detektywistyczną.
Często wymienia barmanów i bramkarzy, choć jednego sobie upodobał najbardziej.
Z bramkarzami często się nie rozlicza twierdząc, że wszyscy go oszukują. Trzeba przyznać, że bramkarz za noc w pracy u Wójcika potrafił wyciągnąć całkiem sporą sumę.
Wójcik dorabia się wielkich pieniędzy, w jego stajni samochodów znajdują się bardzo ekskluzywne limuzyny: Maybachy, BMW, czy AUDI.
Dariusz Wójcik to niewysoki, szczupły blondyn, cherlawy i bojaźliwy. Dlatego opłaca funkcjonariuszy, którzy pilnują jego biznesu, zwłaszcza kiedy dostarczany jest „towar”.
Ekskluzywny „towar” kosztuje oczywiście sporo więcej i jest dla najwyższych elit.
Kiedy poznaje Jacka Kowalika, byłego oficera GROMu zaczyna się między nimi wielka przyjaźń. Oczywiście oparta o kasę.
Kowalik jest częstym gościem nocnych klubów Wójcika, korzysta z wszystkich atrakcji burdelowych komnat. Często robi w nich burdy, kiedy wypije za dużo. Chwaląc się historią jak z Jamesa Bonda
Wójcik wtajemnicza Kowalika w przestępczy proceder. Zakładają też fundację poświęconą byłemu założycielowi GROM ppłk Leszkowi Drewniakowi.
Wójcik wyposaża fundację w sprzęt, samochody. Kowalikowi kupuje nową brykę AUDI Q7.
Pracownicy nocnych klubów Dariusza Wójcika – barmani oraz zaufane dziewczyny faszerowali nieświadomych niczego klientów substancjami odurzającymi, aby Ci tracili kontrolę i wydawali więcej pieniędzy.
Dariusz Wójcik chwali się na lewo i prawo burdelowskimi zdobyczami, pozostawionymi przez gości domu uciech. Sam często korzysta z blachy policyjnej.
Wśród klejnotów koronnych pozostawionych przez bywalców można było znaleźć legitymacje poselskie, paszporty dyplomatyczne, odznaki funkcjonariuszów Policji, ABW, Urzędów Skarbowych i innych.
Ekipa X zaczyna swoją przestępczą działalność. Kowalik do współpracy zaprasza byłych komandosów, którzy są oskarżeni w procesie zabójstwa cywili w Nangar Khel – plutonowego awansowanego do stopnia sierżanta (chyba za mord na cywilach) Tomasza Borysiewicza i starszego szeregowego rez. Damiana Ligockiego. Tak dorabiali żołnierze, którzy żalili się prasie, że, nie mają na chleb. Błagali Dudę o ułaskawienie.
W Nangar Khel tak naprawdę strzelali do cywili jak do kaczek. Sam Petelicki czytając scenariusz walk i przeprowadzenie ataku przez Polaków wycofał swoje poparcie dla morderców. Obwiniał kadrę szkoleniową, za zbyt krótkie i mało profesjonalne przeszkolenie żołnierzy, którzy wyjechali na misję. Nikt z wioski nie wybaczył polskim żołnierzom mordu na cywilach, jak pisała Żemła w swoim artykule. Cywile ginęli w okropny sposób, a rannym nikt nie udzielił pomocy. Sami Amerykanie żądali ukarania Polaków, którzy nie podporządkowali się ani procedurom, a atak przeprowadzili bez pozwolenia.
Jednym z wielu przykładów przestępczej działalności Jacka Kowalika i Dariusza Wójcika jest relacja z Iwoną Gaweł – właścicielką Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wielokrotnie karaną za wyłudzenia kredytów bankowych i fałszowanie dokumentacji finansowej oraz ubezpieczeniowej.
W 2014 roku, w okresie, kiedy Gaweł była skazana prawomocnymi wyrokami, ze swojej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości pozbywa się niewygodnego dyrektora zarządzającego mieszkańca Szczecina.

![img](zoi4g0ibyhh41 " Zdjęcie: Dokumenty – kolejny wyrok skazujący Iwonę Gaweł za przestępstwa finansowe. Zdjęcie operacyjne.")
Jacek Kowalik z fałszywymi GROMowcami, pod bronią zmuszają dyrektora, aby podpisał wiele dokumentów, a następnie wyprowadzają go z firmy, grożąc, iż jeśli kiedykolwiek zbliży się do Iwony Gaweł znajdą go na końcu świata i „upierdolą”.

![img](ug4eax69yhh41 " Zdjęcie: Były dowódca JW GROM płk Piotr Gąstał z oficerami – przestępcami.")
Potem Iwona Gaweł płaci haracz. Można to nazwać ryczałtową opłatą za ochronę Jacka Kowalika.
W 2015 roku, już po tych wydarzeniach, Bogdan Węgrzynek zostaje prezesem zarządu ARP (pełni funkcję prezesa ARP, 8 miesięcy, następnie po wykryciu poważnych nieprawidłowości zgłasza odpowiednim organom kontrolnym spółkę ARP).
Gdy dołącza do firmy na prestiżowe stanowisko, spółka z pozoru wygląda wzorowo, co więcej – jest promowana przez agencje rządowe, takie jak PARP i NCBR, czy nawet Ministerstwo Gospodarki co skutecznie zachęca go do podjęcia tego wyzwania.
Po jakimś czasie i analizie sytuacji firmy, widzi, iż w firmie są nieprawidłowości, a co więcej – wyłudzone zostały milionowe dotacje unijne, oszukiwani są podwykonawcy. Na zaproszenie Iwony Gaweł w firmie pojawiają się wątpliwe osoby.
Bogdana Węgrzynka przed działalnością Iwony Gaweł zaczyna także ostrzegać wiele osób.
Kiedy Węgrzynek dla Iwony Gaweł i Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości organizuje pierwszy Światowy Kongres Klastrów w Dąbrowie Górniczej, przed wydarzeniem odbywa się konferencja prasowa. Po transmisji konferencji przez TVP, Węgrzynek dostaje wiele informacji iż Iwona Gaweł oszukała wiele osób i jest w świecie śląskiego biznesu „persona non grata”.
Bogdan Węgrzynek zarządza kontrolę w spółce ARP.
Iwona Gaweł zaczyna go szantażować, iż jeśli nie zatrzyma kontroli, to ona nie wypłaci pieniędzy za Światowy Kongres Klastrów, które zostały przelane na konto ARP od partnerów m.in. od Marszałka Woj. Śląskiego, Prezydenta Dąbrowy Górniczej czy innych sponsorów w wysokości kilkuset tysięcy złotych.
Pod nieobecność Węgrzynka do firmy wchodzą – jak oznajmia Iwona Gaweł – „funkcjonariusze CBŚP”, którzy zabierają komputer i twardy dysk z gabinetu Węgrzynka.
Potem okazuje się, iż byli to podający się za funkcjonariuszy Policji: Jacek Kowalik oraz Dariusz Wójcik…
Rzekomo chodziło o współpracę ARP z Prezydentem Żor. Faktycznie – Gaweł angażowała się w kampanię wyborczą prezydenta Żor Waldemara Sochy, a sam Prezydent pojawiał się w ARP kilkukrotnie na spotkaniach w cztery oczy z Gaweł. Socha, jak i przewodniczący rady maiasta bardzo blisko współpracowali z ARP. Sam przewodniczący Kosztyła był mecenasem w ARP.
Kiedy Węgrzynek wrócił z wyjazdu do ARP, Iwona Gaweł pokazała dokumenty z policji z nakazem wejścia i przeszukania pomieszczeń. Węgrzynek w tajemnicy przed Gaweł skontaktował się z policją. Okazało się, że nic takiego nie miało miejsca.
Po tym fakcie, powiadomił także ABW i funkcjonariuszy o sytuacji, która miała miejsce w ARP, szantażach Iwony Gaweł oraz o wszystkich nieprawidłowościach spółki, które jak należy zaznaczyć, miały miejsce przed jego dołączeniem do spółki ARP.
Iwona Gaweł informuje, że ktoś zgłosił donos i pokazuje dokument wystawiony przez CBŚ. Jak się okazało, dokument był podrobiony przez grafika Dariusza Wójcika.
Od swoich informatorów B.W. dostaje informacje, iż w burdelu Dariusza Wójcika wymieniane są maile między Iwoną Gaweł a Dariuszem Wójcikiem i Jackiem Kowalikiem. W klubie Hustler spotykają się także byli żołnierze z Nangar Khel. Razem obmyślają plan wejścia do ARP i strategię zastraszenia prezesa Bogdana Węgrzynka.
Kiedy Węgrzynek przesyła otrzymane informacje do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zaczyna się pełny monitoring działalności Iwony Gaweł, Dariusza Wójcika, Jacka Kowalika oraz opłacanych przez przestępców funkcjonariuszy policji i ABW.

Zdjęcie: Dokumenty – kolejny wyrok skazujący Iwonę Gaweł za przestępstwa finansowe. Zdjęcie operacyjne.
Pod nieobecność Węgrzynka, do ARP przyjeżdżają Wójcik i Kowalik. Iwona Gaweł żali się, iż jest osaczona przez Węgrzynka.
Panowie przyjeżdżają swoimi Q7, opowiadają, że zaangażują do tego więcej osób, zwłaszcza byłych funkcjonariuszy służb, oraz byłych oficerów Policji i ABW.
Za kwotę 500 000 zł chce pozbyć się Węgrzynka z Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Iwona Gaweł zdradza również, iż jej życiowym partnerem jest były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.
Stało się jasne, dlaczego Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości Iwony Gaweł tak dobrze wyglądała na pierwszy rzut oka. I dlaczego miała tak dobre referencje.
Jerzy Stępień skutecznie wspierał swoją kochankę. Pomagał Iwonie Gaweł uniknąć wyroków skazujących za swoje poczynania, bowiem za swoją przestępczą działalność powinna bezwarunkowo siedzieć w zakładzie karnym.
15 kwietnia 2015 roku odbywa się w Katowicach kolejna edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Funkcjonariusze monitorujący Gaweł, Kowalika i Wójcika montują swoje urządzenia w II budynku należącym do ARP, który wynajmowany jest przez firmę SYRION.
W Katowicach agenci ABW spotykają się z Węgrzynkiem informując, iż tego dnia planowana jest akcja w ARP, ale funkcjonariusze informują go, że wszystko monitorują i zabezpieczają.
W momencie, kiedy Węgrzynek rozmawia z funkcjonariuszami dzwoni Iwona Gaweł, myśląc iż Węgrzynek jest obecny na kongresie. Faktycznie Węgrzynek brał udział w kongresie, ale funkcjonariusze poinformowali go, iż to idealna okazja, by rozpracować Iwonę Gaweł i jej kolesi.
Już w Katowicach funkcjonariusze ABW podłączają i zabezpieczają podsłuch i radiolokator Węgrzynkowi. Do ARP jedzie zgodnie ze wskazówkami z drugą osobą, aby pokazał obiekt i przeszedł się po się po inwestycji. Chodzi o to, aby funkcjonariusze mieli czas dokładnie sprawdzić sprzęt i odsłuch zainstalowany na Bogdanie Węgrzynku.
Kiedy przyjeżdża do Agencji służbowym samochodem i z auta wychodzi z nim kolejna osoba, Gaweł, Kowalik i Wójcik są w wielkiej konsternacji.
Węgrzynek wchodzi do ARP i przedstawia Iwonę Gaweł. Rozmawiają chwilę, ale nie sposób nie zauważyć bladej, jąkającej się Iwony Gaweł, która jest wręcz sparaliżowana.
Węgrzynek znów zgodnie ze wskazówkami agentów ABW wychodzi z budynku głównego. Wchodzi do budynku, który wynajmuje SYRION, znajdującego się naprzeciw biura Gaweł. Funkcjonariusze ponownie sprawdzają sprzęt, odsłuchują, kiedy Węgrzynek rozmawia z właścicielami Syrionu. Agenci proszą, aby przeszedł się on jeszcze po inwestycji, elektrociepłowni ORC, budowanej przez Gaweł aby mieli trochę więcej czasu. Agenci czekają na kolejnego operacyjnego busa. Ustalają porządek działań wedle wcześniejszych procedur. Agenci ABW informują, że są w gotowości do natychmiastowego wejścia.
Proszą o rozwagę, ponieważ przestępcy są wyposażeni w broń palną.
Kiedy Węgrzynek wchodzi na plac budowy, widzi rozlokowane samochody: dwa AUDI Q7 Kowalika i Wójcika, oraz samochody byłych żołnierzy Nangar Khel oraz dwóch innych osób. Funkcjonariusze postawili na ochronie również swoich ludzi, aby mogli na bieżąco śledzić rozwój sytuacji.
Kiedy Bogdan Węgrzynek dostaje właściwy sygnał, z zaproszonym gościem wchodzą do Agencji.
Po chwili rozmowy Węgrzynek prosi dyrektora zarządzającego Jerzego Kozubskiego, aby z gościem pojechał do restauracji na obiad.
Iwona Gaweł zaczyna szlochać, że już nie ma siły na to wszystko, że agencja jest w fatalnym stanie, że te oskarżenia co do niej są wymyślone, że nigdy nie była karana, etc.
Iwona Gaweł chce zapłacić nawet milion złotych, aby Bogdan Węgrzynek wyniósł się z Agencji.
Ten staje się dla niej bardzo niewygodny. Węgrzynek naciska na Iwonę Gaweł, aby ta rozliczyła się ze swoimi podwykonawcami np. TT SOLAR, z panem Gutowskim, z Toper Bud, panem Nieużytkiem z firmy budowlanej, z firmą SYRION, gdzie posługiwała się fałszywymi fakturami, firmą od ociepleń czy firmy cateringowej Gastro oraz firmy, która instalowała elektrykę. Oszukanych firm przez Iwonę Gaweł jest naprawdę wiele. Jednym z prawników, którzy prowadzą procesy przeciwko Iwonie Gaweł i ARP jest kancelaria adwokacka KBZ i Partnerzy, Krzysztofa Żuradzkiego z Katowic.
Węgrzynek prosił, aby ta spłaciła Światowy Kongres Klastrów, który odbył się w Dąbrowej Górniczej. Na ten kongres klastrów bowiem pieniądze od partnerów i sponsorów wpływały na konto ARP do których dostęp miała Iwona Gaweł i jej córka Dominika Gaweł, która w tym czasie była członkiem zarządu i jedną z księgowych ARP. Były to pieniądze m.in. od Marszałka Woj. Śląskiego, Prezydenta Dąbrowy Górniczej oraz innych sponsorów. W sumie ponad kilkaset tysięcy złotych.
Po przyjeździe dyrektora Kozubskiego z gościem, Węgrzynek miał pojechać do Katowic i kontynuować udział w kongresie. Jednak poprosił dyrektora, aby ten odwiózł gościa na miejsce Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Iwona Gaweł i jej grupa amatorów oddychają z ulgą, nie mają pojęcia, że od samego rana są na pełnym monitoringu.
W sekretariacie zostaje asystentka Iwony Gaweł, Magdalena Mazurek.
Hasłem do wejścia funkcjonariuszy ABW, miało być wypowiedzenie słów „co robisz schowaj tą broń”.
Po kilku minutach do biura Iwony Gaweł wchodzi sutener z Warszawy Dariusz Wójcik z Jackiem Kowalikiem.
Od zewnątrz blokują drzwi Borysiewicz i Ligocki.
Sutener przedstawia się jako były GROM-owiec i człowiek ze służb, który z Kowalikiem brał udział w operacjach w Iraku i Afganistanie. Kompletnie nie ma pojęcia, iż Węgrzynek dokładnie wie kim on jest.
Wymachuje odznaką ABW i mówi o „Kisielu” (byłym operatorze GROM), który zawsze był nieudacznikiem i alkoholikiem, który w GROMie jest nikim.
Kowalik mówi jasno, że Iwona Gaweł jest pod ich ochroną.
Gaweł przynosi dokumenty do podpisu, aby ten złożył podpisy i wyniósł się z Agencji.
Dokładnie tak jak w scenariuszu, kiedy właścicielka ARP pozbywała się rok wcześniej byłego dyrektora.
Niestety nic nie idzie po jej myśli.
Jacek Kowalik prosi, aby Bogdan Węgrzynek nie robił zamętu i problemów. Wójcik zaczyna się histerycznie zachowywać, widząc, że Węgrzynek pozostaje na te groźby obojętny.
Do pokoju wchodzą Borysiewicz i Ligocki. Ligocki, wytatuowany goguś stara się być groźny, ale to Borysiewicz zamierza skraść show i zaimponować zebranym.
Skazani za morderstwa cywilów Borysiewicz i Ligocki mają przy sobie broń krótką.
Borysiewicz, prezentuje się jak największy cham klnąc i sapiąc. Takim kowbojskim grymasem wykrzyczał, iż zabijał już ludzi na misjach i nie zawaha się zabić kolejnej osoby.
Węgrzynek krótko skwitował przebierańca słowami: Jesteś za wielkie zero i nie rzucaj kurw tutaj przy mnie.”
Wywiązała się mała szarpanina, w trakcie której Węgrzynek chwycił za szyję nieustraszonego Borysa, który w sekundzie był blady jak właścicielka ARP Iwona Gaweł. Ligocki pchnął Węgrzynka, a Wójcik podwinął ogon i ulotnił się z gabinetu. Uspokoił sytuację Kowalik, który grzecznie mówił o tym, aby zapanować nad nerwami.
Węgrzynkowi nigdzie się nie spieszyło. Iwonie Gaweł i wynajętym bandytom również. Węgrzynek wiedział, że ta amatorka nie będzie trwać wiecznie.
– Funkcjonariusze mieli odsłuch wszystkiego co się dzieje w ARP, a panowie byli bardzo wylewni, dając tym samym bogaty materiał nagraniowy.
Potem Węgrzynek z przestępcami wyszli tylnymi drzwiami. Wsiedli do samochodu i pojechali w kierunku mieszkania należącego do Iwony Gaweł, które znajdowało się na jednym z osiedli w Chorzowie.
Było to mieszkanie, tzw. służbowe w którym mieszkał Węgrzynek. Właścicielka ARP Iwona Gaweł wieczorami kilkukrotnie przyjeżdżała do tego miejsca, aby odwiedzić Węgrzynka, którego darzyła bardzo głębokim sentymentem.
Nie był on jeszcze wtedy świadomy żadnych jej przestępstw, a tym bardziej planów na kolejne.
Za samochodem, w którym znajdował się Węgrzynek jechał samochód operacyjny ABW, gotowy do interwencji. Kiedy przyjechali do Chorzowa, udali się w kierunku mieszkania śmiejąc się pod nosem. Węgrzynek zabrał swoje rzeczy i wyszedł.
Borysiewicz i Ligocki, którzy towarzyszyli Węgrzynkowi nawet byli zdziwieni zachowaniem Węgrzynka. Nagrana została z tego momentu ciekawa rozmowa:
Kiedy zostawili go na parkingu, Borysiewicz powiedział Węgrzynkowi, żeby zapamiętał, że „Petelicki był skończoną kurwą i złamasem. Czarny też się wyłamał.” (Czarny – to pseudonim Sławomira Berdychowskiego, byłego GROMowca, założyciela i pierwszego dowódcy JW. AGAT.)
Ligocki dodał, że Petelicki niby wstawił się za nimi w procesie, ale w rzeczywistości nie zabierał głosu, kiedy go o to prosili. Na koniec dodał: „Kowalik i Wójcik ciebie zniszczą i pamiętaj, że pomimo, że trzymasz się blisko z GROMowcami, to jest ekipa, która w tym świecie rządzi.”
Węgrzynek odpowiedział grzecznie – Jestem wychowankiem Petelickiego, jestem człowiekiem honoru – dopadnę Was wszędzie. Gdyby Petelicki żył, pokazałby Wam, co to znaczy podszywać się pod GROM, a Kowalika nauczyłby pokory.
W służbach specjalnych o Borysiewiczu i Ligockim mówiono mało delikatnie – „chujopląty”, co oznaczać miało przebierańców, podających się za rzekomych specjalsów.
Po odjeździe przebierańców, po kilku minutach podjechał samochód operacyjny ABW i zabrał Bogdana Węgrzynka do Katowic do hotelu, gdzie spisali całą sytuację.
Następnego dnia Węgrzynek złożył szerokie zeznanie w prokuraturze.
Trzy dni później, złożył także zawiadomienie do CBA, Urzędu Skarbowego, NFOŚiGW, WFOŚiGW, PARP, oraz NCBiR.
Od tego czasu Kowalik, Wójcik, Ligocki i Borysiewicz byli pod kontrolą funkcjonariuszy.
Panowie posługiwali się fałszywymi dokumentami przeprowadzali kolejne usługi.
Powoływali się na wpływy w Instytucjach państwowych i u znanych polityków. Podszywali się pod funkcjonariuszy służb i policji.
Sam Węgrzynek 10 października 2017 r. doprowadził do głośnego zatrzymania na gorącym uczynku 4 osób w tym Dariusza Wójcika, kiedy ci przyjmowali 100 000 EURO łapówki w burdelu ochranianym przez Kowalika o nazwie HUSTLER. Tym razem powoływali się na wpływy w Ministerstwie Sprawiedliwości. To była tylko część pieniędzy z 4 000 000 nowego haraczu którego zażądał Wójcik.
Podczas tej zakrojonej akcji funkcjonariuszy CBA na Nowym Świecie, otoczyli burdel HUSTLER, ze wszystkich stron. W akcji brało udział wielu antyterrorystów. Kiedy w centrum Warszawy słychać było potężny huk ładunków wybuchowych to był sygnał rozpoczęcia nietuzinkowej akcji antyterrorystów. Drzwi niemal rozniosły się na strzępy, słychać było dźwięki rozbijanego szkła.
Tętniący życiem Nowy Świat usłyszał dźwięk rozbijającego się szkła i huk strzałów.
Wejście było wielkim pokazem kunsztu antyterrorystów – mówił Dawid S.
Uzbrojeni przestępcy byli zaskoczeni całą sytuacją.
Zatrzymano także funkcjonariusza policji, który współpracował z bandytami.
Kiedy Dariusz Wójcik, po dłuższych „wakacjach” wyszedł z więzienia, oznajmił wszem i wobec, że dopadnie Węgrzynka za wszelką cenę.
Nawiązał kontakt z kolejnym przestępcą, którego również rozpracował Bogdan Węgrzynek – Jackiem Pieńczakiem.
Pieńczak to przestępca mieszkający w Wolsztynie koło Poznania.
Jacek Pieńczak trudni się m.in. handlem bronią, wyłudzaniem podatku VAT i AutoCasco poprzez rozbijanie ekskluzywnych samochodów należących do swojej małżonki, Anity Karcz. Pieńczak współpracuje także z GROM-owcami, z jednym z nich – Wiesławem Woźnicą ma również spółkę BERLOPAC.
Pieńczak opłacał funkcjonariuszy CBA z Lubelskiej Delegatury strasząc najpierw swojego szwagra, a potem GROMowca Andrzeja Kusiołka „Kisiela”.
Coś musiało pójść nie tak z Iwoną Gaweł. Może przestała płacić haracz?
Ponieważ bandyci, którzy mieli zajmować się jej ochroną zaczęli publikować jej filmy erotyczne, na różnych portalach społecznościowych.
Sam Jacek Pieńczak zaczął opłacać dziennikarzy w tym znanego w świecie dziennikarstwa Piotra Nisztora, który dosyć, że zaprosił Pieńczaka na audycję do Polskiego Radia, prezentując go jako biznesmena to niejednokrotnie na swoim oficjalnym Twitterze pisał pochwalne peany o nim samym.
Nisztor również na jednym ze swoich oficjalnych portali społecznościowym chwalił się zdjęciem z karabinkiem ze strzelnicy należącej do Jacka Pieńczaka.
Tak właśnie wygląda dziennikarstwo w wykonaniu Nisztora.
Kilka dni później Nisztor opublikuje na Twitterze jedno z prywatnych zdjęć, okraszone komentarzem pełnym insynuacji. Zdjęcie jest skradzione z komputera pewnej osoby, która na nim widnieje. Nisztor opisuje zdjęcie jakoby było wykonane na Mazurach, co okazuje się nieprawdą.
Co ciekawe, zdjęcie to najpierw opublikowane było pod fikcyjnym kontem z nickiem WhiteDevil – opublikował je Jacek Pieńczak.
Erotyczny film w roli głównej z Iwoną Gaweł opublikowany w internecie przez Jacka Pieńczaka na profilu, który został dzięki prokuraturze usunięty, również obnażył innego dziennikarza mediów publicznych – Jacka Łęskiego.
W programie TVP Alarm! Jacek Łęski przedstawia Iwonę Gaweł jako ofiarę Bogdana Węgrzynka. W tle programu słychać przestraszony głos Gaweł. Ciekawe jest jednak to, że współpracownik UOP tzw redaktor Łęski nie natrafił na rzeczywistych poszkodowanych przez Iwonę Gaweł.
Były współpracownik UOPu i ABW Jacek „REDAKTOR” Łęski szykanował i próbował zdyskredytować Węgrzynka, umieszczając wypowiedź Iwony Gaweł o tym, jak to jest przez niego prześladowana. Łęski oprócz programu TVP Alarm, współprowadzi w TVP kontrowersyjny program „Studio Polska” z prominentką PiSu, a prywatnie nawet bardzo bliską jego przyjaciółką Magdaleną Ogórek. Wielokrotnie z tego programu usuwano niewygodnych gości, którym za wszelką cenę chciano zamknąć usta. W jednym z programów jeden z uczestników nie wytrzymał i przed kamerami na żywo powiedział, że Łęski szczuje na Polaków. Bardzo blisko zaprzyjaźniona z Łęskim współprowadząca stanęła w obronie Łęskiego strasząc gościa PiSowskimi sądami.
Dariusz Szymczyk i Waldemar Bozigórski
![img](ekm5nig2yhh41 " Zdjęcie – Bandyci zatrzymani na gorącym uczynku przez agentów CBA. Zródło: Gazeta.pl")
#grom #piotrgąstał #jwgrom #nangarkhel #kłamstwoonetu #onet #bogdanwęgrzynek #onetbogdanwęgrzynek
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2020.02.17 15:13 BlackDevil13 Politycy, ministrowie, dziennikarze… Piotr Nisztor – grający na wiele frontów kapuś, sprzedawczyk i marionetka.

Tekst pochodzi ze strony Polska 3.0.pl

Politycy, ministrowie, dziennikarze…
Piotr Nisztor – grający na wiele frontów kapuś, sprzedawczyk i marionetka.
Publikuję prawdę, która zatrzęsie ich światem.
Piotra Nisztora, młodego wtedy adepta dziennikarstwa, poznałem na przełomie 2012 i 2013 roku w Hotelu Sejmowym. Często bywał w otoczeniu Jana Burego, z którym wiązał nadzieję na dużą współpracę. Przypominał wtedy chłopca na posyłki, mającego jednak ambicje na dużo więcej. Jan Bury w tym okresie był wzorem człowieka wszechmogącego.
To dzięki niemu PSL zmienił spolegliwego lidera Waldemara Pawlaka na Janusza Piechocińskiego.
To Jan Bury uratował koalicję PO-PSL, gdy nie była już ona prawie w stanie rządzić.
Także dzięki niemu do PSL przyszli politycy, którzy opuścili szeregi Janusza Palikota.
Piotr Nisztor dostarcza Janowi Buremu poważnie obciążające materiały i nagrania, które kompromitują zarówno dziennikarzy, jak i polityków.
To właśnie Piotr Nisztor wyposaża Władysława Serafina (szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych) w urządzenie do nagrywania.
W efekcie nagrań, do dymisji podał się ówczesny Minister Rolnictwa, Marek Sawicki.
Piotr Nisztor w tym okresie przynosi Buremu nagrania Waldemara Pawlaka, Rafała Baniaka, Radosława Sikorskiego, a także dokumenty i emaile od Jana Pińskiego – dziennikarza, który przygotował w tym czasie obszerny materiał na temat czarnych biznesów Jana Burego i powiązanych z nim spółek.
Zebrany materiał jest na tyle mocny, że Piotr Nisztor rośnie w oczach otoczenia Burego i chwali go również sam wicepremier Janusz Piechociński.
Dziennikarz za lojalność otrzymuje 80 000 zł, które wręcza mu przyjaciel Jana Burego.
Nisztor prosi Jana Burego, aby ten pomógł mu w oczyszczeniu z zarzutów jego ojca Zdzisława Nisztora, za którym ciągną się sprawy związane z Rafinerią Jasło, w której od listopada 2006 roku był prezesem.
Doniesienie do prokuratury wniósł wtedy były rzecznik prasowy Rafinerii Jasło, Marcin Zachowicz.
Zdzisław Nisztor oddał grupie przestępczej, która obracała paliwami – za bezcen (!) jak się później okazało, linie technologiczne warte kilkadziesiąt milionów złotych, należące do SSP Lotosu Jasło.
Zdzisław Nisztor oskarżony był również o wyprowadzenie kilkudziesięciu milionów z Lotosu Jasło, kiedy przeprowadzał restrukturyzację spółki.
Wtedy też nastąpiły grupowe zwolnienia pracowników i przejęcia nieruchomości przez zorganizowaną grupę przestępczą z Trójmiasta.
Wszechwładny Jan Bury, dzięki swoim układom oczyścił z zarzutów Zdzisława Nisztora, a wszystkie jego sprawy zostały w tajemniczy sposób umorzone i zamiecione pod dywan.
Piotr Nisztor nie spoczywa na tym sukcesie. Proponuje Janowi Buremu założenie tygodnika podobnego do Agory, gdzie do redagowania zaprosi topowych polskich dziennikarzy.
I tak we wrześniu 2013 roku powstaje magazyn „7 Dni Plus Tygodnia”, którego Nisztor zostaje redaktorem naczelnym.
Choć magazyn jest totalną klapą, dziennikarz zostaje na jego czele (aż do stycznia 2014 r.).
Głównym fundatorem pomysłu Piotra Nisztora jest przyjaciel Jana Burego, Andrzej Wilamowski, który wykłada na ten cel ponad 1 400 000 zł.
Wszyscy są zaskoczeni i zdziwieni postawą Piotra Nisztora, że wciąż utrzymuje współpracę z Janem Burym, który zaczyna mieć w tym czasie poważne kłopoty.
Już na przełomie 2012 i 2013 roku całe podkarpackie środowisko Burego jest na celowniku CBA.
W tym okresie funkcjonariusze CBA prowadzą pierwsze przeszukania. 22 kwietnia 2013 roku zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA przyjaciel Jana Burego, marszałek Województwa Podkarpackiego, Mirosław Karapyta.
W Lublinie marszałek otrzymuje pierwsze zarzuty za przyjmowanie łapówek i żądania prezentów.
Pojawia się również kontekst gwałtów.
Na początku maja w ekskluzywnej restauracji Osteria, w Warszawie, Andrzej Wilamowski organizuje spotkanie, w którym uczestniczą prokuratorzy Marek Staszak, Józef Piechota, Zbigniew Niezgoda i Jan Bury (jest to restauracja, którą często odwiedza Wilamowski).
Andrzej Wilamowski nie wie, że właśnie w tej restauracji rozlokowane są podsłuchy i że całe nagranie z tego spotkania Nisztor przekaże Mariuszowi Kamińskiemu.
Był to dowód na to, iż sędzia Marek Staszak przekazywał Janowi Buremu wyniki toczącego się śledztwa w sprawie Karapyty.
PIOTR NISZTOR – ABW I „UCHO MOSKWY”
Jan Bury organizuje Piotrowi Nisztorowi w Hotelu Sejmowym spotkanie z Mirosławem G., wysokim funkcjonariuszem ABW.
Dziennikarz, poznaje wtedy mecenasa z Krakowa, który jest desygnowany przez Włodzimierza Kosiniaka-Kamysza na szefa ABW, a także Pawła Jandę (przyjaciela Jana Burego z Podkarpacia), którego Jan Bury osobiście desygnował na stanowisko w Trybunale Stanu.
Za czasów, kiedy ministrem sprawiedliwości był Jarosław Gowin, Paweł Janda otrzymał propozycję objęcia z ramienia PSL tekę wiceministra sprawiedliwości.
Piotr Nisztor jest w tym okresie wpatrzony w Jana Burego i podziwia to, w jaki sposób potrafi on dbać o interesy swoich przyjaciół, jednocześnie zarządzając partią. Często go naśladuje.
Po dostarczeniu przez Nisztora kolejnych „haków” i kompromitujących nagrań Janowi Buremu, na których znajdują się: politycy, funkcjonariusze służb oraz oficerowie Wojska Polskiego, Jan Bury z przyjaciółmi postanawia rozwiązać kolejny ważny problem związany z materiałami przynoszonymi przez Nisztora.
– Ponieważ często materiały dostarczane przez dziennikarza są słabej jakości (tak jak nagrana przez Nisztora rozmowa z Giertychem i Pińskim, 18 sierpnia 2011 roku, czy tydzień później – podsekretarza stanu w MG Rafała Baniaka z Marcinem F.), Jan Bury proponuje Piotrowi Nisztorowi zupełnie inną współpracę.
Zapoznaje Nisztora ze swoim bliskim przyjacielem z Podkarpacia, z którym ma spółkę produkującą elektronikę do ekskluzywnych niemieckich samochodów.
Spółka ta jest zarządzana w tym okresie przez księgowego Jana Burego, który zarządzał wieloma jego przedsięwzięciami.
Piotr Nisztor dostanie sprzęt, który nie będzie potrzebował tak wielkich ingerencji w poprawienie jakości nagrania jak dotychczas.
Zasady są klarowne – za każde informacje Piotr Nisztor będzie otrzymywać sowite wynagrodzenie, plus comiesięczną pensję.
Po podpisaniu dokumentów, „dziennikarz” Piotr Nisztor zostaje zwerbowany przez ABW, a jego oficerem operacyjnym zostaje Mirosław G.
Wcześniej między innymi podobne urządzenia były wykorzystywane w restauracji Andrzeja Kisielińskiego – „Lemongrass”, która działała od 2005 do 2011 r.
W tym miejscu należy dodać, iż Andrzej Kisieliński od 2000 do 2005 roku był dyrektorem finansowym polskiego oddziału rosyjskiego koncernu Łukoil.
Restauracja Lemongrass była komórką nadzorowaną przez rosyjski wywiad wojskowy.
Przez rezydentów kontrwywiadowczych rosyjskiego wywiadu zostanie nazwana „Uchem Moskwy”.
W 2011 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zlokalizuje podsłuchy w ścianach restauracji, po czym lokal zostanie zamknięty.
Piotr Nisztor wraz z Bogusławem P. zaufanym człowiekiem Jana Burego wyjeżdża rządową limuzyną na parę dni do fabryki „na Podkarpacie”. Zostaje tam przeszkolony w zakresie obsługi i eksploatacji urządzeń podsłuchowych.
To właśnie w tej fabryce powstają profesjonalne urządzenia podsłuchowe, które są wykorzystywane do podsłuchiwania najważniejszych osób w państwie.
Dziennikarz został przeszkolony również przez Mirosława G. (ABW), aby udzielić pełnych wskazówek co do bezpieczeństwa całej akcji pod kryptonimem „Halo Jackie””
Nisztor ma również zagwarantowany „bezpiecznik” na wypadek, gdyby sprawa wyszła na jaw. Już z założenia kozłem ofiarnym ma zostać kelner współpracujący z Markiem Falentą – Łukasz N., który był wspólnym mianownikiem dla restauracji w których funkcjonowały podsłuchy (był on informatorem ABW, który „dorabiał na boku”)
PIOTR NISZTOR I MAREK FALENTA
Piotr Nisztor często spotyka się z biznesmenem Markiem Falentą, którego poznał dzięki Andrzejowi Kleszczewskiemu.
Kleszczewski to biznesmen, któremu dziennikarz zawdzięcza sporo.
Tak naprawdę pierwsze poważne pieniądze zarabiał dzięki Kleszczewskiemu, który wykorzystywał dziennikarza śledczego (jak zaczął siebie nazywać Piotr Nisztor) do zwalczania swojej konkurencji.
Dobrze też za to płacił młodemu spolegliwemu dziennikarzowi. Andrzej Kleszczewski finansował też wykwintne przyjęcia urodzinowe Nisztora.
W zasadzie robili to na przemian wraz z Mariuszem Gazdą – szefem SKOK Wołomin, który też wspierał finansowo Nisztora.
Marek Falenta, biznesmen, który w owym czasie zasypia i budzi się z myślą o zniszczeniu „T3S” (Tusk, Sienkiewicz, Sikorski, Seremet), nie kryje, że zrobi wszystko, aby zniszczyć obecną władzę.
Opłaca „policjantów i ludzi pracujących w służbach”, którzy dostarczają mu pewnych informacji, z których korzysta też Piotr Nisztor.
Po powrocie z Podkarpacia, Nisztor oferuje Markowi Falencie zakup profesjonalnych urządzeń podsłuchowych, odpornych na system ACS3.
Ma ze sobą jeden profesjonalny zestaw, który w opakowaniu wygląda jak zabawka Jamesa Bonda.
Falenta płaci 300 000 zł za 67 zestawów w trzech ratach.
Oczywiście Piotr Nisztor dostaje powyższy sprzęt z Podkarpacia za darmo.
Wilamowski przekazuje 120 000 złotych Nisztorowi, aby ten zapłacił menadżerom i kelnerom restauracji, w których będą oni „pilnować” sprzętu.
W zasadzie za te usługi zapłaci Marek Falenta.
Jak widać, Nisztor w tej sytuacji znalazł się wspaniale, ponieważ w ciągu krótkiego okresu czasu dostał w gotówce prawie 500 000 zł.
Piotr Nisztor bryluje na salonach. Bardziej przypomina prezesa spółki skarbu państwa niż dziennikarza.
Nisztorem zainteresował się w tym czasie Główny Inspektor Informacji Finansowej, który przyglądał się wysokim przelewom, jakie na swe konto inkasował dziennikarz. Były to kwoty przekraczające 40 000 zł.
Wobec Nisztora prezes GIIF wysuwa podejrzenie prania brudnych pieniędzy. Piotr Nisztor zaczyna mieć poważny problem.
Jednak sprawa szybko została wyciszona i zamieciona pod dywan.
POLSCY POLITYCY NA ROSYJSKIM WIDELCU
Marek Falenta jest zaprzyjaźniony z wieloma osobami współpracujących z rosyjskim wywiadem
Niektórzy z nich z byłym wiceministrem Obrony Narodowej w rządzie PiS, Jackiem Kotasem (zaufaną, bliską osobą Antoniego Macierewicza).
Tutaj warto nadmienić, iż Restauracja „Sowa i Przyjaciele” należała w części do Grupy Radius, która współpracowała z rosyjskimi rezydentami i rosyjskim wywiadem wojskowym.
To była kolejna restauracja w systemie rosyjskiej operacji kontrwywiadowczej pod kryptonimem „UCHO MOSKWY”, gdzie najważniejsze informacje trafiały do najważniejszych urzędników Kremla.
Pomimo niepokojących informacji z Ambasady USA o inwigilacji polskich polityków, ówczesny zastępca ABW, płk. Jacek Gawryszewski lekceważy te informacje, jakże ważne dla bezpieczeństwa Państwa Polskiego.
Z Piotrem Nisztorem dosyć często kontaktują się oficerowie prowadzący z Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic, z którymi współpracuje od 2008 roku.
Robią to od czasu publikacji w Rzeczypospolitej artykułu ze „zmanipulowanym” nagraniem obciążającym prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Właśnie za ten paszkwil Piotr Nisztor jest nominowany do nagrody „MediaTory”.
Pewnie do tej pory Nisztor nie zdaje sobie sprawy, że spotkał się nie z biznesmenem Jakubem Olszańskim, który wręczył mu zmontowane nagranie, a z człowiekiem ze służb – Krzysztofem R., który współpracował z Mariuszem Kamińskim.
Cała sprawa miała pogrążyć prezydenta Sopotu i w pełni była kontrolowana przez gdańskie CBA. Omawiane spotkanie miało miejsce w restauracji w Krzywym Domku na sopockim Monciaku.
Po latach Karnowski zostaje uniewinniony, a Piotr Nisztor za ten incydent nigdy nie ponosi żadnych konsekwencji.
KSIĄŻKA O JANIE KULCZYKU
Pod koniec 2011 roku, na umówione spotkanie na Foksal zamiast Dawida Sęka, przychodzą ochraniarze Jana Kulczyka.
Nisztor jest blady jak ściana.
Nie spodziewał się takiej wizyty.
Zapytany – „wpierdol – czy nie wpierdol?”, wybiera to drugie.
Po krótkiej rozmowie podpisuje weksel in blanco na kwotę 1 500 000 zł oraz dokumenty, które mówią o tym, iż wyda książkę o Janie Kulczyku za odpowiednim wynagrodzeniem, której recenzentem będzie sam Jan Kulczyk.
Oczywiście Nisztor się zgadza i w 2015 roku wydaje książkę, która stawia najbogatszego Polaka w pozytywnym świetle.
W 2011 r., zaraz po incydencie z ludźmi Jana Kulczyka, wystraszony Piotr Nisztor postanowił zorganizować sobie ochronę. Przestraszony „dziennikarz” kontaktuje się z warszawską delegaturą CBA, która do współpracy skierowała funkcjonariuszy z Katowic i Trójmiasta.
Paweł Wojtunik, otrzymuje sygnał o wielu nagraniach, które posiada Piotr Nisztor, na których pojawiają się politycy i biznesmeni.
Sprawę bezpośrednio nadzorują wspólnie z wiceszefem CBA Maciejem Klepaczem, za zgodą ówczesnego ministra nadzorującego służby – Jacka Cichockiego.
Paweł Wojtunik, będzie dbał o kontakty z Piotrem Nisztorem, zwłaszcza, że sam będzie obawiać się utraty swojego stanowiska, wiedząc, że minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz otrzyma dokumenty w sprawie współpracy Wojtyniuka ze światem przestępczym Trójmiasta.
Premier Donald Tusk osobiście będzie interweniować w tej sprawie, po otrzymaniu oficjalnego pisma od byłego policjanta CBŚP, Jarosława Pieczonki ps. „Miami” .
Piotr Nisztor przekazuje wiele prywatnych nagrań i maile z donosami na swoich kolegów dziennikarzy.
Jest ich wiele.
Wśród nich są m.in. Jan Piński, Jarosław Sroka, Tomasz Sakiewicz, Michał Lisiecki, Piotr Kubiak. Najcięższe kieruje pod adresem Jana Pińskiego, który rzekomo jak twierdzi Nisztor ma współpracować z przestępcami.
Na urodziny Piotra Nisztora w 2013 roku przybyło wielu znamienitych gości ze świata polityki, biznesu, służb, dziennikarstwa. Przybyli także gangsterzy.
Nisztor potrafił się chwalić znajomościami, ba – często nawet po pierwszym spotkaniu przechodził na „Ty”. Pokazywał, że jest wszechmogący. Starał się przy tym wzorować na Jana Burego.
Na przyjęciu urodzinowym dziennikarza, można było zobaczyć m.in.: byłego dowódcę JW. GROM gen. Romana Polko, gen. Pawła Pruszyńskiego (byłego wiceszefa ABW), Piotra P. (były oficer kontrwywiadu WSI) wraz z Mariuszem Gazdą prezesa SKOK Wołomin, którzy na imprezę przynieśli pokaźny prezent.
Wraz z prezesem Gazdą pojawili się także politycy związani bardzo blisko z Jarosławem Kaczyńskim; m.in. prezes Kazimierz Kujda, (były prezes NFOŚiGW, Srebrna). Do zacnego grona imprezy dołączyli: płk Maćkowiak, płk Śledzik, Andrzej Wilamowski, Ernest Bejda (CBA), Marek Falenta, gen. Raczyński, mec. Darek Kapitan, Maciej Pszczółka, płk. Grzegorza Luksa (SG) z gromadką GROM-owców, Dariusz Wójcik (właściciel warszawskich klubów ze striptizem dla mężczyzn HUSTLER i VEGASCLUB), Dariusz Woźniak.
Jest także Mirosław G., funkcjonariusz ABW prowadzący Piotra Nisztora.
Ważną osobą, która pojawi się na przyjęciu jest Krzysztof Baszniak – były wiceminister pracy w rządzie Leszka Milera, który przybędzie w towarzystwie menadżerów Łukoilu, a także przyjaciel i informator Nisztora, Wojciech Janas – były oficer WSI i WSW, szkolony przez KGB.
Nikt z zaproszonych gości nie spodziewa się, że wszystkie imprezy jubilata Piotra Nisztora, są przez niego samego nagrywane.
Pod koniec 2013 roku, Marek Falenta wraz z Piotrem Nisztorem pojawiają się na przyjęciu opłatkowym Prawa i Sprawiedliwości. Spotkanie to organizuje Stanisław Kostrzewski, ówczesny skarbnik PiSu.
Spotkanie jest wcześniej uzgodnione z Mariuszem Kamińskim, który po powołaniu specjalnej grupy ds. podsłuchów przez Jarosława Kaczyńskiego, w lipcu 2013 roku, koordynuje bezpośrednio działania Piotra Nisztora.
ŁOMOT
5 stycznia w niedzielę 2014 roku, Piotr Nisztor wraz z „przyjaciółmi” bawią się do późna w jednym z ekskluzywnych klubów nocnych w Warszawie. Rachunek za balangę wynosi ponad 6 000 zł.
Dziennikarz płaci gotówką, imponując Roksanie, która dotrzymuje mu towarzystwa do samego końca.
Kiedy wychodzi z klubu, zostaje zatrzymany przez funkcjonariuszy, którzy później okażą się przebranymi gangsterami.
Wrzucają przestraszonego Piotra Nisztora do Forda Transita i wywożą poza obrzeża miasta.
Z samochodu „dziennikarza”, który był zaparkowany vis a vis klubu, wyciągają laptopa, kilkanaście pendrive’ów i 6 twardych dysków.
W schowku, po prawej stronie samochodu jest teczka, a w niej prawie 70 000 zł.
Piotr Nisztor ma w głowie czarne scenariusze. Panowie przetrzymują go ponad 4 godziny.
Jest poniżany i dostaje sromotne baty. Piotr Nisztor błaga o litość i zrozumienie.
Gangsterzy dzwonią do Piotra P. byłego członka rady nadzorczej SKOK Wołomin – zleceniodawcy akcji, z którym Piotr Nisztor rozmawia, klęcząc:
– „Mam nadzieje Misiu, że czujesz się dojechany?”
– „Tak!” – odpowiada Nisztor.
– „Ty Kur..wo nie jesteś dziennikarzem tylko konfidentem” – słyszy w słuchawce.
Cała zawartość zatrzymanych rzeczy została zarekwirowana przez uzbrojonych mężczyzn.
Piotr Nisztor przez paręnaście dni nie pokazuje się na mieście. Nie odbiera telefonów.
Pisze pisma do ABW i CBA i prosi o ochronę.
W tym samym czasie Wilamowski rozwiązuje z Nisztorem umowę o pracę, po tym jak ten zaniedbał tygodnik „7 Dni Plus Tygodnia”, w którym Nisztor bez usprawiedliwienia w ogóle nie pojawił się w pracy. Kończy również współpracę z Burym, mówiąc, że ABW zlokalizowała podsłuchy w restauracjach. Obiecuje dyskrecje.
Piotr Nisztor powiadamia również Mariusza Kamińskiego, z którym spotyka się na Srebrnej. Opowiada mu że jest zastraszany i że obawia się o swoje życie.
Mariusz Kamiński z Jarosławem Kaczyńskim obawiają się wycieku taśm związanych z historią Skoku Wołomin, która obciąża w znacznym stopniu najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości, ale także śp. Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę.
20 stycznia 2014 Paweł Wojtunik zapewnia Nisztorowi dyskretną ochronę.
Zostaje pełnym zakonspirowanym agentem CBA o pseudonimie „Jelinek”.
Nie jest już jak do tej pory Osobowym Źródłem Informacji (OZI) dla służb.
Przekazuje P. Wojtunikowi na spotkaniu z przydzielonymi agentami Andrzejem Ś. i Mariuszem Ch. nagrania, na którym słychać wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych, biznesmenów i ministrów, wśród nich są także kolejne nagrania Bartłomieja Sienkiewicza.
Z tego ostatniego Wojtunik cieszy się najbardziej.
Nisztor prosi o jak najszybsze spotkanie z Markiem Falentą. Ten zaprasza Nisztora do swojej rezydencji w Konstancinie, w której dziennikarz czuje się jak u siebie.
Pierwszy raz pojawił się tutaj kilka miesięcy wcześniej, kiedy biznesmenowi przywiózł sprzęt do nagrywania.
Wtedy też zrobił szkolenie zaproszonym przez biznesmena dwóch kelnerów: Konrada Lassotę, Łukasza N., oraz Krzysztofa Rybkę – współpracownika biznesmena, który zajmował się zabezpieczaniem podsłuchów w lokalach.
Był basen, grill i wysokiej klasy alkohol.
Nisztor przekazał Falencie materiały od Mirosława G., w których mowa o tym, iż prokuratura jest w posiadaniu dokumentów podrobionych przez Marka Falentę, dotyczących rzekomego zablokowania milionowych środków na jego koncie.
Informuje Marka Falentę również o tym, że w siedzibie jego firmy funkcjonariusze planują przeszukanie i zabezpieczenie kolejnych dokumentów.
Marek Falenta przekazuje Piotrowi Nisztorowi dla jego informatora „kanapkę”.
KTO ZAPLANOWAŁ AFERĘ PODSŁUCHOWĄ
Piotr Nisztor i Marek Falenta do tego czasu przekazują Kamińskiemu kilkanaście godzin kompromitujących nagrań z ekskluzywnych lokali gastronomicznych, na których słychać najważniejszych polityków, urzędników, funkcjonariuszy służb, wojskowych, biznesmenów i dziennikarzy (w tym sex taśmy z klubów HUSTLER i VEGASCLUB).
W skład specjalnej grupy powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego ds. podsłuchów wchodzili:
Mariusz Kamiński, Jacek Kurski, Martin Bożek, Ernest Bejda (byli funkcjonariusze CBA) oraz Stanisław Kostrzewski.
Do zespołu w późniejszym etapie dołączy ówczesny wiceszef ABW płk. Jacek Gawryszewski, który w tym samym czasie nadzoruje powołaną przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza specjalną komórkę do wyjaśnienia sprawy podsłuchów.
Jacek Gawryszewski za swoje działania będzie jedynym wysokim oficerem w tej strukturze, który nie straci swojego stanowiska.
Ba – w nagrodę, w 2017 roku zostanie Ambasadorem RP w Santiago de Chile.
Po zakończonym spotkaniu powołanej przez Jarosława Kaczyńskiego grupy ds. podsłuchów, na Nowogrodzkiej odbywa się tajne spotkanie Nisztora i Falenty z Jarosławem Kaczyńskim i Mariuszem Kamińskim, na którym Piotr Nisztor i Marek Falenta otrzymują gwarancje bezpieczeństwa i godziwą zapłatę po obaleniu rządu Donalda Tuska.
Piotr Nisztor ma otrzymać swój autorski program w TVP1 i bezpieczeństwo finansowe – zapewnienie zatrudnienia w spółkach Skarbu Państwa dla jego rodziny, za poniesione straty.
Marek Falenta ma wyjść z problemów związanych z obrotem węgla, ale również otrzymuje zapewnienie, iż będzie koordynował tranzyty węgla z Rosji do spółek Skarbu Państwa.
Jarosław Kaczyński apeluje o spokój i rozwagę, aby nie popełnić na tym etapie żadnego błędu.
Mariusze Kamiński skrzętnie reżyseruje cały scenariusz działania.
Kamiński wie, że jest to jego jedyna szansa, aby uchronić się przed więzieniem. Dowody zebrane przez prokuraturę i postępowania sądowe, choć sprytnie opóźniane przez Kamińskiego, idą w jednym kierunku.
Sprawa dotyczy afer wyreżyserowanych przez Mariusza Kamińskiego w stosunku do Andrzeja Leppera (Sex Afera, Afera Gruntowa) na polecenie Zbigniewa Ziobro i Jarosława Kaczyńskiego.
Jak wiemy, dyskredytacja, a następnie osaczenie jednej z najważniejszych wtedy osób w Państwie – Andrzeja Leppera, zakończyło się jego tragiczną śmiercią (morderstwem).
Rozważają medium, w którym opublikują taśmy. Na rozmowy zapraszają Michała Lisieckiego, właściciela PMPG i WPROST.
Na Michała Lisieckiego mają wystarczająco dużo haków z jego przeszłości, aby był odpowiedni do tego działania.
Kaczyński nie obawia się tych haków pokazać.
REALIZACJA UMOWY Z KACZYŃSKIM
Zaraz po objęciu władzy przez PiS, prezes Jarosław Kaczyński dotrzymuje słowa.
Młodziutka Aleksandra Dołhan, 24-letnia narzeczona (teraźniejsza żona Piotra Nisztora) otrzymuje lukratywne posady jednocześnie w kilku spółkach Skarbu Państwa.
Otrzymuje jednocześnie trzy posady w spółkach kontrolowanych przez państwo: dwie posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej PGZ (sic!), mając dostęp do informacji niejawnych bez żadnego przeszkolenia, ale także miejsce w Radzie Nadzorczej PZU Centrum Operacji S.A.
Dołhan otrzymuje wysokie wynagrodzenia oraz wysokie nagrody pieniężne za rzekome wybijające się kompetencje.
24-letnia narzeczona Piotra Nisztora (bez wymaganych kompetencji) miesięcznie potrafiła zarobić więcej niż słynna asystentka prezesa NBP Adama Glapińskiego!
Książki Piotra Nisztora sprzedają się jak świeże bułeczki, bo w znacznych ilościach są zakupywane właśnie przez spółki Skarbu Państwa.
Często jest również zapraszany jako wykładowca oraz panelista, gdzie za swoje wystąpienia dostaje oczywiste dla wszystkich wynagrodzenia.
Także ojciec Piotra Nisztora – Zdzisław Nisztor otrzymuje pracę jednocześnie w PZU Armatura Kraków i w Energa – ZEP Centrum Wykonawstwa.
Janusz Piechociński na prośbę Piotra Nisztora, zażądał bezkarności dla osób, które organizowały nagrania.
Jan Bury nigdy nie zorientował się, że dziennikarz pracował na kilka frontów.
PIOTR NISZTOR
Ponad 6 000 godzin rozmów i ponad 1600 spotkań najważniejszych ludzi w państwie, polityków, biznesmenów, funkcjonariuszy publicznych, ludzi służb i dziennikarzy.
Warszawski Sąd Okręgowy który skazuje Marka Falentę na dwa i pół roku więzienia otrzymał jedynie 700 godzin nagrań rozmów z około 90 spotkań.
Co stało się z wyciekiem takiej ilości nagrań? I gdzie znajdują się sex taśmy z warszawskich burdeli nazywanych elegancko klubami nocnymi HUSTLER i VEGASCLUB?
CDN.
Bogdan Węgrzynek
submitted by BlackDevil13 to u/BlackDevil13 [link] [comments]


2019.09.10 20:58 Zacny_Los Neuropa: "Sukces" proepidemików: Ponad 1000 zachorowań na odrę od początku roku

Neuropa:
Od początku 2019 do końca sierpnia w Polsce mieliśmy 1360 zachorowań na odrę [1]. W tym samym okresie w latach 2001-2018 W SUMIE było 986 zachorowań. Czyli ten rok miał 40% więcej zachorowań niż poprzednie 18 lat razem wziętych. To wspaniały “sukces” proepidemików. Bo, nie łudźmy się. O to chodzi w działalności osób nawołujących do rezygnacji ze szczepień. O powrót chorób, o których zdążyliśmy już zapomnieć.
Ale ponad tysiąc zachorowań naszym anty-szczepionkowcom nie wystarczy. Ich ambicje sięgają znacznie dalej. Ich stowarzyszenie ogłosiło ostatnio, że na listach Konfederacji wystawia aż 41 kandydatów [2]. OK, wiemy, że w większości to nie są miejsca biorące ale to oznacza, że, jak już kiedyś przewidywaliśmy [3], znajdą się siły polityczne, które chcą zagospodarować potencjał proepidemików, żeby pozyskać głosy w wyborach. O ironio, przynętę złapali narodowcy, którzy powinni, przynajmniej teoretycznie, troszczyć się o bezpieczeństwo polskich dzieci, ale jak widać nie jest to dla nich priorytetem.
Obecna fala zachorowań jest związana z ogromną epidemią odry na Ukrainie (od 2017 - 115 tys. zachorowań i 40 zgonów [4]). Oczywiście ukraińska epidemia jest również związana z niedostatecznym poziomem szczepień, czego efekt był dodatkowo wzmocniony przez wojnę z Rosją. Ale bez wydatnej pomocy naszych rodzimych proepidemików, skala zachorowań w Polsce byłaby znacznie mniejsza. Lata szerzenia kłamliwej propagandy na temat szczepionek dały efekt.
Podśmiewanie się z głupoty proepidemików jest oczywiście satysfakcjonujące i kuszące ale ich strategia siania strachu i wątpliwości jest, obiektywnie patrząc, skuteczna. Rodzice małych dzieci są podatni na tego typu retorykę, a teksty proepidemików i ich argumenty są skrojone właśnie pod takiego odbiorcę, co doprowadziło w ostatnich latach do drastycznego wzrostu unikania szczepień [5]. Stąd całe pokolenie dzieci jest teraz zupełnie nieodporne na odrę i stanowi potencjalne zagrożenie epidemiologiczne. Parafrazując powiedzenie: kto sieje strach przed szczepionkami, zbiera żniwo choroby i śmierci. Nie zapominajmy o tym.
#neuropapolska
https://preview.redd.it/cowrvqnddtl31.png?width=960&format=png&auto=webp&s=a3f6d197fda4019628d9e0bfb3144e7737c1291c

Bibliografia:

[1] http://www.rynekzdrowia.pl/.../NIZP-PZH-od-1-stycznia-do... [2] https://donotlink.it/http://stopnop.com.pl/wybory/ [3] https://www.facebook.com/.../a.81847.../1571549569657247/... [4] http://outbreaknewstoday.com/ukraine-reports-40th.../ [5] https://www.facebook.com/.../a.81847.../1684085581736978/...

Źródło:

https://www.facebook.com/neuropa/photos/a.818479011630977/1878864505592417/?type=3&theater
submitted by Zacny_Los to Polska [link] [comments]


2019.07.21 14:54 Bifobe Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych [artykuł z "Dziennika Gazety Prawnej"]

Dopłaty do pensji, czyli wszystko, byle nie podwyżki podatków dla najbogatszych
Gdy wolnorynkowy profesor ogłasza program redystrybucyjny wart 30 mld zł, wiesz, że coś się dzieje. Polscy liberałowie skręcili ostatnio w kierunku socjalnym, czego symbolem jest to, że program gospodarczy PO „Niższe podatki, wyższe płace” zaprezentował na konwencji prof. SGH Andrzej Rzońca z Forum Obywatelskiego Rozwoju (jest też głównym ekonomistą PO). Poza tradycyjnymi postulatami redukcji obciążeń fiskalnych i ułatwienia życia przedsiębiorcom pojawił się też pomysł co najmniej nietypowy dla tego środowiska: subwencjonowanie najniższych pensji. Jak można się było spodziewać, propozycja została szybko obśmiana w prawicowych mediach. Portal wPolityce.pl nawet nazwał prof. Rzońcę „sztukmistrzem” i zapewne nie był to komplement. Autorów programu gospodarczego PO zaskoczyć mógł jednak fakt, że pomysł dopłat do wynagrodzeń nie spotkał się też z akceptacją lewej strony sceny politycznej. Lider Lewicy Razem Adrian Zandberg napisał w „Super Expressie” wprost: „Jest to bardzo korzystne dla właścicieli firm i bardzo kosztowne dla państwa”. No ale jak to, Platforma chce rozdać biednym pracującym 30 mld zł, a ci dalej kręcą nosem? Tym lewakom normalnie nie da się dogodzić.
Po radę do noblisty
Jednym z kluczowych elementów programu „Niższe podatki, wyższa płaca” ma być tzw. premia za aktywność, którą otrzymają zarabiający mniej niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie nie więcej niż 4,5 tys. zł brutto. Nie jest jeszcze sprecyzowane, w jaki sposób ten bonus byłby wypłacany. Jedną z opcji jest comiesięczny zwrot części zapłaconych podatków i składek przez urząd skarbowy. Jeśli uwzględnić jeszcze inne rozwiązania zaproponowane przez PO, czyli powszechne obniżenie PIT i składek do 35 proc. kosztów pracy, to osoba pracująca za pensję minimalną dostałaby dodatkowe 600 zł. A zatem zgarnęłaby na rękę kwotę brutto przewidzianą w swojej umowie. Propozycja PO ma dotyczyć tylko umów o pracę, co według prof. Rzońcy przyczyni się do upowszechnienia etatów. Ekonomista Platformy wychodzi więc z założenia, że pracujący na umowach cywilnoprawnych sami wybrali taką formę zatrudnienia, a to co najmniej dyskusyjna teza.
Wbrew pozorom pomysł dopłat dla najmniej zarabiających nie jest czymś zupełnie nowym. Idea ta pojawia się w debacie ekonomicznej co najmniej od lat 90. ubiegłego wieku, gdy Edmund Phelps (noblista z 2006 r.) opublikował książkę „Rewarding Work” (w Polsce wydana w 2013 r. jako „Płaca za pracę”), w której przedstawił autorską koncepcję dofinansowywania najgorzej płatnych stanowisk. Dopłaty do miejsc pracy nie są więc czymś z pogranicza magii i czarów, jak twierdzi prawica. Równocześnie trudno uznać je za rozwiązanie akceptowalne dla ekonomicznej lewicy.
Praca lepsza od bezrobocia
Phelps to człowiek bardzo inteligentny, więc nie przymyka oczu na ewidentne fakty gospodarcze. Zauważył on m.in., że od lat 70. do 90. płace pracowników niewykwalifikowanych zaczęły szybko spadać względem pozostałych grup zawodowych. Przepaść dzieląca zarobki tych pierwszych i krajową medianę stała się tak duża, że przestali oni uczestniczyć w życiu gospodarczym na równych prawach. Stali się odrębną klasą. Phelps nie uważa, że wynika to z jakiegoś błędu amerykańskiego modelu liberalnego czy rosnącej władzy pracodawców wobec pracowników. Uznaje arbitralnie, że sytuacja jest efektem postępu technologicznego, w następstwie którego dobrze wykształcona część społeczeństwa potrafi generować tak dużą wartość dodaną, że jej płace szybko oddalają się od zarobków gorzej wyedukowanych. Inaczej mówiąc – względne wynagrodzenia biednej klasy pracującej spadają z powodu jej niskiej produktywności.
Słabo płatne i mało wydajne miejsca pracy mają jednak wartość społeczną, gdyż zatrudnienie jest zawsze lepsze niż bezrobocie. Ludzie pracujący stoją na własnych nogach, a długotrwale bezrobotni wpadają w psychologiczne koleiny, które bywają źródłem patologii. Warto zatem te nisko płatne miejsca pracy utrzymać, nawet za cenę publicznych subwencji. Phelps zaproponował system dopłat do godziny pracy: np. osoba zarabiająca w 1997 r. 4 dol. na godzinę otrzymywałaby jeszcze 3 dol. premii. Do stawki 5 dol. na godzinę przewidziana byłaby dopłata w wysokości 2,29 dol. Dofinansowanie spadałoby wraz z każdym kolejnym dolarem od pracodawcy, a więc pracownik wciąż miałby motywację, by starać się o podwyżkę. Na przykład gdyby jego wynagrodzenie z umowy wzrosło z 7 do 8 dol., to jego realne zarobki poszłyby w górę o pół dolara na godzinę. Podwyższenie najniższych płac mogłoby też przyczynić się do zwiększenia aktywności zawodowej i zatrudnienia wśród osób niewykwalifikowanych, które zachęcone atrakcyjniejszymi pensjami wracałyby na rynek pracy.
Dwie dekady spóźnienia
Według Phelpsa, gospodarczego liberała, takie rozwiązanie byłoby znacznie skuteczniejsze od pozostałych opcji. Przede wszystkim od płacy minimalnej, która głęboko ingeruje w rynek (notabene PO zamierza „uniezależnić ją od decyzji polityków”). Nie można bowiem płacić za pracę mniej nawet wtedy, gdy jej produktywność jest niższa. Co – zdaniem amerykańskiego ekonomisty – wiąże się z ryzykiem likwidacji najsłabiej płatnych posad, czyli zwiększenia bezrobocia wśród niewykwalifikowanych kadr. Phelps jest również przeciwny obniżaniu stawek podatkowych od niskich wynagrodzeń. Zgodnie z mechanizmem progresji te obniżone stawki płaciliby także ci, którzy zarabiają doskonale, dopóki nie przekroczą kolejnego progu. Potrzebny byłby zatem równoczesny wzrost stawek w górnych rozkładach dochodu. Mówiąc wprost – wyższe opodatkowanie najlepiej zarabiających. Co, jak twierdził Phelps, „miałoby poważne konsekwencje dla poziomu wysiłku, oszczędzania, inwestowania oraz przedsiębiorczości”.
Narracja PO związana z programem „Niższe podatki, wyższe płace” jest wręcz kalką argumentów amerykańskiego noblisty. Tak jak on, Platforma liczy, że premiowanie pracy – nawet jeśli jest to praca za bardzo marne pieniądze – wpłynie na zwiększenie aktywności zawodowej. Politycy i eksperci tej partii jak ognia wystrzegają się hasła podwyżki opodatkowania najlepiej zarabiających, która mogłaby sfinansować ich program gospodarczy. Phelps bez wątpienia by takiej postawie przyklasnął. Był przekonany, że w długim okresie jego propozycja sfinansuje się sama dzięki zwiększeniu liczby pracujących, a więc również wpływów podatkowych.
Świetnie, że liberalne centrum przestało powtarzać jedynie zaklęcia dogmatyków o uwalnianiu przedsiębiorczości i znoszeniu obciążeń, a sięgnęło do argumentów ekonomisty o dosyć otwartym umyśle. Szkoda tylko, że chodzi o pomysły głęboko osadzone w latach 90., które wyrażają klimat intelektualny tamtej epoki (Joseph Stiglitz opisał ją w książce pod znamiennym tytułem „Szalone lata 90.”).
Trzy przesądy
Po pierwsze, jest już dosyć oczywiste, że zarobki nie są tylko odzwierciedleniem produktywności danego stanowiska, ale również pozycji negocjacyjnych pracownika i pracodawcy. Ten drugi płaci najniższą stawkę, na jaką zgodzi się ten pierwszy, nawet jeśli praca obiektywnie jest warta o wiele więcej. W okresie 1973–2014 realne wynagrodzenia godzinowe w USA wzrosły o 9 proc., a wydajność o… 72 proc. Jeśli pracodawca ma tylko taką możliwość, to będzie płacił zatrudnionym najmniej jak się da.
Po drugie, podniesienie płacy minimalnej nie musi się wiązać ze wzrostem bezrobocia. Równie dobrze może spowodować podwyżkę cen za usługi świadczone przez pracowników niewykwalifikowanych lub ograniczenie zysków firm, które ich zatrudniają. W latach 2015–2019 mieliśmy w Polsce do czynienia z bezprecedensowym, prawie 30-procentowym wzrostem wynagrodzenia minimalnego. Mimo to w maju 2019 r. zanotowaliśmy najniższe bezrobocie w historii – 5,5 proc. Stopa zatrudnienia w ubiegłym roku również pobiła krajowy rekord, sięgając 67 proc. (według OECD).
Wreszcie po trzecie, nie ma żadnych dowodów na to, że progresja podatkowa zniechęca do większej aktywności zawodowej. Dziwnym trafem wśród czterech krajów UE, które mają najwyższe zatrudnienie, aż trzy należą do krajów z najwyższą maksymalną stawką PIT – mowa o Szwecji, Danii i Holandii (we wszystkich jest to powyżej 50 proc.). Czwarty z krajów o najwyższym zatrudnieniu, Niemcy, skrajną stawkę PIT ma nieco niższą (45 proc.), ale i tak dużo wyższą niż Polska.
Progresja ma wielkie oczy
Najniższe płace wciąż są u nas olbrzymim problemem – wielu pracujących nie jest w stanie się za nie utrzymać. W 2017 r. 10 proc. zatrudnionych Polek i Polaków było zagrożonych ubóstwem, tymczasem w Czechach jedynie 3,5 proc. Jednak dopłaty do niskich pensji nie są rozwiązaniem. Wręcz przeciwnie, tylko usankcjonują biedapłace. Firmy dostaną sygnał: „Możecie płacić mniej, państwo dofinansuje niskie wynagrodzenia, w końcu to nie wasza wina, że produktywność waszych pracowników jest taka słaba”. Zamiast więc skłaniać pracodawców do inwestycji, które zwiększają wydajność i pozwolą utrzymać zyski przy rosnących płacach, wspólnie pomożemy im zachować biznesy oparte na biedapensjach.
Tymczasem nie ma żadnego powodu, by wprowadzać skomplikowany mechanizm subwencji, w oparciu o który skarbówki miałyby robić comiesięczne przelewy określonej grupie pracowników. Wystarczy wprowadzić silną progresję podatkową, która automatycznie przełoży się na wzrost pensji netto najmniej zarabiających. Oczywiście na obniżeniu PIT od niższych płac skorzystają też ci bardzo dobrze wynagradzani, dlatego równocześnie należałoby podnieść stawki od wyższych dochodów. Silna progresja podatkowa byłaby prostsza, nie zahamowałaby wzrostu płac, a pracownicy niewykwalifikowani nie czuliby się jak osoby specjalnej troski, których praca musi być specjalnie subwencjonowana z budżetu. Problem w tym, że dla polityków, którzy intelektualnie wciąż tkwią głęboko w latach 90., podatek progresywny to zło w czystej postaci. Wszystko, byle tylko nie podwyższyć podatków najbogatszym.
Autor: Piotr Wójcik Źródło (paywall): https://edgp.gazetaprawna.pl/e-wydanie/56853,19-lipca-2019/69220,Dziennik-Gazeta-Prawna/699797,Doplaty-do-pensji-czyli-wszystko-byle-nie-podwyzki-podatkow-dla-najbogatszych.html
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2018.12.19 18:06 Gazetawarszawska Żydzi chcą bezkarności przy grabieży polskich kościołów.

„Lud shalom'u” chce ścigania i karania obrońców katolickich świątyń w Polsce. Żydzi chcą koniecznie napić się tej polskiej krwi, stygmatyzować to przestępstwo popełnione przeciwko żydowskim wampirom — tak chcą, bo tak muszą. Po żydowskim rozgrabieniu majątku ruchomego, po makabrycznym zadłużeniu tak instytucjonalnym Polski, jak i prywatnym Polaków, po dosłownej eksterytorialności w „w miejscach żydowskiego męczeństwa” oraz na niezliczonych budowach deweloperskich będącymi faktycznymi miniizraelami, żydzi zajmują teraz polskie kościoły – to ostanie enklawy czegoś, co kiedyś było Polską.
Robią to coraz bezczelniej, są przy tym absolutnie bezkarni.
Jan Paweł II wypędzając Karmelitanki z ich klasztoru na Żwirowisku w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, zdradziecko otworzył żydom bramy Polski, polskich miast i wsi, polskich domów. Tam w Oświęcimiu rozpoczęła się ta obecna, kolejna już polska zagłada, a jej ojcem jest Karol Wojtyła, posoborowy święty Jan Paweł II. Polacy nic jednak nie zrobili, aby przewrócić porządek Boży w tym klasztorze, a skutkiem tej bierności bluźnierstwo Wojtyły spadło na cały naród przekleństwem utraty państwa i domów, wypędzeniem – Pan Bóg zdjął płaszcz ochronny z Polski i Polaków.
Bo zdrada Chrystusa dokonana przez Jana Pawła II, zdrada cichych Karmelitanek Bosych, stała się naszą zdradą i naszą winą, jest naszym grzechem pierworodnym naszej demokracji i wolności. To, co dzieje się teraz z Polską i Polakami jest skutkiem tamtej zbrodni Jana Pawła II, której konsekwencje teraz spadły na Polskę. Bo tolerowane grzechy władców zawsze spadają na barki narodu, który takich przestępczych despotów i zdrajców toleruje. Bo każdy naród ma moc od Pana Boga, aby takiego przestępczego władcę obalić, a jeśli tego nie robi, to znaczy, że się z nim zgadza.
Polacy zgodzili się na hańbę w Oświęcimiu i teraz otrzymują sprawiedliwą zapłatę.
Rabini będą nachodzić polskie kościoły, przerabiać je na miejsce kultu diabla, od którego to ojca pochodzą, a katolicy będą siedzieć cicho. Niedługo, krok po kroku, krucyfiksy zostaną usunięte, a rozmodlony lud polskich moherów, przekraczając próg takich byłych katolickich świątyń, będzie zakładał jarmułki na głowy. W końcu proces jarmułkowy już się dawno zaczął, bo te piękne polskie pawie, typu „Bractwa Kurkowe” i inni umundurowani patrioci już od dawna wchodzą do kościołów – żeby się modlić podczas mszy – w czapach na głowach (diabelskie bydło).
W lubelskiej Bazylice stała się rzecz straszna: Rabin targnął się na Chrystusa...... a w Polsce panuje cisza. W tej sprawie milczy cały kler, milczą mohery, którym różaniec nie wypada z ręki.
A co ciekawe, na temat zaboru Bazyliki przez rabina milczy zgodnie cały internet prawicowo-nacjonalistyno-patriotyczny! Patrioci na YT, którzy chętnie dzielą włos na czworo w innych sprawach, tu teraz milczą, milczy Facebook, Twitter i niezliczone blogi. Daje to niewątpliwie świadectwo rasowego pochodzenia tamtych mentorów.
Biada!
Red. Gazeta Warszawska
000000000000000000000000000000000000
"Wypałować tych bandziorów". Antysemicki atak na arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co robi prokuratura?
Alina Pospischil18 grudnia 2018 00:00
Arcybiskup Grzegorz Ryś (fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta)
Prokuratura namierzyła serwer internetowej "Gazety Warszawskiej". Znany z antysemickich treści portal we wrześniu nawoływał do pobicia arcybiskupa Grzegorz Rysia i rabina Boaza Pasha. Drugiej z tych osób groził śmiercią. Sprawę ujawniła "Gazeta Wyborcza".

Metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś i rabin Boaz Pash z Jerozolimy byli gośćmi debaty dwóch ambon pt. "Przełom czasu w judaizmie i chrześcijaństwie”, która odbyła się w bazylice oo. Dominikanów w Lublinie 27 września.

„Dominikanów wypędzić z Lublina”

Dwa tygodnie przed wydarzeniem debatę potępił antysemicki portal "Gazeta Warszawska". Wezwał czytelników do reakcji: „Czy polscy katolicy w Lublinie, a i chyba w całej Polsce, upadli tak nisko, że na to pozwolą?” - napisano w artykule, który w zdecydowanej większości negatywnie odnosił się do postaci arcybiskupa Grzegorza Rysia.
Powodem miało być jego uczestnictwo w obchodach likwidacji getta żydowskiego w Łodzi, podczas których przyznał, że Zagładę w dużej mierze stworzyli ludzie wychowani przez Kościoły chrześcijańskie. „Tego bydlaka nie wolno tolerować, no chyba że los Polski jest nam obojętny. Należy desakralizować ubiór biskupi Rysia poprzez zerwanie łańcucha z krzyżem i koloratki. Wziąć pały, wypałować tych dwóch bandziorów, dominikanów wypędzić z Lublina! Banicja!!!” - grzmiała redakcja portalu gazetawarszawska.com. Artykuł wciąż jest dostępny na stronie.
Czytaj także:Antysemicki atak i groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Co na to prokuratura?
Na groźby w internecie natknęli się organizatorzy wydarzenia. Poprosili o pomoc policję. Sprawą zajął się działający przy Urzędzie Miasta Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Debata w bazylice odbyła się w towarzystwie ochraniających ją policjantów.
„Gazeta Wyborcza” powiadomiła o wszystkim prokuraturę i opisała sprawę. Artykuł spotkał się z dużym odzewem. - Nienawiść wobec abp. Rysia i rabina Pasha jest odrażająca, to grzech przeciw Bogu i bliźniemu - oświadczył ks. Paweł Rytel-Andrianik, przedstawiając stanowisko Konferencji Episkopatu Polski. W geście solidarności z uczestnikami debaty na wydarzenie przyjechał z Płocka biskup Marek Babi z Kościoła Mariawitów. Sama dyskusja przebiegała bez zakłóceń.

„Rabin musi zginąć”

Dzień po debacie na portalu gazetawarszawska.com opublikowano kolejne kontrowersyjne treści. Autor artykułu pt. "Rabin Boaz Pash musi zginąć" stwierdził, że rabin poprzez swoją obecność w bazylice chciał „uderzyć Pana Jezusa Chrystusa w twarz”. „Jeżeli rabin Boaz Pash przekroczy próg Bazyliki jako żyd sakralny, to musi zostać stracony z woli Boga Ojca Najwyższego w Trójcy Przenajświętszej Jedynego” - czytamy w tekście, pod którym nikt się nie podpisał. Tak jak w przypadku każdego artykułu na stronie gazetawarszawska.com, zamiast nazwisk widnieje podpis „redakcja”.
5 października policja wszczęła dochodzenie. Przesłuchano lubelskich dominikanów, rabina i kanclerza metropolity, a także autorkę artykułu w „Gazecie Wyborczej”. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Lublin-Południe.

Serwer w Toronto

Postępowanie dotyczy czynów z artykułów 255 (par. 1 i 2), 256 (par. 1) i 257 kodeksu karnego. Chodzi o „publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różni narodowościowych i wyznaniowych” wobec rabina, łódzkiego metropolity i lubelskich dominikanów oraz „publiczne nawoływanie do popełniania zbrodni pozbawienia życia rabina Pasha, a także występku pobicia rabina i arcybiskupa Rysia” i „publiczne znieważenie słowami pogardliwymi rabina i arcybiskupa z powodu ich przynależności narodowej i wyznaniowej”.

Czytaj także:"Rabin Boaz Pash musi zginąć" - coraz ostrzejsze groźby portalu "Gazeta Warszawska". Dlaczego prokuratura działa tak wolno?
Prokuratura nie ma łatwego zadania w dotarciu do autorów artykułu w „Gazecie Warszawskiej”. Strona działa na zagranicznym serwerze. - Według wstępnych ustaleń, domena została sprzedana przez firmę z siedzibą w Toronto w Kanadzie - informuje Katarzyna Czekaj, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.
Podjęto już czynności mające doprowadzić do zaangażowania strony kanadyjskiej. - To pomoże w ustaleniu danych osobowych właściciela lub użytkownika oraz administratora domeny. Czekamy na odpowiedź, która warunkuje dalszy tok postępowania - wyjaśnia prokurator.
Jeżeli uda się namierzyć autora tekstu, będzie groziła mu kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Inne dochodzenia zawieszono

Nie tylko „Gazeta Wyborcza” poinformowała o sprawie prokuraturę. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wpłynęło też m.in. ze stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita” zajmującego się zwalczaniem antysemityzmu i ksenofobii. Organizacja nie pierwszy raz interweniowała w sprawie treści na stronie gazetawarszawska.com.
Groźby karalne wobec arcybiskupa Rysia i rabina Pasha. Episkopat wydaje oświadczenie. A co robi prokuratura?
- 15 listopada 2014 roku portal zamieścił artykuł: „Wojna Marszu Niepodległości a Żydzi” oskarżający osoby pochodzenia żydowskiego o masowe zbrodnie na Polakach i przedstawianie ich jako zagrożenie. Dochodzenie zawieszono bez podania przyczyn, ale podejrzewam, że powód tkwi w niemożliwości ustalenia osób redagujących tę stronę - przyznaje Damian Wutke, sekretarz zarządu stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”.
Inne zgłoszenie „Otwartej Rzeczpospolitej” dotyczyło zaprzeczania holocaustu. Jesienią 2017 roku w serwisie pojawiło sformułowanie: "Nie ma żadnego dowodu na mord 600.000 Żydów w Bełżcu, ani jednego niemieckiego dokumentu. Nie znaleziono żadnych masowych grobów, ani popiołów po zamordowaniu 600.000 [osób] i spaleniu ich. Nigdzie nie znaleziono komór gazowych". Śledztwo zostało umorzone przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Nie znaleziono znamion przestępstwa.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu
106b7 18.12.2018, 09:15 Jeśli tak zwana gazeta warszawska występuje przeciw kościołowi katolickiemu i przeciw Żydom (a przypomnijmy, że Jezus był Żydem, podobnie jak całkiem spore grono świętych) to albo są to fundamentaliści albo moskiewskie komuchy. Albo jedno i drugie, bo coś mi się zdaje, że bandziory islamskie są finansowane przez ....
obds 18.12.2018, 09:13 Zadziwia mnie, ilekroć na stacji benzynowej w kiosku czy supermerkecie widzę tego antysemickiego szmatławca, który powinien być przez prokuraturę ścigany z urzędu, za rasizm, anmtysemityzm, propagowanie faszyzmu i zwyczajne fejknewsy. Będzie dla mnie znakiem powrotu do normalność kiedy nie będę widział w legalnym obrocie tej ... nie wiem, brak mi cenzuralnych słów dla tego czegoś.
larg7 18.12.2018, 09:33 Przeprowadźmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie Polskę marzeń Gazety Warszawskiej. Jeśli wszyscy, z którymi ta redakcja się nie zgadza lub jej się nie podobają mieliby zostać wypędzeni z kraju to ilu obywateli, "prawdziwych Polaków" zostałoby żeby pracować i np. utrzymywać emerytów ? Taka wyludniona Polska szybko by zbankrutowała i najpewniej utraciła niepodległość. A to oznacza, że Gazeta Warszwska jest jak najprawdziwszym wrogiem Polski. Czego należało dowieść.
Katoliccy faszyści w sutannach, największe zło
tad-tad18.12.2018, 11:22 Nic nie znajdą ,Ta opcja ma bardzo dużo zwolenników, gdyby ktoś zamieścił groźby karajne dotyczące naszych władców, to uwinęli by się w kilka chwil, ale ścigający mający w korzeniach i przekazach rodzinnych ''światłe '' nauki dotyczące żydów w Małym Dzienniku ,''prawdziwego'' Polaka Kolbe, nie będą nic robić wbrew swoim przekonaniom, przekonaniem Polaka ,Katolika, Antysemity,
catanga18.12.2018, 11:45 Strzelać bez ostrzeżenia... profilaktycznie...
http://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,24288290,wypalowac-tych-bandziorow-antysemicki-atak-na-arcybiskupa.html
bp Ryś powinien posłuchać tego i pomyśleć kogo zaprasza by Słowo Boże było głoszone. Dlaczego żydowski rabin???? i dlaczego w kościele i to katolickim??? czy mało jest kapłanów katolickich??? I czy bp Ryś jest jeszcze księdzem katolickim czy konwertytą na judaizm??? za dużo jest tego żydowskiego akcentu w Polsce i panoszenia się... Na debaty są sale konferencyjne i salki przy kościołach. Przecież żydzi nie nawidzili Jezusa, nie uznają Go jako Jedynego Mesjasza i Zbawiciela, więc co ma nam ten rabin do powiedzenia??????????? ZWIEDZENIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jake GV 2 months ago To zwodziciele wyslannicy diabla jeden z drugim nie sluchajcie tego jadu to wszystko pod przykrywka falszywego ekumenizmu chca wam wmowic ze Jedyny Król Pan i Znawca Jezus Chrystus jest tak zwanym mesajachem ten mesajach to nikt inny jak syn zatracenia antychryst wszystko ugrane Biskupie Rysiu zwodzisz wielu wilku w owczej skorze biada Tobie
katoliczka777 2 weeks ago Co za skandal. Żyd na ambonie. wróg Chrystusa na ambonie. Zwolennik Talmudu. Ryś sprzedał nas za krwawe srebrniki. Ludzie! Polacy! Opamiętajcie się. Nie dajcie się ogłupiać temu zwolennikowi sekt, muslimów i żydów.
Danuta Zgrzeba 2 weeks ago Nawet mycki nie zdjal przed NAJWYZSZYM NASZYM PANEM - zdrada na calego !!! podwazaja nasza inteligencje, wiemy, co planujecie, ale nie damy sie, szatanski talmud nie zwyciezy !!!
Prawda nas wyzwoli 1 month ago Pan pastor Ryś POWINIEN uważnie wysłuchać analizy i komentarza ks. prof. Guza do ksiązki "Zbawienie bierze początek od Żydów" konwertyty żyda Schoeman Roy H.wydanej przez s.s. Loretanki: https://www.youtube.com/watch?time\_continue=1&v=hhT\_l3MU-uo
katoliczka777 2 weeks ago Ryś won z katedry. Nie jesteś naszym biskupem. Won!
sławo mir 2 months ago kościół to nie miejsce na dyskusje od tego są świetlice, lub salki katechetyczne
strek323 2 months ago Co ten szatański pomiot robi w katolickiej świątyni?? W obowiązującym nas prawie kanonicznym z 1917 roku wyraźnie jest napisane że akatolicy mają zakaz wstępu do katolickich świątyń. Żydowska soborowa sekta antychrysta która podszywa się pod Kościół katolicki zwodzi katolików i plugawi miejsca święte.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Cztery przekleństwa rzucone na judaizm: Klątwę Drzewa Figowego, Klątwę Wydziedziczenia, Klątwę Pustki, Klątwę Bogobójstwa. ================================== Kiedy Jezus powiedział żydom, że ich królestwo zostanie im odebrane i oddane poganom to żydzi odpowiedzieli: „Boże uchowaj”. Ale przekleństwo obowiązuje. Kościół dziedziczy błogosławieństwo Boga a Synagoga została porzucona. To jest Klątwa Wydziedziczenia. Kiedy Jezus zbliżył się do drzewa figowego, symbolu Izraela, zobaczył On, że nie ma żadnego owocu na nim. Przeklął je i drzewo uschło. Kościół jest nowym Izraelem mającym wiele owoców a Synagoga jest uschniętym drzewem. Możecie to nawet ujrzeć na ich twarzach. To jest Klątwa Drzewa Figowego. Kiedy Jezus ujrzał Jeruzalem odrzucające Go jako Mesjasza to oświadczył: „Oto zostanie dom wasz pusty”. To Kościół ofiarowuje życie wieczne natomiast Synagoga nie ma niczego do zaofiarowania. To jest Klątwa Pustki. Kiedy Piłat pragnął uwolnić Jezusa to żydzi zawrzasnęli: „Ukrzyżuj Go! Krew Jego na nas i na syny nasze”. To jest Klątwa Bogobójstwa, która spada na każdego żyda z powodu zbiorowej winy ukrzyżowania Boga Wcielonego, Pana Jezusa Chrystusa. Sarah Silverman powiększa tę klątwę: (videoclip: „Każdy oskarża żydów o zabicie Chrystusa. I wówczas żydzi próbują przerzucić winę na Rzymian. Jestem jedną z niewielu osób, które wierzą, że to było zamierzone. Nie obchodzi mnie, dobra, mam nadzieję, że to żydzi zabili Chrystusa. Zrobiłabym to jeszcze raz. Zrobiłabym to pie…ny jeszcze raz bez namysłu”). Kogo Bóg porzuca w tego wstępują demony. Spójrzcie tylko w jej oczy. Wychwalanie judaizmu zyskuje aplauz, głosy i poparcie, zyskuje dobrą prasę. Ale według Jezusa doprowadzi was to do Piekła. WZYWAM WSZYSTKICH ŻYDÓW DO SKRUCHY I NAWRÓCENIA A KLĄTWY ZOSTANĄ COFNIĘTE. Ja się nawróciłem. Ale czemu nie oni? Brat Nathanael Kapner - żyd nawrócony na prawosławie
Marek Koralewski 2 months ago Życie to wieczne teraz , w którym możemy rozmawiać z Bogiem ...
Prawda nas wyzwoli 2 months ago https://janusz.neon24.pl/post/114658,szatanskie-sekty-zydowskie-rzadza-swiatem Dysputa Lwowska — druga dysputa publiczna, jaką sabbatajczycy podolscy odbyli z rabinami. Toczyła się ona miejsce w katedrze lwowskiej w okresie 19.VII-10.IX.1759. Z jej inicjatywą wystąpili sabbatajczycy, którzy latem 1758 złożyli w konsystorzu lwowskim odpowiednią suplikę w tej sprawie. Zgłaszali w niej, w imieniu Żydów „polskich, węgierskich, tureckich, mlatańskich i wołoskich”, gotowość chrztu domagając się jednak przedtem odbycia jeszcze jednej, po Dyspucie Kamienieckiej, dysputy publicznej z rabinami. Ich tezy brzmiały następująco: 1. Proroctwa wszystkich proroków o przyjściu Mesjasza już się spełniły. 2. Mesjasz był Bogiem prawdziwym, któremu na imię Adonaj, ten wziął ciało nasze i wedle niego cierpiał dla odkupienia i zbawienia naszego. 3. Od przyjścia Mesjasza Prawdziwego ofiary i ceremonie ustały. 4. Krzyż Święty jest wyrażeniem Trójcy Przenajświętszej i pieczęcią Mesjasza. 5. Każdy człowiek powinien być posłuszny zakonowi Mesjasza, bo w nim zbawienie. 6. Do wiary w Mesjasza Króla żaden przyjść nie może, jedno przez chrzest. 7. Talmud naucza, iż potrzebna jest krew chrześcijańska, a kto wierzy w Talmud, musi jej potrzebować.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Papież Pius XI, Mortalium Animos (#2), 6 stycznia 1928r.:” W tym celu urządzają, zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan, ba, nawet tych, którzy – niestety – odpadli od Chrystusa, lub też uporczywie przeciwstawiają się Jego Boskiej naturze i posłannictwu. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań,ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania.Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm. Z tego jasno wynika, że od religii przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.” (źródło: Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie, Nr. 2, Luty 1928, s.42-50, za www.opoka.org.pl ) Papież Pius XI, Mortalium Animos (#10):” Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich.
Dorka Ja 4 days ago Odsluchalam 3 czesci tego spotkania i musze przyznac, ze nic nie rozumiem....dla mnie to slowotok, z ktorego nic nie wynika. Jaki byl cel tego spotkania? Przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl: oswojenie katolikow z judaizmem. Byc moze sie myle i prosze pokornie o wytlumaczenie sensu tej debaty.
KAROLINA_23 11 5 days ago Zmartwychstanie juz bylo panie Rabinie I zbawienie jest tylko przez Jezusa Chrystusa Naszego Pana ! Czy ci ludzie ktorzy siedza w lawkach to katolicy ? Bsp Rys ty zdrajco do czego jeszcze sie posuniesz !!!! Jak mozecie obrazac naszego Pana Jezusa w jego Swiatyni !!! Poczytajcie Talmud moze zrozumiecie jak zydzi nazywaja naszego Pana I jego Matke Naj Marie Panne . Opamietajcie sie !!!!!!!
KAROLINA_23 11 5 days ago Zdrajca Rys !!!
Wojciech Laskowski 2 weeks ago Nie 5579, ale 5779. Pomyłka biskupa tylko o 200 lat.
Prawda nas wyzwoli 2 months ago Diabeł za plecami rabina: "istny Niemiec, sztuczka kusa..."

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.10.08 17:49 pc111019963 polish aergo

Zarząd AERGO

Phil Zamani, Hun Young Park, Roderik van der Graaf

Szefowie komisji
Won Kim, Jane Lee, Alison Shim

Doradcy
Eddie Alleyn, Vincent Zhou, Sinhae Lee, Riad Hartani

Wersja Alpha AERGO Chain ma zostać wydana w trzecim kwartale 2018 r. Planowana sieć ma się rozpocząć w czwartym kwartale 2018 r., Natomiast główna sieć powinna wystartować w Q1 2019 r.
Produkt
AERGO chce zaoferować protokół, na którym programiści mogą budować, a strony trzecie i przedsiębiorstwa mogą z nimi współpracować. Nacisk kładziony jest na bezpieczeństwo i skalowalność architektury chmury Blockchain. Protokół blockchain AERGO będzie open source i będzie się nazywał łańcuchem AERGO. Hub AERGO połączy dApps (aplikacje zdecentralizowane) z łańcuchem AERGO i zaoferuje publiczne i prywatne repozytoria. Aplikacje programowe, zasoby komputerowe i inne usługi dla AERGO Chain można nabyć na rynku AERGO.

AERGO oferuje inteligentny silnik kontraktowy z powszechnie używanym i popularnym językiem programowania SQL. Platforma została zaprojektowana w taki sposób, aby była bardzo łatwa w obsłudze dla programistów, bez konieczności uczenia się nowych języków programowania. Dodatkowo programiści mogą tworzyć łańcuchy boczne, które będą działały na niskich kosztach operacyjnych. Celem AERGO jest stanie się mostem łączącym sieci publiczne i prywatne.

AERGO planuje zastosować mechanizm konsensusu deterministycznego przekonanego pręta (DPOS).
Siła i możliwości

Rozwój platformy AERGO nie rozpoczyna się od zera. Zamiast tego wiele łańcuchów AERGO bazuje na COINSTACK, który został opracowany przez Blocko i jest już testowany przez klientów korporacyjnych.

AERGO chce umożliwić programistom budowanie na swojej platformie w powszechnie używanych językach programowania, takich jak SQL, C ++, Golang, JavaScript i Python. Jest to w przeciwieństwie do Ethereum, obecnie największej platformy inteligentnych kontraktów, która wymaga od programistów kodowania w Solidity. Jednak AERGO nie jest sam z takim podejściem, np. możliwe jest również zbudowanie na platformie inteligentnego kontraktu Neo z C, Java, JavaScript i Python.
Słabe strony i zagrożenia

AERGO koncentruje się przede wszystkim na korporacyjnej przestrzeni blockchain. Należy zauważyć, że Ethereum Enterprise Alliance ma już wiele dużych korporacji jako członków, w tym Microsoft, BP i UBS. Sojusz powstał w marcu 2017 r. I ma dziś znaczną przewagę nad innymi projektami pod względem przyjęcia blockchain w przedsiębiorstwach. Poza Ethereum Enterprise Alliance wiele innych znaczących platform blockchain, takich jak IOTA czy VeChain, stworzyło znaczące sojusze z przedsiębiorstwami.
Werdykt

W krótkim okresie solidny zespół, dobry pomysł, który jest już częściowo udowodniony przez Blocko i szeroka sieć doradców, są wskaźnikami sukcesu ICO. Doświadczenie Blocko w korporacyjnej przestrzeni blockchain będzie bardzo cenne na początku projektu AERGO. Należy sprawdzić, czy to wystarcza, by konkurować ze stworzonymi platformami blockchain, takimi jak Ethereum, w dłuższej perspektywie.
submitted by pc111019963 to u/pc111019963 [link] [comments]


2018.09.28 12:58 Tier161 Hej, komuchy, tak się spytam. Mogę jakoś zaszkodzić byłemu pracodawcy, chujom, mając na niego następujący 'dirt'?

A więc, nie wiem czy to w ogóle jest dirt czy by mnie wyśmiali w jakimś instytucie pracy czy cuś. ¯\(ツ)//¯ Ale here it goes.
Pracowałem w beznadziejnym hotelu, beznadziejnie mnie traktowali, a potem mając nadmiar ludzi mi wypowiedzieli umowę bez ostrzeżenia z dnia na dzień bo pewnie nie chcieli żebym na okresie pożegnalnym w zemście za zwolnienie był chamski dla klientów czy coś, cholera tam wie. Management oporowo toksyczny.
To było backstory. Sam dirt:
1) Kazali mi pracować na gastro bez książeczki i żadnych badań (Są zobowiązani prawnie trzymać nawet po tym roku księgi obecności i grafiki które pokazywały jawnie że pracowałem na gastro w tamtym okresie, prawda?)
2) Kazali nam oszukiwać partnerów biznesowych z którymi mieliśmy umowy. Przykład: Jest dzień w którym pokoje są drogie, a został 1 wolny. (W zależności od miesiąca i dnia wahały się ceny). Dzwoni firma z którą mamy umowę podpisaną że są stałym klientem i niezależnie od dnia i miesiąca, mają ten sam pakiet i tę samą cenę. Zawsze mi kazali wtedy kłamać że nie ma wolnych miejsc byle nie sprzedawać pokoju zbyt tanio. (Pamiętam niektórych z tych firm, mógłbym niby skontaktować się prywatnie i ostrzec ;_; )
2b) Jeśli w 'drogi' dzień został 1 pokój i dzwonił prywatny klient bez firmy, to miałem mu skłamać że został tylko pokój specjalny dla VIPów. Tak naprawdę był to zwykły pokój ale wrzucało się takiemu biedakowi kapcie i jakiś chyba koszyk z owocami. Zwyczajne oszustwo.
3) No hardkorowy mobbing. Ale na to nie mam żadnych dowodów poza świadectwem innych 2 typów. Asystentki manadżerki które były najbardziej agresywne, atakowały tylko facetów. Dziewczyny pracujące tam miały luz. U płci męskiej była rotacja pracowników co 2 dni. Ciągle ktoś odchodził a ktoś przychodził na rozmowę.
4) Bezpłatne nadgodziny na toksycznej mentalności "No nie zostaniesz 30 minut dłużej żeby BYĆ KOLEŻEŃSKIM I POMÓC? NIE SKOŃCZYŁEŚ SPRZĄTAĆ." -Asystentki. Kurwa mać, moja zmiana się skończyła.
Czy w ogóle mogę cokolwiek w tej sytuacji zrobić czy zagryźć zęby i się okazjonalnie wkurwiać jak wspominam te akcje? To było jakiś tam rok temu, wyjebali mnie chyba w październiku 2017 a pracowałem tam od lipca 2017.
Edyty: Update #1 dziękujemy Scypio - Zadzwoniłem do sanepidu. Złe wieści że mojej sytuacji nie mogą już rozpatrywać bo przestarzała, dobre że bardzo się zainteresowali moim zgłoszeniem i wyślą tam ,,Wściekłych inspektorów z pochodniami i widłami".
submitted by Tier161 to Polska [link] [comments]


2018.09.11 21:30 Gazetawarszawska Lech Wałęsa nie żyje - czyli życie po śmierci.

PUGNAE 21 MARCH 2018
""Nie żyje Lech Wałęsa" Wygląda na to, że niedługo rzeczywiście przeczytamy w Internecie takie i informacje typu ”z ostatniej chwili” lub podobne usłyszymy w telewizji.
Trzeba być ślepym, aby nie zauważyć ataków na Lecha Wałęsę, które nie mają faktycznie nic wspólnego z poszukiwaniem „prawdy”, ale ataki te muszą mieć inny cel - przypuszczalnie – tej prawdy ukrycie."
+++
Laudetur Iesus Christus
"Nie żyje Lech Wałęsa" Wygląda na to, że niedługo rzeczywiście przeczytamy w Internecie takie i informacje typu ”z ostatniej chwili” lub podobne usłyszymy w telewizji.
Trzeba być ślepym, aby nie zauważyć ataków na Lecha Wałęsę, które nie mają faktycznie nic wspólnego z poszukiwaniem „prawdy”, ale ataki te muszą mieć inny cel - przypuszczalnie – tej prawdy ukrycie.
https://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/638-lech-walesa-nie-zyje-czyli-zycie-po-smierci
Wałęsa jako prezydent RP był świadkiem wielu przestępstw, które mogą mieć znaczenie ogólno-światowe i z tego powodu Wałęsa musi być zlikwidowany. Tak to wygląda.
Trzeba się również liczyć z tym, że po zlikwidowaniu Lecha Wałęsy - jako świadka bezpośredniego - będą likwidowane jego dzieci, które mogą być podejrzewane o wiedzę pośrednią na temat faktów, które posiadł Wałęsa jako Prezydent. Zamachowcy – inspiratorzy tej hecy IPN – mogą się obawiać, że potomstwo Wałęsy może świadczyć nt. innych niewygodnych faktów, o których wiedzę posiadły bezpośrednio od ojca tj. Lecha Wałęsy.
Przypadek nagłego zgonu syna Lecha Wałęsy nie jest w niczym przypadkowy i musi być dość bezpośrednio związany z aferą teczkową szafy Kiszczaka.
+
Wielu jego (prezydenta) współpracowników tamtego okresu umarło w kwiecie wieku i to dość nieoczekiwanie, zabrali oni wiedzę o tych tajemnicach do grobu. Może nawet nie wiedzieli, że znają pewne fakty, które mogą mieć znaczenie i to o zasięgu światowym, a co teraz w ostatnich latach może być kluczowe, bo chodzi o terroryzm i to terroryzm bronią masowego rażenia. Bazy z tą bronią mogą być zainstalowane w Polsce. A cała infrastruktura, tajne umowy, sieć osób fizycznych oraz organizacji mogły być zainicjowane lub zbudowane w okresie tamtej prezydentury. Wszyscy, którzy coś mogliby w tej sprawie powiedzieć czy wskazać palcem, muszą być martwi.
Oczywiście może tu chodzić o coś innego: o podpis.
Tak właśnie - ta autentyczna heca z rzekomą autentycznością podpisu daje dużo do myślenia. Eksperci instytut Sehna może rzeczywiście dobrze zidentyfikowali wszystkie podpisy i wzory pisma jako „Wałęsy” i tu nie ma błędu. Ale to przecież nie oni wybierali sobie dokumenty do badania porównawczego. I może tak być, że badania są rzetelne, ale dokumenty wzorcowe nie pochodzą od Wałęsy, ale pochodzą od fałszerza – jednej osoby, która podstawiona przez SB podrobiła to wszystko. W takim wypadku rzetelność badań jest stuprocentowa z tym jednak, że dokumenty te pochodzą od Wałęsy fałszywego.
Tak KGB, jak UB trzymało w więzieniach niektóre osoby np. wysoko postawionych hitlerowców, aby za pomocą ich podpisów tworzyć od nowa stare dokumenty. Formularze były, pieczątki były i podpis za każdym razem był prawdziwy.
Tu właśnie - z tym podpisem Wałęsy - może również chodzić o sam podpis. Na bazie tej hecy w IPN stworzono legitymację dla fałszywego podpisu Wałęsy jako autentycznego, którym po śmierci Wałęsy można będzie podpisywać dokumenty państwowe: np. zobowiązania finansowe, za które trzeba zapłacić. Może tu chodzić o te 65 mld USD.
Kiedy Wałęsa umrze na serce lub wylew, nie będzie mógł niczemu zaprzeczyć, a podpis będzie prawdziwy, bo napisany oryginalną ręką fałszerza. Sprawa nie musi być bagatelna lub śmieszna, jeżeli przypomnimy sobie jęczenie żyda Szurmieja – dyr. Teatr Żydowski w Warszawie - który dwadzieścia lat temu, „broniąc” Polski przed żydami napadającymi na krzyż na Żwirowisku, wtrącał mimochodem, że te 65 miliardów nie trzeba płacić od razu - jak ich nie ma, ale można zapłacić później, „ale teraz trzeba coś podpisać”. Teraz trzeba coś podpisać. Mając swoistą kontrolę na podpisem Wałęsy, można tworzyć dokumenty państwowe z jego podpisem nawet długo po jego śmierci, oczywiście pod warunkiem, że podstawiony fałszerz żyje i ma się dobrze.
Lechu, czy nie lepiej było utrzymywać się z wygranych w Totolotka? Po co było mieszać się do tej polityki?
Teraz chcą go zamordować, i to faktycznie nie wiadomo z jakiego powodu.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
03-II-2017
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.14 09:37 Gazetawarszawska Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE!

Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE!
https://preview.redd.it/3xofqvlmi0g11.jpg?width=864&format=pjpg&auto=webp&s=a8aeb89b6fd3a813ffa3776b74fd6e257bcaa6af
OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 12 JANUARY 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
Dzierżawca karuzeli w sezonowym wesołym miasteczku, pogromca i treser podwórkowych kotów, wielki strateg Jarosław Kaczyński, mianowaniem żyda Morawieckiego na premiera Polski, wykluczył siebie samego z gry politycznej. A dodatkowo położył kolejny milowy kamień na drodze do mordu naszej Ojczyzny i ludobójstwa na Polakach. A koniec tego marszu – degradacja i bezpowrotna zagłada Państwa i Narodu jawią się na nieubłaganie zbliżającym się horyzoncie.
Po strategicznym przekazaniu władzy w ręce Tuska w roku 2007, Kaczyński po dziesięciu latach - w roku 2017 - ponownie powtórzył ten manewr oddania władzy obcym, czym zakończył swój długi marsz malkontenckiej opozycji i krótkiej, chimerycznej władzy, rzekomej dobrej zmiany. Tym razem jest to już koniec samego Kaczyńskiego, co jemu samemu raczej nie mieści się głowie.
Bo faktycznie Morawiecki jako premier z Dudą jako prezydentem w ich "współpracy ponad podziałami", to otworzenie puszki Pandory, która to sytuacja bezpowrotnie odbierze władzę Kaczyńskiemu.
Jarosław Kaczyński to prosty polityczny oszust bez wstydu i sumienia. Jako doskonale wkomponowany w środowisko warszawski element żydokomuny do spółki z bratem, był od dziecka kontrolowalnym narzędziem żydostwa. Później jako dorosły został podrzucony w szeregi Solidarności, ale nawet z dobrą protekcją nie potrafił się jakoś wybić ponad przeciętną, bo wśród zwykłych autentycznych działaczy Solidarności niczym specjalnym się nie wyróżniał.
Dopiero wyniszczenie Solidarności przez masowe emigracje, a nawet skrytobójstwa, oczyściły krajobraz Okrągłego Stołu do poziomu miernot i żydów. I w takim upadlisku, kuroniów, michników geremków czy wałęsów osoby Lecha i Jarosława Kaczyńskich zaczęły być bardziej wyraziste swym mętnym migotaniem, a co mylnie przyjęto za blask gwiazd na niebie, no bo na bezrybiu to i rak ryba.
Tak jak Kaczyński nie ukradł żadnego księżyca, tak nigdy nie stworzył żadnego Porozumienia Centrum ani PIS. Cały byt polityczny obecnej Polski został skomponowany przez służby jak i agentury, a to podobnie do bytu innych ugrupowań: Unia Wolności, ZChN, kukizy, petru czy palikoty. Mechanizm jest prosty: W takie sztucznie stworzone monstra polityczne wsadza się później lub wcześniej fizyczne postacie, które mają się tam jakoś rządzić jako polityczni figuranci.
Tak było faktycznie przez cały okres PRL i po Okrągłym Stole. Do Solidarności – sztucznie stworzonej z polecenia KGB – wsadzono Bolka Wałęsę, do Unii Wolności nieudacznika Mazowieckiego, do ZChN - po pertulbacjach - Chrzanowskiego, który był mętem żydowskim podającym się za endeka…etc.
Tak partie polityczne, jak i ich liderzy, żyją sztucznie stworzonymi bytami i ich blask oraz żywość są uzależnione od woli twórców – tj. ich prawdziwych szefów pozostających w ukryciu - okoliczności zewnętrznych, czy talentów osobistych wybranych wodzów lub idoli, a podrzuconych na określone stanowiska. W końcu nie jest to nic specjalnego, bo obecny „nasz świat” jest faktycznie światem żydowskim, który na trupie narodów chrześcijańskich układa swoje puzzle i kombinacje, z kultem żyda jako boga.
Ta przestrzeń żydowskiego panowania pojawiła się wyraźnie w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie i - według rewizjonistów - była powodem schizmy wschodniej, a i później zachodniej. Schizma wschodnia oderwała Wschód od Kościoła, a dzięki czemu można było skuteczniej wprowadzić herezje luteranizmu, bo Kościół w Rzymie, osłabione papiestwo było już śmiertelnie ugodzone i nie potrafiło się bronić. A to aż w takim stopniu, że papieże szkodzili katolikom w krajach protestanckich.
To tak dalece, że np. nieliczni wytrzebieni katolicy w protestanckiej Anglii oskarżani byli przez żydów z Anglii o antysemityzm i takie oskarżenia zanoszono do Rzymu, gdzie papieże z powrotem strofowali swoich wiernych w Anglii. A których to - przecież najwierniejszych z wiernych - nawet nie starali się bronić przed terrorem protestanckim. O ile teorie konspiracji zawsze można odrzucić jako niedorzeczne, przy tłumaczeniu źródeł schizmy wschodniej i zachodniej, to fakt braku jakiegokolwiek wysiłku papieży na przestrzeni wieków, od rewolucji Lutra do Soboru Watykańskiego Drugiego celem obrony własnych wiernych w tych krajach, świadczy najdobitniej o tym, że animatorami tamtych zamachów na Kościół były ośrodki w samym sercu papiestwa. Terror i dyskryminacja katolików w krajach protestanckich ustały dopiero – formalnie, bo nie rzeczywiście – po Drugiej Wojnie Światowej. Np. w Szwecji dopiero od 1952 mogli obejmować stanowiska ważne społecznie – np. pracować jako nauczyciele.
Już w 1800 roku papież Pius VII powiedział dramatyczne słowa, że „...jest już za późno, zbyt długo milczeliśmy”. W 1832 Papież Grzegorz XVI nadal Carl `owi Mayer`owi Rothschild`owi order Świętego Jerzego. W zamian Rothschild nie pocałował Krzyża na papieskim bucie, ale jedynie papieża w rękę, czym wywołał wielkie wzburzenie wśród zebranych na audiencji u papieża.
W czasach nam bliższych Słodka Francja miała po wojnie swojego Bolka, a był nim gen. Charles de Gaulle i chociaż pięknie różnił się od Wałęsy tym, że używał w swych przemówieniach 1500 słów, podczas kiedy Bolek z Gdańska jedynie 66, to tak samo był zdrajcą swego narodu. I fakt wybicia się Francji na własną broń jądrową nie przysłania okropnych zbrodni, jakich de Gaulle dopuścił się wobec Algierii, którą zdradził w najbardziej nikczemny sposób, a narodowców francuskich zwalczających go wymordował.
Marionetkami byli już liczni papieże przed soborowi, wielcy politycy, prosty Wałęsa, obaj Kaczyńscy, Duda, a teraz Morawiecki.
Oczywiście społeczeństwa i narody toczą swe egzystencje wg. decyzji władz, czy podobnych organów, lecz ośrodki władzy faktycznie tam nie leżą. To tym bardziej w Polsce, która od okresu rozbiorów nie jest już państwem Polaków, a kolonią żydowską. Wspaniały okres międzywojenny cechujący się budowaniem prawdziwych polskich elit, bo inteligencji pracującej, zakończył się we wrześniu 1939. Od tamtego okresu odbywa się żydowska rzeź Polaków – i to na wszystkich frontach.
Paradoksalnie największa ochronę i fizyczną i duchową Polacy osiągnęli w okresie PRL. Gdzie mieli zapewniony jakiś byt socjalny, prawo do wykształcenia, granice państwa i prawną ochronę praw narodowych oraz wolność religijną kultu wyznania katolickiego. Demontaż tego wszystkiego zaczął Gierek, a zakończył Jaruzelski. Okres po Okrągłym Stole to jedynie bezustanne spuszczanie krwi z państwa i narodu.
Teraz jednak nastąpiła gwałtowna zmiana, która jest jeszcze silniejsza niż w roku oddania władzy Tuskowi z rąk Kaczyńskiego.
Na czy ta zmiana ma polegać?
Zanim przejdziemy dalej należy wyjaśnić nieco głębiej zasadę mechanizmu władzy żydowskiej nad Polską. Teraz można już takie wyjaśnienie zaryzykować, bo mimo wszystko wiele informacji dostaje się do ogółu i to co piszemy nie jest żadnym wariactwem chorej mitomanii, ale ma oparcie w jakiś tam powszechnie znanych faktach. Np. nie tak dawno jeden z tzw. „specjalistów od wizerunku” ujawnił w gazecie, że to on stworzył „.Nowoczesną” i Petru, a uczynił to w kawiarni, kiedy pił sobie kawę i rozmyślał.
Otóż jest to cała prawda na temat mechanizmu polskiego bytu politycznego od 1989 roku, a faktycznie pierwsze zręby tego systemu widoczne są bardzo wyraźnie w strajkach 1956, 1970, w Radomiu, czy w powstaniu Solidarności.
Wtedy byli to „agenci”, „prowokatorzy”, „doradcy”, „intelektualiści” – tak było. Ale od 15-20 lat system udoskonalił się i żadnych doradców czy prowokatorów już nie ma, czasy się zmieniają i na ich miejsce przyszli „specjaliści od wizerunku”.
„Specjaliści” są to elitarnie opłacani reklamiarze jakiejś organizacji, czy osób fizycznych. Błędnym jednak jest mniemanie, że są to specjaliści, którzy podlegają prawom rynku czy popytu. Że taki PR`owiec jak lepiej się stara, to jego klient idzie lepiej na rynku, giełdzie, czy w polityce.
Tak nie jest. W Polsce obecnej „specjalista od wizerunku” nie jest osobnym niezależnym graczem czy częścią organizacji, która otrzymała zlecenie na działania promujące i na tym koniec. Specjalista od wizerunku w obecnej Polsce to członek mafijnego mechanizmu grup przestępczych kontrolujących osoby prezydenckie, sądowe, rządowe, parlamentarne i partyjne.
Kontrola ta nie polega jednak, na szpiegowaniu przeciwnika i popieraniu swego zleceniodawcy, na płaszczyźnie jakiejś tam lepszej konkurencyjności. Może być zupełnie odwrotnie: zadaniem specjalisty od wizerunku może to być celowe pogorszenie wizerunku jego mandanta. Takie przykłady są niezwykle liczne, np. PO ma świadomie, celowo złą reklamę, a to po to, aby zła polityka PIS wyglądała na lepszą.
Ale nie tylko to. Specjalista od wizerunku okresu obecnego w Polsce to osobnik mający do swej dyspozycji faktycznie wszelkie atrybuty władzy politycznej w Polsce, ma dostęp do informacji tajnych i osób będących w stanie służby państwowej, jest członkiem grupy skrytobójców, a może i głównym zleceniodawcą mordu politycznego – również na swoim własnym mandancie, który mu płaci za pracę nad wizerunkiem - na swym zleceniodawcy. Specjalista taki będąc doradcą np. ministra, dyktuje mu postępowanie, które natychmiast jest należycie odzwierciedlone w odbiorze społecznym, echach politycznych tak krajowych, jak i zagranicznych, a wyniki badań popularności mówią takiemu ministrowi „prawdę”. Skutkiem czego taki funkcjonariusz państwowy, tenże minister nie postępuje wg. zasad sprawowania władzy czy własnego rozumu, ale według poleceń „specjalisty od wizerunku”.
Nie jest to żaden cud czy rezultat wysokiego poziomu zawodowego PR`owca. Ale jest to faktycznie rezultat ustawki. Ustawki tak jak w meczu piłki nożnej, gdzie wszyscy są ustawieni na wynik (bo ważna też bukmacherka), jedna drużyna, druga drużyna, sędziowie, a tylko kibice niczego nie pojmują.
Polska polityka to właśnie taka ustawka specjalistów od wizerunku kontrolujących: prezydenta, premiera, sejm, sądy i partie polityczne, a w okresie wyborów również PKW (Państwową Komisję Wyborczą).
Specjaliści od wizerunku kryją się za plecami czołowych polityków, sędziów i podobnych wysokich urzędników. Są podwójnie opłacani, raz płaci im formalny zleceniodawca, drugi raz wynagradza go tajny faktyczny szef – czyli są podwójnymi agentami. Tak uplasowani specjaliści dostają od swych zwierzchników faktycznych, tajnych zlecenia na określone wyniki popularności czy rezultaty wyborów do Sejmu lub na prezydenta. Ich zwierzchnikami, zleceniodawcami są formalnie drobne firmy paru-osobowe, a za którymi stoi cała hierarchia co raz to bardziej mglistych tajnych instytucji. Ta oficjalna mała firma przyjmuje oficjalne zlecanie od państwowego polityka na określone kroki zabezpieczenia wizerunku, a ta faktyczna ukryta, tajna decyduje o tym jak ta praca wizerunkowa ma faktycznie wyglądać. Czy wizerunek powinien być zmanipulowany na lepszy, czy też na gorszy.
Wyborcy najczęściej nie mają najbardziej zielonego pojęcia o tym, że zachowanie jakiegoś polityka jest wynikiem wyrachowania manipulacji specjalistów od wizerunku, którzy stojąc za nim faktycznie pociągają za sznurki. I że na takie cele są marnotrawione wielkie finansowe środki publiczne pochodzące i ich własnych podatków.
To te tajne ośrodki decydują o wynikach wyborów, które mają zapaść w przyszłości. Następnie specjaliści od wizerunków wg. danych zleceń, popularyzują określonego polityka, a drugiego ośmieszają: Petru na wyjeździe, Komorowski, Schetyna czy futerał na okulary Kaczyńskiego podczas kampanii wyborczej na prezydenta. Specjaliści nie konkurują ze sobą, ale grają we wzajemnie w otwarte karty - ten polityk ma być wywyższony, a tamten poniżony. Następnie biura badań opinii publicznej pokazują zamówione wyniki badań na popularność, a jak przychodzą wybory, to PKW pokazuje zamówione sfałszowane wyniki. Tam wszędzie są specjaliści od wizerunku i wszystko jest umówione. Jedno potwierdza drugie. A jeśli już zdarzy się, że coś jest trudne i nieszablonowe, tak jak np. Lepper, to taki polityk jest powieszony. Tu też podczas powieszenia „specjalista od wizerunku” był na miejscu w siedzibie Leppera.
Specjaliści są wszędzie, dokładnie tak było z ostatnimi wyborami do Sejmu i na prezydenta, były to zwykłe ustawki, gdzie czołowi politycy są marionetkami specjalistów od wizerunków. Wcześniej ustalono, że PIS ma wygrać, więc wysłano Tuska do Brukseli i PO puszczono samopas na pośmiewisko. Ustawką były również te dwa lata Beaty Szydło i wyniki ekonomiczne Morawieckiego. Bruksela do maximum podkręcała śrubę, ale i tak to wszystko było sztucznie wyolbrzymione w Polsce, aby móc lepiej uzasadnić cud Morawieckiego, który przyszedł i nagle wszystko się uspokoiło. A więc to dobra zmiana, a nawet lepsza.
+
Jednak najgorszy i najstraszniejszy jest cel tych wszystkich strachów, zmian i przetasowań: bo po co to i kto za tym stoi?
Chodzi tu o światowe żydostwo i Izrael, który to ośrodek dopuszcza się agresji przeciw Polsce. Polska już w średniowieczu została zadeklarowana przez żydów jako ich własność, z której trzeba usunąć Polaków, aby żydom żyło się jak u siebie – jako nowa Jerozolima.
I teraz, po wiekach żydowskiego terroru, sprowadzonych do Polski wrogów i wojen, po zniszczeniu widzialnego Kościoła, Polacy bez swoich elit, bez struktur społecznych, bez granic państwa, bez przemysłu, a z ogromnym nieujawnionym zadłużeniem, mają się zmierzyć z wysoko technologicznym i logistycznym najazdem żydostwa, a poprzedzonym najazdem imigrantów, bo u żydów zawsze tak jest, że nigdy nie idą w pierwszym szeregu.
Aby było tym gorzej, premierem zrobiono żyda, który jest ekonomicznym, gospodarczym mitomanem, który nigdy niczego kreatywnie nie wykonał. Jako dyrektor banku był typowym pracownikiem „dyspozycyjnym”, czyli wykonywał to – jako słup – co mu kazano, za co pobierał już 10 lat temu 480.000 PL/m-c. Za to bez skrupułów patrzył na grabieże bankowe, oszustwa i przekręty. Do czego zatem Morawiecki będzie zdolny jako premier? Ten bezwstydnik poszedł do Danielsa na prywatną kolację i tam z żydami z Izraela i polin układał plany polityczne. Taki bezwstyd nie był możliwy nawet w najgorszych okresach PRL.
Jeśli jest tak straszne to, co widać, to o ile gorsze jest to, co jest zakryte?
Duda już zapowiedział, że 100-lecie nieodległości „musimy obchodzić wspólnie”. W języku tego pachołka oznacza to, że w Święcie Niepodległości Polski będą brali udział żydzi. A to może zakładać formacje zbrojne Izraela w Polsce, które będą się bratać z polskim wojskiem, możliwe, że w trakcie pochodu 11 listopada np. Iran wystrzeli rakiety na Izrael i skutkiem błędu w nawigacji rakiet nie trafią one w instalacje rządowe, ale al-Aqsa w Jerozolimie i sytuacja stanie się nagle napięta. A wtedy w ramach solidarności będzie otwarty most powietrzny z Izraela do Polski. Izrael przemieści milion żydów – o tym mówił Netanjahu – dwa lata temu. Bo gdzie indziej będą oni przemieszczeni? Do Polski, tylko do Polski, do krainy Ulma! Przyjadą i osiedlą się w polskich domach, a które szybko przerobią na getta, z których wypędzą resztki Polaków. Patryk Jaki nad tym pracuje – gromadzi środki pieniężne.
Możliwe jest nawet i o to, że szybko zostanie zmieniona konstytucja i żydzi dostaną osobne miejsca w Sejmie.
W każdym razie obecność bezczelnego Danielsa wskazuje na to, że w Polsce rozpocznie się terror policyjno-wojskowy na miarę terroru w Izraelu, cenzura i sankcje ekonomiczne, wykluczenie społeczne Polaków - pod każdym względem - stanie się jeszcze bardziej nagminne.
Trzeba liczyć się nawet ze skrytobójstwami.
Za kilka dni rozpoczną się „dni judaizmu” w Polskich kościołach, będzie to kolejna błazenada kleru bez wstydu. A trzeba pamiętać, że jakikolwiek udział katolików w żydowskich ceremoniach, a nawet podanie żydowi świeczki czy ognia jest karane ekskomuniką.
Nastąpi też kolejny „marsz żywych” – czyli otwarty terror wymierzony w Polaków i w porządek prawny.
Nowy minister MSW, to tzw. żydochrzescijanin – odpowiednik neo-con – i nie będzie on stawiał jakichkolwiek przeszkód żydowskim terrorystom.
Bez cienia wątpliwości nastąpi totalna inwigilacja i delegalizacja środowisk patriotycznych, nacjonalistycznych.
Najciekawiej będzie na łączach między Dudą i Morawieckim. Tu będzie rozegrany mecz zneutralizowania Kaczyńskiego, a może nawet rozbicia PIS na frakcje. Oczywiście, ani Morawiecki, ani Duda nie będą brali w tym udziału, bo to marionetki swoich specjalistów od wizerunku. Gra będzie polegała na tym, że specjaliści od Dudy we współpracy ze specjalistami od Morawieckiego grając ze sobą otwartymi kartami, ustalą to, kto pójdzie do przodu, a kto zostanie w tyle, a może nawet gorzej, bo terror i skrytobójstwa pójdą w ruch. Daniels jest na miejscu i to on decyduje.
Specjaliści od wizerunku są prawie wyłącznie pochodzenia żydowskiego, a to ułatwi im pracę i osiągniecie porozumienia ponad podziałami, ponad interesem Polski, a dla interesu żydostwa.
A strateg Jarosław Kaczyński? No cóż, jednym manewrem „restrukturyzacji rządu” zrzekł się władzy i stery rządu przekazał w ręce opozycji. I to nie tyle nawet w ręce PO, ile dużo gorzej, bo w ręce Unii Wolności. Bez wyborów, bez wojny, drogą cichego zamachu stanu Jarosław Kaczyński przekazał władzę partii politycznej, której formalnie nie ma, ani w Sejmie, ani w Polsce. Kaczyński przekazał władzę najgorszym wrogom Polski: żydom.
+
Będzie tak źle jak jeszcze nie było.
Podkreślamy: to, co się stało, to zamach stanu!
Żydzi nieodwołanie i masowo już, umocnili się na funkcjach rządowych w Polsce – to faktyczny polin. Oni władzy nie oddadzą, a jak trzeba to do ochrony tego porządku, który nastąpi, wezwą posiłki służb Izraela. Oni nie cofną się przed niczym.
Odwrotu – demokratycznego odzyskania władzy przez Polaków nie będzie, a jeśli już, jeżeli jest jakaś szansa na ratowanie Polski, to tylko wyłącznie za pomocą przemocy zbrojnej Narodu przeciwko temu otwartemu już okupantowi żydowskiemu jakim jest ten rząd żyda Morawieckiego, kompletującego władzę żydostwa Dudy i żydostwa sądownictwa.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
11-I-2018
+++
cor180521
https://gazetawarszawskacom1.wordpress.com/2016/08/22/zydowski-terroryzm-policji-w-polsce/
http://www.gazetawarszawska.net/zamach/415-kiedy-zydzi-przyjda-ukrasc-twoj-dom
https://dublinsmickdotcom.wordpress.com/2016/04/18/the-rothschilds-and-the-vatican-eustace-mullins/
https://thedaysofnoah.wordpress.com/2010/12/21/the-rothschild-1821-1849-global-monopoly/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.05.21 20:15 SoleWanderer BY CZŁOWIEK PRZEŻYŁ - Tygodnik Powszechny o Irenie Sendlerowej

https://www.tygodnikpowszechny.pl/by-czlowiek-przezyl-151422
Jeśli przypadki pomagania Żydom podczas niemieckiej okupacji zamieniamy w zjawisko masowe, a bohaterskie jednostki klonujemy, czyniąc z nich setki tysięcy, nie tylko fałszujemy rzeczywistość – sprzeniewierzamy się pamięci Sprawiedliwych.
To, co tu słyszę, nie bardzo »pasuje« do rzeczywistości tamtych czasów. Albowiem pewne jest, że w okupowanej Warszawie dużo łatwiej było znaleźć miejsce w salonie, gdzie by pod dywanem został ukryty duży czołg, niżby znalazło się miejsce dla jednego małego dziecka żydowskiego. Irena Sendlerowa
Podczas okupacji niemieckiej na ziemiach polskich trwał prawdziwy festiwal. Albo jeszcze lepiej: igrzyska. Oprócz skoków narciarskich i piłki nożnej, ulubioną dyscypliną Polaków stało się wówczas ratowanie Żydów. Sport ten uprawiali masowo, odnosząc gigantyczne sukcesy i to mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych oraz kłopotów ze sprzętem.
Że tak się pisać nie godzi? Że nie można robić sobie żartów tam, gdzie chodziło o ludzkie życie – nie tylko o życie ocalałego, ale i ocalającego?
A czym, jeśli nie robieniem sobie żartów była wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego w sejmowym exposé o „setkach tysięcy Polaków, którzy ratowali Żydów w czasie drugiej Apokalipsy”? A czym, jeśli nie robieniem sobie żartów, była konferencja „Pamięć i Nadzieja”, zorganizowana we wzniesionym przez o. Tadeusza Rydzyka sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II, z udziałem ówczesnej pani premier i obecnego premiera, ministrów i marszałków, z listami od prezydenta i prezesa PiS, który zechciał przy okazji wspomnieć o kwestii „wieloletniego hołdowania przez polski establishment pedagogice wstydu i wynikającego z niej prowadzenia polityki – by tak rzec – antyhistorycznej”? Czym, jeśli nie żartem, było zdanie wygłoszone wówczas przez Beatę Szydło, że „Żydzi i Polacy wspólnie mieszkali w Polsce, budowali polskie państwo, współpracowali, byli sąsiadami – żyło się im dobrze; pewnie mieli swoje kłopoty, problemy – jak to zawsze”.
Naprawdę, mieli tylko „swoje kłopoty”?
Wybili, panie Ach tak, oczywiście, to nie żarty, tylko polityka. Powinniśmy się już przyzwyczaić, że w polityce rzadko chodzi o prawdę. Że pamięć o przeszłości bywa w niej użytecznym narzędziem. Że próba przedstawienia Polski jako kraju, który najbardziej ze wszystkich ucierpiał w czasie II wojny światowej, może być zwyczajnie opłacalna: w czasach, gdy Europa przygląda się z niepokojem próbom ograniczania niezależności naszego sądownictwa czy mediów, można wobec niej użyć moralnego szantażu w stylu Mrożkowej „Monizy Clavier” („A przecież chciałem tylko uprzytomnić im w sposób jasny i przystępny, niejako poglądowy, cierpienia mojego narodu – czytamy w opowiadaniu, wierzyć się nie chce, z 1967 r. – To, że najwidoczniej nie doceniali martyrologii, bardzo mnie rozgniewało”). Nie przypadkiem chyba tak często w ostatnich miesiącach politycy PiS szermują wypowiedziami o niemieckich zbrodniach na terenach Polski i podnoszą kwestie reparacji.
Na marginesie można by zauważyć, że Jarosław Kaczyński i jego podwładni nie są bynajmniej pionierami w kwestii upominania się o domniemane krzywdy na polu stosunków polsko-żydowskich. O „żydowskiej niewdzięczności i polskim miłosierdziu”, by użyć frazy Michała Głowińskiego, mówiono wiele w Marcu ’68. Już w inaugurującym kampanię antysemicką przemówieniu z czerwca 1967 r. Gomułka przypominał, że wśród Żydów „uratowali się tylko ci, których Polacy z narażeniem własnego życia przechowywali”. W przedstawianie „prawdziwej historii naszych heroicznych zmagań” włączał się ­ZBOWiD i stojący na jego czele Mieczysław Moczar. Chętnie wydawany w ­PRL-u Władysław Smólski we wstępie do opublikowanej w 1981 r. książki „Za to groziła śmierć” pisał, że liczba miliona ratujących „nie będzie przesadna”. Można by właściwie odetchnąć z ulgą, że premier Morawiecki nie próbował go przebić.
Można by, gdyby nie fakt, że cudowne rozmnażanie Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej oznacza obrazę pamięci ludzi naprawdę bohaterskich i słusznie nazywanych Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Ludzi, których sprawiedliwość i bohaterstwo zrozumie się w pełni nie tylko powtarzając jak mantrę, że za to, czego się podjęli, groziła z rąk niemieckiego okupanta kara śmierci, ale także pokazując kontekst, w jakim przyszło im dokonywać wyboru.
Kontekst bierności, obojętności czy wręcz wrogości otoczenia. Strachu nie tylko przed karą ze strony okupanta, lecz także przed zdradą sąsiada.
Kłopotliwe ikony Jednym z licznych paradoksów tej historii jest ten, że symbole polskiej szlachetności i pomocy dla Żydów kiepsko nadają się na PiS-owskie sztandary.
Zostawmy już na boku Władysława Bartoszewskiego, którego zasługi, jako członka Żegoty i współautora pierwszej książki zbierającej świadectwa o Sprawiedliwych pt. „Ten jest z ojczyzny mojej…”, zostały dawno przesłonięte przez polityczne zaangażowania w ostatnim okresie życia. Nie mówiąc o jego pamiętnym zdaniu z wywiadu dla „Die Welt”, że bardziej niż Niemca w czasie wojny obawiał się polskiego sąsiada, jeśli ten zauważył więcej niż zwykle kupionego chleba.
Czytaj także: Jacek Leociak o "naszych sprawiedliwych": Historia Zagłady to nie czytanka
Nie kto inny, jak Jan Karski – legendarny kurier AK niosący światu wieści o dokonującej się na ziemiach polskich Zagładzie – pisał w raportach z okupowanego kraju, że (cytuję wersję nieocenzurowaną): „»Rozwiązanie kwestii żydowskiej przez Niemców« – muszę to stwierdzić z całym poczuciem odpowiedzialności za to, co mówię – jest poważnym i dosyć niebezpiecznym narzędziem w rękach Niemców do »moralnego pacyfikowania« szerokich warstw społeczeństwa polskiego”, oraz że ta kwestia jest czymś w rodzaju „wąskiej kładki, na której przecież spotykają się z g o d n i e Niemcy i duża część polskiego społeczeństwa”. Albo że stosunek Polaków do Żydów jest „przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. Korzystają w dużej części z uprawnień, jakie nowa sytuacja im daje. Wykorzystują wielokroć te uprawnienia – często nadużywają je nawet. Zbliża ich to w pewnym stopniu do Niemców”.
Także Irena Sendlerowa, bohaterka wydanej w 2017 r. biografii Anny Bikont, na ikonę dzisiejszej polityki historycznej nadaje się tak sobie. Przedwojenna, można by powiedzieć, feministka, pracując w poradni prawnej Sekcji Pomocy Matce i Dziecku przy Obywatelskim Komitecie Pomocy Bezrobotnym pomagała – także w kwestiach związanych z edukacją seksualną i zabezpieczenia przed kolejną ciążą – matkom nieślubnych dzieci i prostytutkom. Opinią „komunistki-filosemitki” cieszyła się już na studiach, a odwiedzając próbujące do końca żyć godnie getto, uczestniczyła w zorganizowanych tam konspiracyjnie, w prywatnym mieszkaniu, obchodach rocznicy rewolucji październikowej, gdzie recytowało się Broniewskiego i wykonywało „Etiudę rewolucyjną” Chopina. Po wojnie przez kilka dekad należała do PZPR, pracowała nawet w Wydziale Socjalno-Zawodowym Komitetu Centralnego tej partii; można by zapytać, czy nie podlega aby ustawie dekomunizacyjnej?
Sendlerowa, z Kościołem bynajmniej niezwiązana, dwukrotnie zamężna – w przypadku drugiego małżeństwa, w czasach PRL ukrywała fakt, że jej mąż i ojciec jej dzieci był Żydem, a jedno z nich poczęło się przed rozwodem z pierwszym małżonkiem, który wojnę spędził w oflagu. I nie było to jedyne przemilczenie, nieścisłość czy koloryzowanie opowieści o własnym życiu przez kierowniczkę referatu dziecięcego podziemnej Rady Pomocy Żydom – Anna Bikont tyleż starannie, co z niezwykłą empatią rekonstruuje biografię swojej bohaterki, podważając np. wiarygodność jej przepięknego skądinąd opisu Korczaka prowadzącego dzieci na Umschlagplatz, albo wielokrotnie powtarzaną historię, że po Marcu ’68 córka i syn Sendlerowej nie dostali się na studia ze względu na jej okupacyjne zaangażowanie w pomoc Żydom.
W ukryciu Co w tym ważniejsze (i co nie umniejsza odkryć biograficznych Anny Bikont) – książka o Irenie Sendlerowej, tym polskim symbolu Sprawiedliwych, symbolu pomocy Polskiego Państwa Podziemnego dla ofiar Zagłady, jest w gruncie rzeczy opowieścią o straszliwej samotności. Samotności zarówno samej Sendlerowej, jak grupy dzielnych kobiet i mężczyzn, z którymi ratowała żydowskie dzieci.
Czytaj także: Michał Okoński o "naszej winie, naszej wielkości", 30 lat po publikacji przez "TP" "Biednych Polaków patrzących na getto" Jana Błońskiego
„Muszę stwierdzić, że uzyskiwaliśmy pomoc jedynie pod pretekstem akcji patriotyczno-polskiej – wspominała bohaterka książki Bikont. – Nauczeni doświadczeniem, nie ujawnialiśmy, że dzieci są żydowskie, podawaliśmy jedynie, że są to dzieci polskie po działaczach niepodległościowych”. Przytaczała też słowa jednego ze spotykanych podczas okupacji znajomych: „Sendlerowa, takich jak wy to po wojnie my będziemy wieszać na latarni pod Ratuszem”. Albo otrzymywane już po 1945 r. anonimy, np.: „Ty Żydówico, wynoś się jak najprędzej do Palestyny, bo jak nie wyjedziesz, to ci zabijemy twoje ukochane dzieci”.
„Sendlerowa nie jest symbolem bohaterstwa narodu polskiego, [ona] była w swoim bohaterstwie przeciwko swemu narodowi” – podsumowuje lapidarnie Bikont. Dużo mocniej wyrażają to jej ocalałe rozmówczynie.
„Sendlerowa ratowała mnie z rąk ­innych Polaków. Ona sama była przerażona Polakami” – to słowa Renaty Skotnickiej-Zajdman, skądinąd po wojnie zaangażowanej w dialog polsko-żydowski w Kanadzie. W jej świadectwie o życiu w kryjówce nie zabraknie opowieści na temat gwałtów, których dopuszczali się przychodzący do wsi, jak mówiła, „partyzanci” („Ten mój był kuzynem gospodarzy i zachodził do nich często. Jak pierwszy raz poszedł za mną do stodoły, chciałam krzyczeć, a on: »Cicho siedź, Rebeka«”). Albo o dialogu z pociągu, toczonym bez skrępowania obecnością współpasażerów: „Kupiłam Żyda, a ten skurwysyn nie miał nawet złotego zęba”. „Następnym razem weź Żydowicę młodą, one w piździe mają złoto”.
Pytanie, jakie Skotnicka-Zajdman zadaje Annie Bikont, brzmi: co by było, gdyby zgłosiły się do niej dzieci gwałciciela, że chcą dla ojca medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. „Uratował mi życie. Powiedz, co ty myślisz? Że mam mu być wdzięczna?”.
Awers i rewers To jeden z kontekstów toruńskiej konferencji o. Rydzyka i exposé premiera Morawieckiego. Jeden, bo w niemalowanej historii polskiego pomagania jest ich dużo więcej. Choćby ukrywanie Żydów za ­pieniądze: czy ów dość szeroko ­rozpowszechniony „przemysł pomocy”, jak określił go historyk Holokaustu Jan Grabowski, powinien podpadać pod kategorię „ratowania”? Jakiekolwiek byłyby motywy człowieka decydującego się dać ściganym schronienie, rzeczywiście ryzykował on własnym życiem – i jeśli wywiązał się z umowy, ich życie ratował. Zresztą: kogo było stać na karmienie ludzi miesiącami na własny koszt, bez kartek, gdy żywność trzeba było kupować na czarnym rynku?
Inny kontekst: skomplikowanie psychologicznej relacji między ratującym i ratowanym. W roczniku „Zagłada Żydów” z 2008 r. Barbara Engelking opisywała jej powikłanie na przykładzie prowadzonego w ukryciu dziennika Feli Fischbein, ukrywanej przez Katarzynę Dunajewską we wsi Wola Komborska: wielomiesięczne uzależnienie od osoby udzielającej pomocy doprowadziło tam do powstania straszliwego resentymentu. „Zupełnie zdani jesteśmy na nich, tylko co oni zechcą, to z nami zrobią. A boimy się ich, naprawdę mówiąc” – pisała Fischbein. I podsumowała: „Gospodarz chce duszę, gospodyni chce dom nasz, córka starsza nie miesza się, nie chce nas, nie chce naszych pieniędzy, młodsza chce rękawiczki (za to gotowa nas wydać), a syn szalenie lubi nasze pieniądze, a nas nienawidzi serdecznie”.
Oczywiście – zwraca uwagę kilka stron dalej tego samego numeru „Zagłady Żydów” Joanna Tokarska-Bakir i jest to kolejny kontekst opowieści o ratowaniu – „żydowska niewdzięczność” nie jest do końca zmyśleniem. Stanowi raczej rewers polskiej opowieści, przedstawiającej wyłącznie rycerskich i szlachetnych supermenów. „Żydzi, których pamięć wypełniona jest bólem po Zagładzie, w odruchu krzywdy zdają się w ogóle zaprzeczać istnieniu Sprawiedliwych” – zauważa Tokarska-Bakir, ale jej tekst pełen jest również relacji o strachu tych, którzy decydowali się na ukrywanie Żydów; strachu, że dowiedzą się o tym sąsiedzi. Strachu trwającym jeszcze przez lata powojenne.
Powiedzmy i to: nawet rodzina Ulmów z Markowej, której w ostatnich latach nasze państwo – jakże słusznie – oddaje honory, zginęła na skutek donosu polskiego policjanta. Przypomnijmy też, że Irena Sendlerowa była w czasie okupacji aresztowana na podstawie donosu sąsiadki (trzymana na Pawiaku, została w końcu wypuszczona podczas drogi na rozstrzelanie, dzięki łapówce zapłaconej przez podziemie). I że kilka miesięcy później znalazła się na liście proskrypcyjnej sporządzonej przez Referat Żydowsko-Komunistyczny Centrali Służby Wywiadowczej Narodowych Sił Zbrojnych. Pod koniec lat 50. rozważała nawet emigrację do Izraela, prosząc jedną z uratowanych przez siebie osób o sprawdzenie, czy mogłaby się tam urządzić, „ponieważ jej dzieci są Żydami, a ona ma kłopoty od sąsiadów”.
Na szali Ilu było ratujących? Z pewnością nie setki tysięcy – jeśli już, to bardziej na miejscu byłaby fraza „dziesiątki tysięcy”.
Są tacy, którzy próbują to policzyć. Są tacy, którzy zwracają uwagę na fałszywość założenia, że w ratowanie jednej osoby musiało być zaangażowanych kilkanaście osób (bywało odwrotnie – kilkanaście osób ratowało się dzięki jednej; na prowincji – jak szacowała niegdyś Zuzanna Schnepf-Kołacz, współautorka książki „Zarys krajobrazu”, wydanej przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów – na dziesięciu Sprawiedliwych przypadało dwunastu ocalałych). W sumie na terenach polskich Zagładę przeżyło kilkadziesiąt tysięcy Żydów; wielu zginęło mimo udzielanej im pomocy. Czy kilkadziesiąt tysięcy to dużo? Mało? Czy w ogóle godzi się zadawać takie pytania, zwłaszcza w kontekście liczby tych, którzy nie przeżyli?
Czytaj także: Michał Okoński o "pomocnikach śmierci" - Polakach polujących na Żydów w czasie II wojny światowej
Mieszkam od niedawna w Niepołomicach. Na tutejszym cmentarzu żydowskim znajduję tabliczkę: „Kochani rodacy, tu spoczywa pierwszy rabin w Niepołomicach, ok. 58 lat, ś.p. Josef Tetelbaum. B. proszę szanować ten grób – wdzięczny Eliasz Richter, Jesodot, Jisrael, jedyny z rodziny pozostały z Zagłady Hitlera”. Zdanie „b. proszę szanować ten grób” czytam też jako apel o powściągliwość w strzelaniu do siebie statystykami.
Pytania bez odpowiedzi Lepiej opowiadać pojedyncze, ludzkie historie – zwłaszcza tak, jak robi to Anna Bikont. Nie pomijając kwestii najtrudniejszych. „Dlaczego nie kochali mnie tak, żeby chcieć ze mną umrzeć?” – pyta autorkę „My z Jedwabnego” Margarita Turkow o swoich rodziców, którzy w trakcie likwidacji warszawskiego getta zdołali odesłać ją na aryjską stronę właśnie dzięki pomocy Ireny Sendlerowej. Ukrywana przez polską i chrześcijańską rodzinę dziewczynka była bita, poniżana i molestowana. Czy w świecie operującym pojęciami „pedagogika wstydu” i „polityka – by tak rzec – anty­historyczna” można znaleźć odpowiedź na jej pytanie?
Jasne: była wojna. Życie ludzkie staniało. Demoralizacja była gigantyczna. Walka o przetrwanie miała wymiar dosłowny, także materialny. Trzeba też pamiętać, że antysemityzm był w ostatnich latach II Rzeczypospolitej ideologią niemal państwową, antyjudaizm zaś – kościelną. Nas, dziś żyjących, nie sprawdzono. Nie wiemy, jak byśmy się w podobnych okolicznościach zachowali. Marek Edelman zauważał, że aby przetrwać, Żyd musiał mieć pieniądze, „dobry” wygląd i znajomych po aryjskiej stronie. Samo słowo „pomaganie” również brzmi sucho – nie oddaje istoty rzeczy. Szaleńczej odwagi. Uczciwości. Miłości bliźniego. Altruizmu. Poświęcenia.
„Jaka siła sprawiła, że chociaż w tej samej wsi spłonęło gospodarstwo razem ze znalezionymi tam Żydami i ukrywającą ich rodziną chłopską, Pagosowie zdecydowali się dalej przechowywać braci Weitów? – zastanawia się Jacek Leociak w książce „Pomaganie”, opisując historię ze wsi Gruszów pod Dąbrową Tarnowską. – Abram po latach relacjonował: »Stanisław się wtedy załamał, ale nie powiedział, żebyśmy poszli. ‘Moje życie jest związane z waszym życiem’ – rzekł i nic więcej«”.
W płomieniu Tym bardziej trzeba mówić i pisać ostrożnie. Tym bardziej trzeba oddawać sprawiedliwość takim ludziom jak niepiśmienna Marianna Barańska ze wsi Sabinów. „Podczas okupacji przechowywałam u siebie Żyda Łaska Oszera prawie trzy lata – relacjonowała po wojnie. – Przed tym go nie znałam. Zrobiłam to dlatego, by człowiek przeżył. Prócz tego przebywał u mnie Majerholc rok czasu. Pieniędzy u nich nie brałam. Chciałam ludzi ratować, życie jest drogie”.
Innymi słowy: heroizm nie jest normą społeczną i nie wyznacza powszechnie obowiązujących standardów zachowania. Jest, jak przypomina Leociak, „odstępstwem od normy” i przeciwstawieniem się instynktowi samozachowawczemu w imię wartości wyższych niż zachowanie własnego życia. Jeśli zamienimy opowieść o pomaganiu w zjawisko masowe, a bohaterskie jednostki sklonujemy, nie tylko zafałszujemy rzeczywistość: pogrążymy Sprawiedliwych w odmętach banału. „Naturalnym odruchem każdego z nas jest cofnięcie ręki, kiedy znajdzie się w pobliżu płomienia – pisze autor „Pomagania”. – Ci, którzy odważyli się pomagać Żydom, narażając życie swoje i bliskich, potrafili trzymać rękę w płomieniu i nie cofać jej”.
To perspektywa moralisty. Może ją, niestety, uzupełnić obserwacja historyka.
Kiedy w 1942 r. w Delegaturze Rządu na Kraj trwały rozmowy o stworzeniu organizacji pomocy Żydom, reprezentanci Stronnictwa Narodowego byli przeciwni i sprawa się przeciągała. Decyzja o uruchomieniu – niewystarczających, rzecz jasna – pieniędzy (5 proc. całego budżetu opieki społecznej Państwa Podziemnego) i utworzeniu Komitetu Pomocy Społecznej dla Ludności Żydowskiej zapadła dopiero 27 września 1942 r., trzy lata po wybuchu wojny i kilka dni po zakończeniu „Grossaktion Warschau”. „Większość polskich Żydów już wtedy nie żyła – pisze Anna Bikont. – Zginęli rozstrzelani w czasie likwidacji gett albo zagazowani w obozach śmierci”.
Prawdziwy pomnik Tak, Irena Sendlerowa jest bohaterką. Jedną z największych, jakie Polska wydała w XX wieku. Ze wszystkim, co o niej wiemy.
Ze społecznikowsko-lewicowym zaangażowaniem, demonstrowanym przecież nie tylko w czasie niemieckiej okupacji, ale także przed i po wojnie. Z bezgraniczną odwagą i fantastycznym zorganizowaniem zarazem – bo przecież trzeba dodać, że większość uratowanych dzięki niej żydowskich dzieci nie widziała jej na oczy, a ona sama zajmowała się głównie logistyką operacji wyprowadzania ich z getta i organizowania bezpiecznych kryjówek. Z bezlitośnie trzeźwą obserwacją, że swoją popularność w ostatniej dekadzie życia (zmarła w 2008 r., damą Orderu Orła Białego została 5 lat wcześniej) zawdzięczała temu, że „po Jedwabnem potrzebny był bohater” („Jestem narodowym alibi” – pisała w jednym z listów). Ze wspomnianymi już zmyśleniami i koloryzowaniem okupacyjnych historii (z pełnym przekonaniem powtarzała np., że uratowała 2,5 tys. dzieci – Bikont udowadnia, że ta liczba też jest potężnie zawyżona). W końcu: z ceną, jaką zapłaciła w swoim życiu osobistym.
„Irena mówiła, że się rozwodzą, potem się schodzą, potem znów rozwodzą, i tak to trwało” – powie jedna z jej przyjaciółek Annie Bikont. W końcu mąż, ten drugi, wyprowadzi się, a ona wróci do pierwszego, z którym po latach kolejny raz się rozwiedzie (jego syna zaś odda w międzyczasie do domu dziecka). Własne dzieci matki w zasadzie nie widywały. „Swoje uczucia, swój czas oddawała innym, a ze mną i z bratem uprawiała pedagogikę telefoniczną: kontrola zjedzonego posiłku, odrobionych lekcji. Kiedy szłam do pierwszej klasy, ani mama, ani ojciec nie mieli dla mnie czasu, odprowadziła mnie przyjaciółka mamy” – opowiada córka Ireny Sendlerowej autorce jej biografii. Puentując jeszcze mocniej: „Niezwyczajność mojej mamy polega na tym, że wszystkie dzieci miały mamę, a ja mamy nie miałam”. Sama napisze zresztą o tym, robiąc pod koniec życia rachunek sumienia: „Oni nigdy mnie np. dziś nie pocałują, bo mówią: »Teraz chcesz nas całować – a gdzie byłaś?? jak myśmy byli mali i czekaliśmy na Twe pocałunki??«”.
Na okładce książki Anny Bikont, ze zrobionego w 1943 r. zdjęcia Irena Sendlerowa spogląda jednym okiem – drugie jest poza kadrem. Jakby chciała powiedzieć, że patrzymy na historię w sposób ograniczony. Że, choć trzeba próbować, nigdy nie da się jej w pełni zobaczyć, zrozumieć i opowiedzieć.
Naprawdę, lepiej nie zamieniać jej w polityczny oręż.©℗
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2018.02.13 19:52 ishi_hauser Zdecydowanie więcej niż chciałbyś wiedzieć o Polskiej Fundacji Narodowej - Timeline

O jeny, ile czytania!

Poniższy tekst to krótki zbiór artykułów prasowych na temat Polskiej Fundacji Narodowej który popełniłem siedząc dzisiaj na toalecie. W założeniu ma przybliżyć czytelnikowi (niepełną) historię tejże (fundacji, nie toalety!). Za urazy mózgu nie odpowiadam.
Polecam przeczytać całe, bo przeszłość mają bardzo ciekawą.
submitted by ishi_hauser to Polska [link] [comments]


2018.01.05 14:27 yanik43 Najwyższy czas, aby zainwestować w Envion Token dla lepszego zysku

Czym więc jest ta ogromna wiadomość, którą budowałem do tego stopnia. Cóż, w przypadku, gdy nie wiesz na pewno, że envion współpracuje ze znaczną liczbą niesamowitych, znaczących organizacji. Jakby mieli znak z jedną z czterech największych firm doradczych na świecie. Znaczy to, że mają kilkuletni przewodnik. Stworzyli niesamowitą witalność zarządzając jedną z okolicznych słonecznych elektrowni za 0,02 USD / kWh (to oszczędza miliony w kosztach kontroli w całym okresie eksploatacji kopalni). Envion zawarł w swojej grupie trzy nowe, niezwykle nieskazitelne i urozmaicone osoby. Bądź co bądź, tylko wczorajszy envion dostał OGROMNĄ ofertę przedsięwzięcia od jednego z największych banków na świecie !
Dlaczego jest to tak ważne? Dla każdej wszechstronnej jednostki wydobywczej znaczna organizacja kupuje tam 35/65 część wszystkich zysków z operacji wydobycia. Envion i posiadacze tokenów otrzymują 35% wszystkich posiadanych jednostek górniczych ponad 100% od posiadanych przez tokarka wrabianych koparek! Bądź co bądź, nie stresuj się, żadna organizacja nie będzie w stanie rywalizować z ogólną populacją, która posiada żetony. Bank NIE BĘDZIE miał możliwości ubiegania się o tokeny. Tylko kopacze, to przyniesie korzyści dla osób, które twierdzą i trzymają żetony, które można sobie wyobrazić dziesięć razy. Nie wiem, jak obszerna jest ta aranżacja, ale zmienia ona bieg tam, gdzie zazdrość zmierza całkowicie. Przed tym układem envion ma pewien sprzeciw. Jednak teraz, gdy nie można już powiedzieć, że jest to rywalizacja, przeciwnik sprzeciwia się opozycji. “Nic nie będzie w stanie rywalizować z wrogiem”.
Po usłyszeniu wiadomości o tym wydarzeniu byłem tak bardzo pobudzony do rozładowania, że ​​nadal jestem i niecierpliwie pragnęłbym zobaczyć, gdzie po ICO wezmą udział. Spośród wszystkich ICO do tej pory w tym roku na 2017 r., Envion jest najbardziej zachęcający i potencjalnie będzie najlepszym układem w 2018 r. Również. Więc o co tak mocno siedzisz? Idź, zgódź się teraz zaakceptować ICO i dołącz do rozwoju, i zmieniaj pieniądze kryptograficzne aż do końca czasu!
Sprawdź te linki, aby uzyskać więcej informacji: Witryna internetowa — https://www.envion.org/en/ico Biała księga — https://www.envion.org/en/whitepape
submitted by yanik43 to u/yanik43 [link] [comments]


2017.12.14 21:34 ben13022 Raport o stanie reportażu.

Po tegorocznej gali Nagrody Nike mówiono o przełomie – że nagrodzenie reportażu Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów” oznacza nobilitację tego gatunku i potwierdzenie jego literackiego obywatelstwa. To samo zresztą mówiono, kiedy w 2015 r. reportaż po raz pierwszy uhonorował Komitet Noblowski, przyznając literacką nagrodę białoruskiej reporterce Swietłanie Aleksijewicz. Po tegorocznej edycji Nike pojawiły się nawet krzywdzące głosy, że jury potraktowało wyróżnienie dla Białorusinki jako rodzaj przyzwolenia na nagrodzenie reportażu również w Polsce. Łatwo odnaleźć źródło takiego spojrzenia na reportaż. Przecież już dawno temu określono go mianem „bękarta literatury pięknej i popołudniówki”. Sam Ryszard Kapuściński zwierzał się raz Andrzejowi Czciborowi-Piotrowskiemu z zazdrości, że ten jest poetą w Związku Literatów Polskich, podczas gdy on – tylko dziennikarzem. Okazuje się, że kompleks niższości wobec literatów mieli też najwięksi reporterzy, jakbyśmy na długie lata zapomnieli, że w Polsce pierwsze reportaże pisywali wybitni pisarze: noblista Reymont, Prus, Żeromski. Dzisiaj reporterzy znajdują się wśród najbardziej popularnych i – co dopiero ciekawe – najchętniej recenzowanych polskich autorów. Reportaż ma ważną pozycję w rodzimej literaturze i dla jego kondycji, popularności oraz przyszłości chyba nie ma zbyt dużego znaczenia to, co sądzi o jego „literackości” jury tego czy innego konkursu.
Przynajmniej od 2007 r., kiedy Wydawnictwo Czarne na dobre rozwinęło swoją serię, mówi się o modzie na reportaż. Już to, że powtarza się to od dekady, powinno budzić podejrzenia – żadna moda nie trwa tak długo. Podejrzliwość w tym przypadku jest słuszna, bo funkcjonujący trochę na zasadzie faktu medialnego boom na reportaż ma w sobie coś ze złudzenia optycznego. Pierwszy składnik iluzji to liczba książek reporterskich, które pojawiają się na rynku. Półki w księgarniach uginają się od reportaży, a kolejne miesiące przynoszą następne dostawy nowości. Reportaże powstają dzisiaj stosunkowo szybko, a na pewno szybciej niż w przeszłości. Nie są więc rzadkością książki pisane po krótkich wyjazdach za granicę lub po kilku miesiącach zbierania materiału w kraju. Dawniej było inaczej. Weźmy za przykład niektóre z najwybitniejszych książek reporterskich pierwszej dekady XXI w.: „Modlitwa o deszcz” to efekt jedenastu podróży Wojciecha Jagielskiego do Afganistanu odbytych na przestrzeni dekady, „Gorączka latynoamerykańska” Artura Domosławskiego powstawała około siedmiu lat, Mariusz Szczygieł pisał reportaże, które złożyły się na „Gottland”, przez pięć lat, a Wojciech Tochman wydał swój pierwszy zbiór tekstów, „Schodów się nie pali”, po dziesięciu latach pracy reporterskiej.
Ale to były inne czasy, kiedy reportaż żył w gazetach, zanim kryzys finansowy w prasie wygonił go do książek. Dzisiaj młode reporterki i reporterzy, wzorując się na starszych kolegach i koleżankach, biorą się od razu za książki, często mając więcej chęci niż doświadczenia. Zamiast być podsumowaniem etapu dorobku, obecnie książka jest jego otwarciem. I wcale nie musi to być zjawisko tylko negatywne, tym bardziej że ma też jedną pozytywną przyczynę. Wielu młodych autorów po prostu garnie się do reportażu, nawet jeśli młodzi mają dzisiaj dużo trudniej pod względem finansowym niż ich idole, którzy przynajmniej mieli etaty w gazetach. To zresztą tłumaczy też ich pośpiech w pisaniu. Ale jeśli uzbierają cenne doświadczenie i odnajdą własny głos, polski reportaż czeka jeszcze wiele znakomitych książek.
Drugą składową iluzji jest wszędobylska promocja. Reportaż jest najlepiej i najsilniej promowaną literaturą w Polsce. Reporterzy w większości są czynnymi albo byłymi dziennikarzami, a to oznacza, że w okresie premiery książek mogą liczyć na pomoc swoich własnych lub zaprzyjaźnionych redakcji. Sporo załatwia też promocyjna samopomoc autorów, sama w sobie zrozumiała, ale jednocześnie stanowiąca charakterystyczną cechę środowiska reporterskiego. Rewersem tych koleżeńskich rekomendacji jest jednak to, że książki autorów funkcjonujących poza środowiskiem i jego współzależnościami nie cieszą się takim zainteresowaniem jak dzieła tych autorów, którzy mają dużo znajomych.
Czy reportaże dobrze się sprzedają, jak wieść głosi? Trudno o konkretne dane na temat popularności książek reporterskich. Wydawnictwa raczej nie chwalą się nakładami, a rynkowe raporty nie są aż tak dokładne. Trzeba więc wypatrywać list bestsellerów. Ale jakoś nie widać na nich wielu reportaży – a w każdym razie jest ich dużo mniej, niż można byłoby się spodziewać, gdyby faktycznie była na nie moda. Na tegorocznych listach bestsellerów Empiku naliczyć można siedem reportaży: dwie książki Wojciecha Sumlińskiego, „Małą zbrodnię. Polskie obozy koncentracyjne” Marka Łuszczyny (reportaż historyczny o polskich obozach, w których po wojnie przetrzymywano m.in. Niemców lub Ukraińców przesiedlanych w akcji „Wisła”), „Małych bogów. O znieczulicy polskich lekarzy” Pawła Reszki (wiwisekcję problemów służby zdrowia), biografię „Tu byłem. Tony Halik” Mirosława Wlekłego i „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu” Marcina Wójcika (reportaż o instytucji celibatu w Kościele). Trzeba jednak zauważyć, że te książki zajmują raczej dalsze pozycje zestawienia. Żadna z nich nie odniosła takiego sukcesu jak np. „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasza Piątka (też reportaż). Książki reporterów mają jednak spore grono oddanych czytelników. Są też oficyny, które uczyniły reportażowe serie swoim znakiem rozpoznawczym. Ale ogromna podaż i wytrwała promocja tworzą rodzaj wirtualnej rzeczywistości, w której trwa boom na reportaż, a każda reporterska premiera to dzieło wybitne. A tak przecież nie jest.
Prześledzenie historii obecności reportaży na listach książek nominowanych do Nagrody Nike wymaga rozważenia, co reportażem jest, a co nim nie jest – a to nie zawsze jest łatwe. Jeśli jednak przyjmiemy liberalną definicję reportażu jako dzieła, w którym autor zawiera własną relację z prawdziwych wydarzeń, do nagrody nominowano już czterdzieści jeden reportaży, z czego aż osiemnaście dotarło do ścisłego finału (najwięcej rok temu, wśród dwudziestu nominowanych książek znalazło się sześć reportaży, dwa dotarły do finału). Co więcej, jeśli będziemy trzymać się tej luźnej definicji, okaże się, że reportaż już raz wygrał – w 2005 r., kiedy laur przypadł „Jadąc do Babadag” Andrzeja Stasiuka, refleksyjnemu zapisowi podróży przez kraje środkowo-wschodniej Europy. Czyli coś jakby reportażowi, nawet jeśli kojarzymy Stasiuka głównie z innym pisaniem, a włączenie go do grona reporterów pewnie by go rozbawiło. Trzeba też wspomnieć, że w przeszłości czworo reporterów – Ryszard Kapuściński, Mariusz Szczygieł, Magdalena Grochowska i Magdalena Grzebałkowska – otrzymało Nike Czytelników, nagrodę przynajmniej z jednego względu ważniejszą niż laur główny. Osobną, lecz bardzo interesującą kwestią jest nieobecność rasowego reportażu wśród autorów, którzy przyznawaliby się do prawicowej proweniencji. Reportaży nie znajdziemy też, choćby śladowo, w mediach, które same o sobie mówią „niepokorne”. Otwiera to pole do ciekawych i daleko idących spekulacji, ale to temat na osobny branżowy tekst dla miesięcznika „Press”.
Nas interesuje fakt, że tegoroczną Nagrodę Nike, kojarzoną z Agorą, dostał jako pierwszy reporter Cezary Łazarewicz. Nie Hanna Krall, Ryszard Kapuściński, Małgorzata Szejnert, Mariusz Szczygieł, Wojciech Tochman czy Wojciech Jagielski, by wymienić tylko najwybitniejszych spośród nominowanych w poprzednich edycjach, tylko właśnie Cezary Łazarewicz, reporter wytrawny i solidny, ale do tej pory raczej niezaliczany do reporterskiego parnasu, niekojarzony też z „literackim” nurtem reportażu, chyba najbardziej predestynowanym do pierwszego wyróżnienia. Dlaczego?
Wygląda, jakby historia Grzegorza Przemyka czekała przez tyle lat właśnie na Cezarego Łazarewicza. Dziesiątki, jeśli nie setki dziennikarzy stykało się z historią zabójstwa z 1983 r., ale dopiero on napisał o tej sprawie książkę, która oddaje sprawiedliwość – tematowi, ofiarom, a także sprawcom i ich pomocnikom. To reportaż o wielkim ciężarze, drążący aż do samego dna. I temat, i czytelnika.
Łazarewicz przeprowadza swoje śledztwo z dużą starannością, ostrożnie i z taktem. Nie brakuje mu też odwagi. W czasach ochrony danych osobowych nie boi się podawać nazwisk. Nie dość, że zapisuje dane sprawców, to w niektórych przypadkach podaje też szczegóły, które umożliwiają ich odnalezienie. Chroni tylko tożsamość Cezarego F., przyjaciela Przemyka i najważniejszego świadka zajścia, który później stał się obiektem ogromnej i bezpardonowej gry operacyjnej Służby Bezpieczeństwa. Ale dla sprawców i stojących po ich stronie nie ma żadnej taryfy ulgowej. W tej książce wszystko jest na serio, to reportaż poważny jak życie i śmierć. W centrum „Żeby nie było śladów” jest kłamstwo i zbrodnia bez kary. Łazarewicz drobiazgowo opisuje, jak władze PRL mataczyły, by za śmierć Przemyka odpowiedzieli nie milicjanci, którzy go pobili, tylko ktoś inny. Ta książka to litania draństwa, opowieść o cynizmie, o ludziach, dla których ludzkie życie jest niczym – można je ukrócić, zniszczyć i zadeptać. Najważniejszym uczestnikiem tych wydarzeń, do którego dotarł Łazarewicz, jest Michał Wysocki, sanitariusz, którego Czesław Kiszczak wytypował do skazania za śmierć Przemyka. Ta sprawa złamała mu życie, wciąż jest w jej cieniu. Ale „Żeby nie było śladów” to nie tylko przypowieść o złu. To też przejmująca opowieść o matce ¬Przemyka, ¬poetce Barbarze Sadowskiej, o jej walce, żałobie, a także o bliskości i pomocy, której doświadczała w trudnych czasach. To jasna strona tej historii, promyk, który rozświetla mrok. Łazarewicz panuje nad zebranym materiałem, rekonstruuje wydarzenia dzień po dniu, prowadząc narrację pewną ręką. Stroni przy tym od reporterskich sztuczek i „literackiego” efekciarstwa – nie ucieka w domysły, nie eksperymentuje zanadto z formą. Nie znaczy to jednak, że nie odwołuje się do literackości w inny sposób. W kilku miejscach nawiązuje nieoczekiwany dialog z klasykami – pierwszy rozdział książki przypomina „Kronikę zapowiedzianej śmierci” Marqueza, a scenę wejścia na salę sądową prokuratorki rozpoczyna wariacja na temat otwarcia opowieści o Poncjuszu Piłacie z „Mistrza i Małgorzaty”: „W czarnej todze z czerwonym żabotem, krokiem kawalerzysty, wczesnym wtorkowym rankiem do sali rozpraw wypełnionej po brzegi kamerami, reflektorami, mikrofonami radiowymi wchodzi przysadzista tleniona blondyna – prokurator wojewódzka Wiesława Bardon, zwana Bardonową”.
Rzeczy, o których pisze Łazarewicz, mogą coś nam przypominać. W rzeczywistości, którą opisuje, każdy, kto zadziera z władzą, musi mieć coś za uszami – być narkomanem jak Grzegorz Przemyk, źle się prowadzić jak Barbara Sadowska, brać pieniądze od wrogów ojczyzny jak adwokaci, którzy jej pomagali – a usłużne media na posyłki rządzących szczują jednych na drugich (duży udział miał w tym Jerzy Urban, ówczesny rzecznik rządu, który radził np., żeby zaczekać z mieszaniem Przemyka z błotem, aż z kraju wyjedzie Jan Paweł II). „Prasa i telewizja w owym czasie z zaciekłością podsycały wciąż nienawiść ludzi do pogotowia” – notowała cytowana w książce Łazarewicza doktor Barbara Makowska, więziona przez trzynaście miesięcy za fikcyjny napad na pacjenta, których to napadów seria miała propagandowo osłaniać wersję wydarzeń forsowaną przez Czesława Kiszczaka. Już nie wspominając o tym, że nadal żyjemy w kraju, w którym można umrzeć na komisariacie, jak Igor Stachowiak. Laudacja, którą po ogłoszeniu werdyktu wygłosił przewodniczący jury Nagrody Nike Tomasz Fiałkowski, pozwala twierdzić, że za wyróżnieniem dla Łazarewicza stały nie tylko walory literackie książki, ale też właśnie sposób, w jaki opowieść o jednej z najbardziej znanych zbrodni PRL nawiązuje do współczesności, a ściślej – do obecnej sytuacji politycznej w kraju. Jest to zresztą interpretacja, którą przyjmuje, a nawet propaguje w swoich wypowiedziach o książce sam autor, np. kiedy mówi – jak podczas gali Nike – iż ma nadzieję, że tak jak on opisał mechanizm budowania kłamstwa w PRL, tak ktoś za 20 lat opisze dzisiejsze mechanizmy sprawowania władzy – i też dostanie za to nagrodę.
„To historia sprzed ponad trzech dekad, z zamkniętej epoki, ale mechanizmy w niej opisane zawsze mogą się powtórzyć – mówił w laudacji Fiałkowski. – Jest wiarygodnym świadectwem tamtego czasu, ale i przestrogą przed tym, co może się zdarzyć, gdy wymiar sprawiedliwości traci niezależność i staje się narzędziem politycznej władzy”. Nagroda polityczna? Można tak powiedzieć. Ale można też inaczej – jasne stanowisko w ważnym momencie. Literatura, szczególnie reportaż, ma prawo, a może nawet powinność, mówić o rzeczywistości dosadnie. Tej, którą opisuje, i tej, w której funkcjonuje. Także jeśli chodzi o politykę. W przypadku reportażu teza o „neutralnej literaturze” sprawdza się bardzo rzadko, jeśli w ogóle. Tak samo między bajki można włożyć ułudy o „neutralnych” nagrodach. Im szybciej to przyznamy, tym lepiej.
Reportaż to najbardziej sporny rodzaj twórczości w Polsce. Czym jest prawda? Jak daleko można się posunąć w beletryzacji wydarzeń? Czy można łączyć bohaterów, by narracja bardziej gładko szła do przodu? Coraz częściej te i inne warsztatowe kontrowersje nabierają rozgłosu i dochodzą do czytelników. – ostatnio za sprawą wywiadu, jakiego udzielił „Krytyce Politycznej” Artur Domosławski („część reporterów w Polsce nie chce rozmawiać o zasadach reportażu. Według nich reportaż ma się przede wszystkim dobrze czytać. A to przecież zaledwie środek do celu” – mówił w wywiadzie autor „Kapuściński non-fiction”). Po nim głos zabrał Adam Leszczyński, który proponował stworzenie akceptowalnego przez wszystkich zestawu reguł, których reporterzy mieliby przestrzegać. Ale był to chyba utopijny, żeby nie powiedzieć: niemądry pomysł. Reguły reportaż z grubsza już ma, co nie przeszkadza nikomu ich łamać, a żaden kodeks sam przez siebie nie może zagwarantować, że będzie przestrzegany. Taki zbiór zasad może miałby sens w odniesieniu do reportażu prasowego, ale dzisiaj reportaż żyje przecież w książkach. Jak ustalać zasady pisania książek?
Leszczyński miał jednak rację, kiedy zwracał uwagę, że metoda, jaką jest reportaż literacki, może mieć „genetyczną” wadę. Nie chodzi tu jednak o skłonność do zmyśleń, ale o swobodne korzystanie ze źródeł, czyli – z cudzej pracy. Reportaż literacki ma bowiem tendencję do ich wchłaniania – tłumaczy się to stylem, integralnością opowieści, dbaniem o łatwość lektury – co niestety może stanowić idealną przykrywkę dla różnych wątpliwych praktyk pisarskich. A to skutkuje aferami, takimi jak w przypadku Witolda Szabłowskiego, który w znacznym stopniu oparł swój reportaż z antologii „Mur. 12 kawałków o Berlinie” (Czarne, 2015) na filmie dokumentalnym o Niemcach wysyłających za komuny paczki pomocowe do Polski, Andrzeja Muszyńskiego, który włączył do swojej książki „Cyklon” (Czarne, 2015) opracowanie fragmentów książki Benedicta Rogersa „Than Shwe. Unmasking Burma’s Tyrant”, lub Jacka Hugo-Badera, który w swoim „Długim filmie o miłości” (Znak, 2014) wykorzystał w nieoznakowany sposób teksty dziennikarzy „Tygodnika Powszechnego”. Gdy ich przypadki wyszły na jaw, reporterzy mniej lub bardziej skutecznie przeprosili swoich czytelników, ale te sytuacje pokazują, że ilekroć reportaż budzi kontrowersje, często w tle pojawia się też problem uczciwego korzystania ze źródeł. Może więc się okazać, że problemem polskiego reportażu nie są wcale zmyślenia, ale różne formy plagiatu.
Nawracanie dyskusji o reportażu ilustruje dwie rzeczy. Pierwsza to duże znaczenie, jakie podstawowa kategoria w reportażu, czyli prawda, ma zarówno dla czytelników, jak i autorów. Ale kolejne spory o prawdę pokazują też, że nie jest to debata, którą można raz na zawsze zakończyć. Te przypominające powoli rytuał spory – jednocześnie ciekawe i nieciekawe, bo bazujące wciąż na tych samych przypadkach nadużyć, z Kapuścińskim na czele – od niedawna zyskały jednak nową jakość. W reportażu coraz mocniej rysuje się wielogłos, różne podejścia i wrażliwości. Coraz częściej na temat współczesnego reportażu wypowiadają się jego krytycy, którzy, jak się niedawno okazało, są też wśród samych reporterów. Dominacja reportażu literackiego jako głównego nurtu reporterskiego pisania jest kwestionowana. To dobrze. Wielogłos zawsze jest lepszy niż monolog. Szczególnie w reportażu.©
Anegdotę o Ryszardzie Kapuścińskim zaczerpnąłem z książki „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego.
Debiutancki zbiór reportaży nagradzanego blogera. Wzruszające, miejscami dobrotliwie zabawne, mądre i napisane z pokorą historie o ojcostwie. Ojciec owdowiały, głuchy, zastępczy, niepełnosprawny ruchowo, zmagający się z autyzmem swojego syna, a także taki, który wraz z innymi ojcami szuka sposobów, jak być lepszym – to bohaterowie tych reportaży. Książka nie tylko dla ojców, ale dla wszystkich rodziców, a także dla tych, których dopiero to czeka. Kruczkowski wybrał na swoich bohaterów ludzi, od których można się uczyć. To największa zaleta tej książki.
Reporterska biografia Ireny Sendlerowej. Bikont spisuje świadectwa uratowanych żydowskich dzieci i niezliczonych źródeł, by nakreślić portret kobiety, która stała się symbolem Polski ratującej Żydów. I jak z symbolami bywa – sporo w tej historii uproszczeń i mitów, które Bikont cierpliwie demistyfikuje. Dzieci wcale nie było 2,5 tys., a Sendlerowa i jej współpracownicy działali w osamotnieniu, nie mogąc liczyć na znaczną pomoc kogokolwiek, Polskie Państwo Podziemne wliczając. Bikont z szacunkiem i wyrozumiałością obala też mity, które Sendlerowa sama tworzyła wokół siebie.
Świetnie skonstruowana i zajmująco napisana opowieść o skandalu, który wstrząsnął Holandią. Historia dawcy nasienia, który został ojcem około ¬dwustu dzieci. Bałuk zadaje ważne pytania o naturę relacji rodzinnych w dobie gwałtownego postępu medycyny, a przy okazji bawi się swoimi czytelnikami – podpuszcza do negatywnej oceny bohaterów, po czym prezentuje ich historie z nieoczekiwanej perspektywy. Dzięki temu jego debiutancka książka to też pożyteczna lekcja powściągliwości w łatwych osądach.
Odważny reportaż historyczny o obozach pracy przymusowej działających w Polsce w pierwszych latach po II wojnie światowej. Zostawione przez Niemców obozy znów działały, tylko pod polskim kierownictwem. Znaleźli się w nich niemieccy jeńcy, volksdeutsche, Ukraińcy, żołnierze podziemia i inni polityczni więźniowie komunistów. Łuszczyna dotarł nie tylko do dokumentów, ale też do żywych bohaterów, którzy opowiedzieli mu swoje historie. Pedagogika wstydu – powiedzą niektórzy, ale to nie sprawi, że te obozy znikną z historii.
Zbiór reportaży o współczesnej Szwecji, w którym na pierwszy plan wysuwają się tematy związane z polityką migracyjną. Tubylewicz oferuje spojrzenie uczciwe i humanistyczne jednocześnie. Jej bohaterowie już zdjęli różowe okulary, ale wciąż trzymają się „szwedzkich” wartości, takich jak solidarność, równość i odpowiedzialność za słabszych. Brakuje takich książek – o tym, jak gościnne kraje radzą sobie z gośćmi. Najłatwiej jest pomagać innym, gdy widzimy w nich anioły lub ofiary. Co zrobić, gdy okazują się po prostu ludźmi? To pytanie, które stawiają „Moraliści”. ©
źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl/raport-o-stanie-reportazu-151304
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.10.05 22:49 Bifobe Narodowe Siły Zbrojne: wojsko skrajnej prawicy [tygodnik "Polityka"]

Sebastian Pawlina, 3 października 2017
Robota szkodliwa
Uczczone niedawno uchwałą Sejmu, przez aklamację, Narodowe Siły Zbrojne były organizacją skrajnie prawicową, która nie podporządkowała się Polskiemu Państwu Podziemnemu.
Po klęsce wrześniowej przedwojenne partie, w tym Stronnictwo Narodowe, już w lutym 1940 r. zawiązały w konspiracji Polityczny Komitet Porozumiewawczy mający ułatwić wspólne działania. Starały się uzyskać jak największy wpływ na Polskie Państwo Podziemne reprezentowane przez rząd w Londynie i powoływały do życia własne struktury wojskowe. 13 października 1939 r. powstało zbrojne ramię Stronnictwa Narodowego – Narodowa Organizacja Wojskowa (NOW), w 1942 r. licząca ok. 80 tys. ludzi (dla porównania latem 1944 r. AK miała 380 tys.).
Stronnictwo Narodowe było główną siłą po prawej stronie sceny politycznej okupowanego kraju. Ale jeszcze w 1939 r. Narodziła się dla niego konkurencja w postaci Grupy Szańca, wywodzącej się z przedwojennej Organizacji Narodowo-Radykalnej (ONR), powstałej w 1934 r. i zdelegalizowanej w tym samym roku. Szymon Rudnicki, badacz historii tego ugrupowania, pisał: „ONR deklarował się jako obrońca wiary katolickiej. Prawa publiczne przyznawał tylko Polakom. Władzę w państwie miała sprawować Organizacja Polityczna Narodu. (…) Zapowiadano wywłaszczenie i unarodowienie zakładów użyteczności publicznej oraz wielkich przedsiębiorstw górniczych, hutniczych i elektrowni znajdujących się w rękach obcego kapitału”.
ONR przestał istnieć formalnie, ale nie zawiesił działalności. W 1935 r. Doszło w nim do podziału na Ruch Narodowo-Radykalny Falanga i ONR-ABC. I właśnie ta druga frakcja jesienią 1939 r. stała się podstawą dla Grupy Szańca, biorącej swoją nazwę od wydawanej gazety. Jej organizacją militarną był Związek Jaszczurczy, powstały w połowie października 1939 r., liczący w 1942 r. 10 tys. ludzi. Na jego czele stanął działacz ONR, uczestnik bitwy pod Kockiem, ppor. Władysław Marcinkowski.
Grupa Szańca uznała w 1940 r. Rząd Władysława Sikorskiego za jedyny legalny, ale nie akceptowała ZWZ jako nadrzędnej władzy wojskowej w kraju i taka postawa nie zmieniła się do końca wojny. Finanse uzyskiwała z datków od osób prywatnych. Dużą wagę przykładała do propagandy; tylko do 1942 r. udało jej się stworzyć blisko 60 gazet.
Utworzenie NSZ
Szansa na poważniejsze zaistnienie Grupy Szańca pojawiła się wraz z kryzysem w Stronnictwie Narodowym w pierwszej połowie 1942 r. Część jego działaczy zaproponowała, aby podporządkować Narodową Organizację Wojskową dowództwu AK. Nie wszystkim się to spodobało i doszło do podziału. Ta część NOW, która postanowiła pozostać samodzielna, połączyła siły ze Związkiem Jaszczurczym, tworząc 20 września 1942 r. Narodowe Siły Zbrojne. Ich dowódcą został płk Ignacy Oziewicz, ps. Czesław, a szefem sztabu Stanisław Żochowski.
Nazwa organizacji była pomysłem Zbigniewa Stypułkowskiego, prawnika, dotąd związanego z SN, którego mianowano sekretarzem Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej, organu zwierzchniego nad NSZ. Teren jej działania podzielono na sześć inspektoratów: Centralny, Ziem Zachodnich, Górnej Wisły, Grodów Czerwieńskich, Północno-Wschodni i Wschód. Te składały się z okręgów, a okręgi z powiatów.
NSZ działały głównie w Generalnym Gubernatorstwie. Na wschodnich obszarach nie udało im się zorganizować niczego więcej ponad luźne grupy. Zaś na zachodzie, na terenach wcielonych do Rzeszy, nie były w stanie prowadzić akcji ze względu na duże straty w ludziach.
Sztab NSZ podzielono na sześć oddziałów: Organizacyjny, Wywiadowczy, Operacyjno-Wyszkoleniowy, Kwatermistrzowski, Łączności oraz Wychowawczo-Oświatowy. Stworzono szkoły podchorążych, przez które według Żochowskiego przeszło ok. 600 ludzi. Uczono ich na podstawie przedwojennych programów, m.in. Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie, korzystano z wydawanych przez NSZ podręczników.
Problemem był brak pieniędzy. Według Żochowskiego miesięczny budżet NSZ w 1943 r. wynosił ok. 2 mln zł. Tymczasem np. liczący mniej niż 100 osób oddział AK Agat, późniejszy batalion Parasol, tylko we wrześniu 1943 r. wydał ponad 250 tys. zł. Pomimo tego NSZ rosły w siłę. 1 października 1943 r. liczyły blisko 73 tys. członków.
Antysemityzm
Podstawą ideologiczną NSZ pozostawał silny antysemityzm. Jeszcze przed wojną ONR winą za słabości Polski obarczał Żydów, którym miała ulegać polska inteligencja. „Jako pozytywny przykład i wzór do naśladowania podawano Niemcy hitlerowskie”, pisze Rudnicki. Wojna nie zmieniła tego podejścia. W Żydach widziano wszystko, co najgorsze. Przypisywano im współpracę z oboma okupantami przeciwko Polakom, oskarżano o stworzenie komunizmu, uznawano za ukrytego wroga, głoszono, że nawet w gettach żyje im się lepiej niż Polakom. Tworzono listy proskrypcyjne – na jednej z nich w kwietniu 1944 r. znalazł się Aleksander Kamiński, autor „Kamieni na szaniec”. NSZ wielokrotnie przyznawały, że Niemcy w znaczącym stopniu „pomogli” Polakom.
W marcu 1943 r. „Barykada”, jedna z gazet NSZ, pisała: „Możemy potępiać Niemców za ich bestialskie metody, ale nie możemy zapominać o tym, że żydostwo było i będzie zawsze elementem destrukcyjnym w naszym organizmie państwowym. Likwidacja Żydów na ziemiach Polski ma wielkie znaczenie dla przyszłego naszego rozwoju, gdyż uwalnia nas od wielomilionowego pasożyta Nie zapominajmy, że rozwiązanie tego problemu w sensie usunięcia Żydów z naszych terenów czekało nas nieuchronnie”. Los Żydów uznawano za dziejową sprawiedliwość. Tych, którzy przeżyliby wojnę, według NSZ miało czekać w Polsce pozbawienie majątków, ziemi, obywatelstwa, a w końcu – wygnanie. W Wielkiej Polsce nie było dla nich miejsca.
I choć – jak twierdzą niektórzy badacze historii NSZ – organizacja nie nawoływała bezpośrednio do zabijania Żydów, jednak wrogość wobec nich była elementem jej tożsamości powodującym, że podczas wojny i po jej zakończeniu żołnierze tej formacji wielokrotnie dopuszczali się morderstw. Już w październiku 1942 r. oddział NOW, który później przyłączył się do NSZ, zabił 40 Żydów, którym udało się uciec z obozu w Lublinie.
Chaim Goldstein, więzień obozu koncentracyjnego, zwanego potocznie Gęsiówką, utworzonego na ruinach warszawskiego getta, wspominał w książce „Bunkier”, że, walcząc w powstaniu warszawskim, był naocznym świadkiem zastrzelenia jednego ze swoich towarzyszy z oddziału, ubranego w pasiak. Ogień otworzyli eneszetowcy, krzycząc: „Nam nie potrzeba walczących Żydów! Wszystkich należy zabić! Śmierć Żydom!”. Bronisław Anlen, również więzień Gęsiówki, opisał „rozprawę” nad złapanym więźniem Pawiaka i Gęsiówki oraz ranną Żydówką na noszach. Oboje byli „sądzeni” przez członków NSZ pod zarzutem szpiegostwa. Zostali rozstrzelani.
Wbrew państwu podziemnemu
Może właśnie po to, aby nad nimi zapanować, AK chciało przejąć kontrolę nad żołnierzami NSZ. Od stycznia 1940 r. ZWZ/AK zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza prowadziło akcję scaleniową mającą na celu podporządkowanie wszystkich organizacji podziemnych jednemu dowództwu. Rozmowy trwały od początku 1943 r., nie przynosząc efektów. NSZ domagały się współpracy na równych warunkach i dostępu do pieniędzy rządu RP w Londynie. 11 marca 1943 r. w „Biuletynie Informacyjnym” AK ukazał się artykuł Jana Piekałkiewicza, delegata rządu RP na kraj, zatytułowany jednoznacznie „Warcholstwo”. Działanie NSZ określił jako „robotę szkodliwą i zasługującą na potępienie”. Ale pertraktacje trwały. Doszło do spotkania Ignacego Oziewicza ze Stefanem Roweckim. Zanim jednak wykonano kolejny krok, AK i NSZ otrzymały potężne ciosy ze strony gestapo, które w czerwcu 1943 r. Aresztowało i Roweckiego, i Oziewicza.
Rozmowy utknęły w martwym punkcie. Nie pomagały im działania NSZ. Do początku 1943 r. organizacja za głównego wroga uznawała Niemców, ale po ich klęsce pod Stalingradem przeciwnikiem nr 1 stał się ZSRR, przez AK uznawany za „sojusznika naszych sojuszników”. Oddziały NSZ zaczęły zwalczać oddziały Gwardii Ludowej (GL), później Armii Ludowej (AL) oraz sowieckich partyzantów. Według raportu AK z listopada 1944 r. „d-cy [NSZ] kontaktują się i współpracują z Gestapo. Wsypują partie komunistyczne”.
W poniedziałek 9 sierpnia 1943 r. Oddział Leonarda Zub-Zdanowicza, ps. Ząb (jedynego cichociemnego, który nie wykonał rozkazu AK i przystał do NSZ), w leżącej niedaleko Sandomierza wsi Borów dokonał mordu, zabijając 26 partyzantów GL z oddziału im. Jana Kilińskiego oraz czterech mieszkańców wsi. W listopadzie AK na łamach „Biuletynu Informacyjnego” odcięła się od tego morderstwa, zaś gen. Tadeusz Bór-Komorowski potępił NSZ. W lutym 1944 r. w Tomaszowie Mazowieckim oddział NSZ Las zamordował trzy osoby za powiązania z AL, pokrewieństwo z partyzantami AL lub komunizm, dziewięć oddał Niemcom, którzy zesłali je do Gross-Rosen.
Tymczasem 15 października 1943 r. minął termin, jaki nowy dowódca AK wyznaczył NSZ na podporządkowanie się, w efekcie czego 9 listopada wydał rozkaz, w którym stwierdzał, że NSZ nie są częścią Polskich Sił Zbrojnych, a wszyscy jego członkowie mają obowiązek „zameldować się do czynnej służby w Armii Krajowej”. Interweniował Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski, który zalecił Borowi-Komorowskiemu przyjęcie NSZ z uznaniem niezależności do końca wojny. Bór-Komorowski nie zaakceptował tego rozwiązania, słusznie przyjmując, że mogłoby zaszkodzić AK, która dotąd scalała inne organizacje, nie zapewniając im samodzielności. W końcu nowy dowódca NSZ płk Tadeusz Kurcyusz otrzymał list od Sosnkowskiego, w którym ten rozkazywał mu podporządkować się AK. Poskutkowało. 7 marca 1944 r. NSZ scaliły się z AK, pozostawiając sobie swobodę m.in. w zakresie werbunku i propagandy. 31 marca Bór-Komorowski wydał rozkaz powitalny dla żołnierzy NSZ.
Jednak nie wszystkim w NSZ podporządkowanie się podobało. Zaczęli naciskać na Kurcyusza. Ten zmarł 22 kwietnia, co skomplikowało sytuację. W jego miejsce Bór-Komorowski na p.o. komendanta NSZ wyznaczył ppłk. Albina Raka, nakazując mu dokończenie scalenia. Wtedy grupa niechętnych AK oficerów NSZ porwała Raka, postawiła przed sądem i skazała na śmierć. Choć wyroku nie wykonano, o całościowym scaleniu można było zapomnieć. Do AK przeszło 10–15 tys. ludzi, poza nią zostało 60–65 tys.
Na czele NSZ-ONR, zbuntowanego odłamu organizacji, stanął ppłk Stanisław Nakoniecznikoff-Klukowski, wcześniej związany z AK. Nie cieszył się zaufaniem kierownictwa politycznego NSZ-ONR, co wynikało m.in. z jego dążenia do bliższej współpracy z AK. W efekcie 18 października 1944 r. z wyroku sądu NSZ został zastrzelony.
Z uwagi na problemy z podporządkowaniem się rozkazom AK organizacja NSZ nie wzięła udziału w akcji Burza (choć poszczególne oddziały partyzanckie przyłączały się do walki). Stało się tak również w czasie powstania warszawskiego. Dowództwa NSZ nie poinformowano o jego wybuchu, ale blisko 2 tys. ludzi z NSZ uczestniczyło w działaniach bojowych.
Niemiecka asysta
Największe zgrupowania NSZ od czerwca 1944 r. zbierały się na Kielecczyźnie. Wśród nich znalazła się dowodzona przez ppłk. Antoniego Szackiego, ps. Bohun, związanego ze Związkiem Jaszczurczym od 1940 r., Brygada Świętokrzyska. Powołana do życia 11 sierpnia 1944 r., licząca początkowo ok. 850 ludzi, chciała przedostać się na zachód, w stronę wojsk anglo-amerykańskich. Liczono na trzecią wojnę światową, w której brygada miała ruszyć na ZSRR u boku aliantów. Do Amerykanów faktycznie udało jej się dostać. Nie dokonała tego samodzielnie, ale dzięki wyraźnej pomocy Niemców.
Dobre kontakty z Niemcami zapewniał jednostce Hubert Jura, ps. Tom, współpracujący z okupantem od jesieni 1943 r., kiedy to nawiązał kontakt z SS-Hauptsturmführerem Paulem Fuchsem, gestapowcem działającym w Radomiu. Dzięki znajomościom Tomowi udało się zapewnić brygadzie swobodny przemarsz przez tereny zajmowane przez Niemców, którzy nie tylko przepuścili oddział, ale także dostarczali mu broń, paliwo i jedzenie. Część żołnierzy brygady trafiła na kursy prowadzone przez Abwehrę. Jeszcze w kwietniu 1945 r. toczyły się rozmowy o wykorzystaniu brygady przez Niemców, m.in. jako desantu na tyły Armii Czerwonej. O współpracy z Niemcami donosiły meldunki dowódców AK i tajny raport gen. Reinharda Gehlena, dowódcy Oddziału Obce Wojska Wschód w sztabie niemieckich wojsk lądowych.
W styczniu 1945 r. Brygada Świętokrzyska, licząca blisko 1400 osób, dotarła do Czechosłowacji. 5 maja wyzwoliła obóz koncentracyjny w Holiszowie. Po wejściu na tereny zajęte przez Amerykanów jej żołnierzy przydzielono do kompanii wartowniczych. Nie powiodło się włączenie brygady do II Korpusu gen. Władysława Andersa. Jej żołnierze dopiero w 1988 r. zostali uznani za kombatantów Wojska Polskiego. Historia NSZ jako organizacji skończyła się w 1948 r. wraz ze śmiercią ostatniego komendanta Stanisława Kasznicy.
Zanim jednak do tego doszło, NSZ prowadziły dalej działalność. Nie tylko tę polegającą na walce z Armią Czerwoną i instalującą się w kraju komunistyczną władzą, ale także, a może przede wszystkim, tę wynikającą z realizacji skrajnie nacjonalistycznej wizji Polski. Najpierw 27 maja 1945 r. w Przedborzu, opodal Piotrkowa Trybunalskiego, oddział NSZ Władysława Kołacińskiego, ps. Żbik, wcześniej żołnierza Brygady Świętokrzyskiej, zamordował 9 Żydów. Po latach dowódca akcji usprawiedliwiał się, że wybrano jedynie kilku spośród blisko 300 Żydów zamieszkujących w tym czasie miasteczko, a ci, którzy zginęli, współpracowali z komunistami. Wersję tę powtarzają bezrefleksyjnie apologeci NSZ. Tymczasem badania prowadzone przez historyków wykazały, że w całym Przedborzu żyło wówczas niewielu więcej Żydów ponad tych zabitych, a akcja, zamiast być konkretnie wymierzoną zemstą na wrogu, nosiła znamiona pogromu.
Do pogromu doszło także 6 czerwca 1945 r. we wsi Wierzchowiny, nieopodal Chełma. Jeszcze w maju tego samego roku Marian Pazderski, ps. Szary, sporządził listę kilkunastu „niebezpiecznych” mieszkańców wsi. Jednak kiedy jego oddział wszedł do Wierzchowin, zamiast kilkunastu osób zamordował 194, w tym 65 dzieci poniżej 11 roku życia. Ofiarami byli Ukraińcy. Jak pisze Grzegorz Motyka, „głównie prawosławni, ale wśród nich była też grupa świadków Jehowy”.
Następnego dnia w Gawrychowie w powiecie łomżyńskim bojówka NSZ zamordowała sześcioosobową rodzinę Rybińskich. 20 czerwca w Żelechowie żołnierze NSZ zabili troje Żydów. Chanke Ashlak, która przeżyła napad, wspominała: „Mordercy weszli do domu i spytali polskiej rodziny: »Gdzie są te Żydówki, które uciekły?«. Nikt im nie odpowiedział. Zaczęli szukać i zajrzeli pod łóżko, świecąc latarką. Znaleźli moją biedną przyjaciółkę, a kiedy ją wyciągali, błagała ich słowami, których nigdy nie zapomnę: »Panowie, nie zabijajcie mnie, przeżyłam tyle okropieństw, straciłam wszystko i wszystkich, darujcie mi życie, ja tak pragnę żyć…«”. Kilka tygodni później, 8 lipca, w Opocznie, niespełna 30 km od Tomaszowa Mazowieckiego, z rąk NSZ zginęło trzech Żydów, w tym 32-letni David Mandelbaum, który przeżył Auschwitz.
Podobnych przypadków było więcej. Do wielu dochodziło w późniejszym okresie, gdy żołnierze NSZ działali już w konspiracji antykomunistycznej. Część z nich można zaklasyfikować jako przejaw wojennego bandytyzmu, jednak te największe zbrodnie były czystkami powodowanymi nienawiścią do wszystkiego, co niepolskie.
submitted by Bifobe to Polska [link] [comments]


2017.09.29 08:17 polishsouphater Odebranie premii przez pracodawcę

Cześć, mójpracodawca postanowił przyznać wysztkim pracownikom, którzy w okresie od października 2016 do października 2017, mieli mniej niż 10 dni zwolnienia lekarskiego premię. Drugiego paźdfzieniak zamierzam dać firmie wypowiedzenie o pracę i zastanawia mnie czy pracodawca może nie przyznać mi tej premii do czasu wypłaty (10-ty października). Pozdrawiam
submitted by polishsouphater to Polska [link] [comments]


2017.08.16 16:37 seat321 Naliczanie stażu pracy.

Hej. Pytanie o naliczanie stazu pracy:
Skonczylem licencjat.
Zaczałem studia magisterskie.
Podczas studiow magisterskich pracowalem dwa razy po 3msce (umowa o prace).
Nadal ciagnac studa magisterskie rozpoczalem nowa prace (w miejscu X). Umowa o prace na czas nieokreslony.
Wiekszosc chyba wie, ze ukonczenie studiow (rowniez licencjatu) dodaje 8 lat do stazy pracy. Nie jest dla mnie jasne jak licza sie te dwie trzymiesieczne okresy zatrudnienia.
Przeczytalem to: http://www.regiopraca.pl/portal/prawo/ustawy/kodeks-pracy-dzial-vii-urlopy-wypoczynkowe-82
W szczegolnosci ten fragment: "§ 2. Jeżeli pracownik pobierał naukę w czasie zatrudnienia, do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wlicza się bądź okres zatrudnienia, w którym była pobierana nauka, bądź okres nauki, zależnie od tego, co jest korzystniejsze dla pracownika.".
Moja teoria:
Skonczylem licencjat (+8 lat "zliczyło").
Zaczalem magisterke. Nie wlicza mi ona niczego, bo bardziej oplaca mi sie zaliczyc te dwie prace po 3msce (suma czesciowa: 8.5 roku).
Powiedzmy ze zaczalem prace w X 1 stycznia 2017. Juz pierwszego dnia pracy mialem juz 8.5 roku "stazu pracy" (na podstawie ktorego liczy sie urlop).
Dokladnie po poltorej roku, 1 lipca 2018, wybija mi 10 lat stazu pracy. Oznacza to, ze juz w 2018 roku moge wykorzystac 26 dni urlopu.
Czy powyzsze ma sens / zdaje egzamin? Szczegolnie cieplo przywitalbym opinie radcy prawnego / prawnika ktory na temacie "zjadl zeby" :)
submitted by seat321 to Polska [link] [comments]


2017.06.22 19:33 Loghai Rekordowo niski deficyt budżetowy w okresie styczeń - maj 2017

Rekordowo niski deficyt budżetowy w okresie styczeń - maj 2017 submitted by Loghai to Polska [link] [comments]


Trudne warunki w okresie jesienno-zimowym. Trudny sezon 2017 dla truskawek Żuraw TV /www.zurawwlesie.pl Energia jonizacji w okresie Ochrona marchwi w okresie wegetacji Podsumowanie wydarzeń na rynku surowcowym w okresie 3 - 7 lipca 2017 roku. Funny videos 2017 People doing stupid things - Try not to ... Trudności wieku dorastania Nevada, Arizona, Utah Zimą - 06.01.2017

Zasady ewaluacji działalności naukowej w okresie 2017-2020

  1. Trudne warunki w okresie jesienno-zimowym.
  2. Trudny sezon 2017 dla truskawek
  3. Żuraw TV /www.zurawwlesie.pl
  4. Energia jonizacji w okresie
  5. Ochrona marchwi w okresie wegetacji
  6. Podsumowanie wydarzeń na rynku surowcowym w okresie 3 - 7 lipca 2017 roku.
  7. Funny videos 2017 People doing stupid things - Try not to ...
  8. Trudności wieku dorastania
  9. Nevada, Arizona, Utah Zimą - 06.01.2017

Cześć 3 z trzech wyjazdu w okresie 03.01.2017 do 05.01.2017 Zajrzyj na mojego bloga: http://nolibab3.blogspot.com Snapchat: nolibab Facebook: https://www.fac... This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue Published on May 31, 2017 Przymrozki, chłody i deszcze to wszystko nie sprzyjało wzrostowi truskawek w tym sezonie. Jakie są tego konsekwencje i jakie wyciągnąć wnioski? Published on Jan 19, 2017. O trudnych warunkach na drodze w okresie jesienno-zimowym opowiada ekspert Zygmunt Szywacz Egzaminator Nadzorujący w WORD Katowice. Category People & Blogs; Rodzinka żurawia w komplecie ... Kryteria do programu 500+ spełnione ! Zapisy wydarzeń z monitoringu gniazda żurawia prowadzonego w okresie 03-04/2017. Funny videos 2017: Try not to laugh while watching this funniest video of people doing stupid things includes funny pranks and fails. This video is really hi... Published on Jul 17, 2017 W początkowym okresie wzrostu ochrona skupiona jest przede wszystkim na zwalczaniu chwastów. Do tego celu wykorzystać Boxer który skutecznie wschodzące chwasty jedno ... Period trend for ionization energy -http://tinyurl.com/husjz7w Film na licencji CC NC-BY-SA wykonany na zlecenie Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Opowiada Ag... Published on Feb 8, 2017. Dlaczego w okresie dojrzewania tak ważni dla nastolatka są rówieśnicy oraz jaką rolę odgyrwają wtedy rodzice. Category Education; Show more Show less.